07.04.2023, 22:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 23:32 przez Cynthia Flint.)
Matka Cynthii zmarła młodo, a Lycoris Black była chyba jedyną kobietą w jej życiu, którą uznała za pewien wzorzec. Inspirowała ją swoim podejściem do pracy i od momentu, gdy tylko wybrała sobie Flintównę na swoją podopieczną, wiele rzeczy od niej otrzymała. Nie były to tylko umiejętności związane z pracą, tajniki zszywania czy wypełniania raportów, ale również spojrzenia, niekiedy gesty, czy sposób myślenia. Była czymś ważniejszym, niż tylko szefową, a rozmawiały w gruncie rzeczy nie tylko o swoich przypadkach w czarnych workach, ale również o życiu. I chociaż Cynthii wiele brakowało do prawidłowego funkcjonowania emocjonalnego, wiele rzeczy postrzegała błędnie lub nie widziała ich wcale, to uważnie słuchała się tego, co kobieta jej mówiła i sugerowała.
Oswojenie się ze śmiercią było czasochłonne, ale pozwalało na osiągnięcie pewnej przewagi nad większością ludzi, zyskaniem tego rodzaju odwagi, która umożliwiała czynienie rzeczy odważnych i wielkich, łapanie w ręce tego, co się ścigało. Nie było przecież dla społeczeństwa nic groźniejszego niż widmo śmierci, utrata oddechu. Kobieta zerkała w stronę Perseusa znacznie przychylniej niż w stronę większości ludzi — właśnie przez siostrę. I może trochę z obawy, że zemdleje. Był blady, wyglądał, jakby błądził myślami w odległe miejsce, analizował i szukał odpowiedzi. Nie miała pojęcia o dywanie i rzece, o trupie, a z pewnością zafascynowałby ją ten temat. Nie musiał się jednak martwić, ona nie była wścibska z natury. Posłała mu wyuczony uśmiech, szykując się do wyjścia. Jakby się wywrócił i rozbił sobie głowę, szefowa by się wściekła i ewentualnie śmiała.
- Dziękuje. - obdarzyła go pociągłym spojrzeniem jasnych tęczówek, opuszczając miejsce swojej pracy, a następnie ruszyli korytarzami Ministerstwa, chcąc dostać się na zewnątrz. Dawno nie wychodziła podczas przerwy, szkoda było jej czasu, który mogła poświęcić na rzeczy ważne. Zmrużyła oczy pod wpływem słońca nieśmiało wyglądającego zza szarych chmur i pod wpływem chłodnego, wciąż muśniętego zimową nutą wiatru, który zakołysał jej blond włosami. Odwróciła twarz w stronę towarzyszącego jej mężczyzny, lustrując go wzrokiem z zaciekawieniem. Wyglądał lepiej, odrobina różu pojawiła się na bladych licach i odzyskał błysk w oczach, pozostawiając mętne spojrzenie w prosektorium. Może to i lepiej, że nie będą rozmawiać w Ministerstwie, gdzie wszystko dookoła miało uszy? Wciąż nie była przyzwyczajona, aby mówić do niego po imieniu.
- Słyszałam, że mają tam doskonałe rogaliki i nową herbatę — białą z dodatkiem rozgrzewającego hibiskusa i eliksiru pieprzowego. - przerwała ciszę, decydując się na spokojny, chociaż odrobinę cieplejszy niż zwykle ton głosu, dłonią zgarniając zagubione pasmo za ucho. Nie chciała pytać, jak się czuł i czy było mu lepiej, jednak mógł z łatwością dostrzec, jak uważnie mu się przyglądała. - Preferujesz kawę, czy może herbatę?
Poza tym, że był bratem jej mentorki oraz Blackiem, znała jedynie kilka plotek na jego temat, które krążyły w socjecie magicznej czy Ministerstwie. Nigdy w sumie się nim nie interesowała, a być może mógł okazać się cennym kontaktem.
Perseus okazał się towarzyszem rozmowy intrygującym, dużo wiedział i zdawało się Cynthii, że zna ludzi. Wybrana przez nich herbata w kawiarni była naprawdę pyszna, szczególnie w akompaniamencie czegoś słodkiego do przegryzienia. Przerwa na lunch minęła niczym mrugnięcie okiem i rozmowa całkiem się im kleiła. Po pożegnaniu sie, wrócili do Ministerstwa, gdzie każde ruszyło w swoją stronę, chociaż Persi jeszcze spojrzał, czy William przypadkiem nie wrócił, aby oddać książkę.
Oswojenie się ze śmiercią było czasochłonne, ale pozwalało na osiągnięcie pewnej przewagi nad większością ludzi, zyskaniem tego rodzaju odwagi, która umożliwiała czynienie rzeczy odważnych i wielkich, łapanie w ręce tego, co się ścigało. Nie było przecież dla społeczeństwa nic groźniejszego niż widmo śmierci, utrata oddechu. Kobieta zerkała w stronę Perseusa znacznie przychylniej niż w stronę większości ludzi — właśnie przez siostrę. I może trochę z obawy, że zemdleje. Był blady, wyglądał, jakby błądził myślami w odległe miejsce, analizował i szukał odpowiedzi. Nie miała pojęcia o dywanie i rzece, o trupie, a z pewnością zafascynowałby ją ten temat. Nie musiał się jednak martwić, ona nie była wścibska z natury. Posłała mu wyuczony uśmiech, szykując się do wyjścia. Jakby się wywrócił i rozbił sobie głowę, szefowa by się wściekła i ewentualnie śmiała.
- Dziękuje. - obdarzyła go pociągłym spojrzeniem jasnych tęczówek, opuszczając miejsce swojej pracy, a następnie ruszyli korytarzami Ministerstwa, chcąc dostać się na zewnątrz. Dawno nie wychodziła podczas przerwy, szkoda było jej czasu, który mogła poświęcić na rzeczy ważne. Zmrużyła oczy pod wpływem słońca nieśmiało wyglądającego zza szarych chmur i pod wpływem chłodnego, wciąż muśniętego zimową nutą wiatru, który zakołysał jej blond włosami. Odwróciła twarz w stronę towarzyszącego jej mężczyzny, lustrując go wzrokiem z zaciekawieniem. Wyglądał lepiej, odrobina różu pojawiła się na bladych licach i odzyskał błysk w oczach, pozostawiając mętne spojrzenie w prosektorium. Może to i lepiej, że nie będą rozmawiać w Ministerstwie, gdzie wszystko dookoła miało uszy? Wciąż nie była przyzwyczajona, aby mówić do niego po imieniu.
- Słyszałam, że mają tam doskonałe rogaliki i nową herbatę — białą z dodatkiem rozgrzewającego hibiskusa i eliksiru pieprzowego. - przerwała ciszę, decydując się na spokojny, chociaż odrobinę cieplejszy niż zwykle ton głosu, dłonią zgarniając zagubione pasmo za ucho. Nie chciała pytać, jak się czuł i czy było mu lepiej, jednak mógł z łatwością dostrzec, jak uważnie mu się przyglądała. - Preferujesz kawę, czy może herbatę?
Poza tym, że był bratem jej mentorki oraz Blackiem, znała jedynie kilka plotek na jego temat, które krążyły w socjecie magicznej czy Ministerstwie. Nigdy w sumie się nim nie interesowała, a być może mógł okazać się cennym kontaktem.
Perseus okazał się towarzyszem rozmowy intrygującym, dużo wiedział i zdawało się Cynthii, że zna ludzi. Wybrana przez nich herbata w kawiarni była naprawdę pyszna, szczególnie w akompaniamencie czegoś słodkiego do przegryzienia. Przerwa na lunch minęła niczym mrugnięcie okiem i rozmowa całkiem się im kleiła. Po pożegnaniu sie, wrócili do Ministerstwa, gdzie każde ruszyło w swoją stronę, chociaż Persi jeszcze spojrzał, czy William przypadkiem nie wrócił, aby oddać książkę.
Postać opuszcza sesję