— Tak! Jest! – zawołała unosząc dłonie w geście zwycięstwa.
Teraz uważała, że alkohol był jednym z najlepszych rzeczy, które mogłyby się im przytrafić. Jej rodzice nie będą źli na pewno, że wypije jedną butelkę z Grecji, którą tata przywiózł, bo byli oni zdecydowanie najbardziej wyluzowanymi rodzicami na świecie. Nie raz opowiadali o tym, że zakradali się do jakichś winnic dziadków jej mamy. Pewnie byliby zadowoleni, że ich córka zaczyna korzystać z życia i bawić się w najlepsze. Na pewno zechcą sprawdzić też jej towarzysza, aby upewnić się, że nie trafiła na nikogo niebezpiecznego.
Avelina nie zdawała sobie sprawy z tego, że chłopak miał nad nią przewagę w piciu alkoholu ze względu na większą posturę. Nie miała doświadczenia i nie znała swojego limitu w piciu trunków. Przejęła od niego butelkę z wielką ochotą, ponieważ nie chciała, aby rozsądek wchodził w zakamarki jej umysłu. Chciała być zwykłą dziewczyną bez poczucia winy. Jutro będzie sobie leczyć kaca moralnego, a dzisiaj czas na śmiech, taniec, zabawę i grę, którą wymyślał Godryk.
— To dasz mi znać. – odpowiedziała krótko upijając solidnego łyka wina również powodując, że część trunku spłynęła jej po brodzie na dekolt brudząc przy tym jej jasną sukienkę.
— Rozumiem twoją wizję! – odpowiedziała ciężko opierając się o wolną przestrzeń na ścianie obok jakiegoś dziwnego posągu, na którym nie mogła się za bardzo skupić. – Ale ja nie lubię… gdy się patrzy… na mnie. – dokończyła. Wizja występowania powodowała, że dreszcz strachu przepływał jej po plecach.
Przyglądała mu się z podziwem, gdy zaczął recytować i odgrywać tekst z książki. Był piękny i Avelina nie mogła oderwać od niego wzroku. Miał naprawdę talent nawet jeśli był w stanie upojenia alkoholowego, a ona nie miała doświadczenia teatralnego. Podobało jej się to, co widziała, więc po prostu robiła to, co potrafiła najlepiej – obserwowała i uczyła się jego gestów. Upiła kolejnego łyka wina i zaśmiała się ciepło, gdy zaczął wykonywać te wszystkie zamaszyste ruchy.
— Spróbuję, ale nie jestem dobua – mruknęła i zaczęła przeglądać strony książki. Czuła się zdecydowanie niekomfortowo, więc znowu upiła łyk alkoholu i podała mu butelkę. Wystawiła przed siebie książkę a potem ją odłożyła na półkę. — Nie zagram nic z tej książki. Nie szuje tego! – wybąkała. Przeszła kawałek dalej i wyciągnęła stare wydanie Romea i Julii, które rodzice kupili w mugolskiej księgarni. Avelina czytała tę książkę milion razy i fragment, który chciała zacytować znała wręcz na pamięć.
— Romeo! Zacóż ciebie Romeo nazwano! – zaczęła cytować ulubiony fragment Shakespeare. Wyciągnęła ku niemu dłoń, a wzrok jej był idealnie zamglony od alkoholu powodując iluzję tego jakby była naprawdę zakochana. Nie była dobrą aktorką i było to widać w niepewnych ruchach, ale alkohol dodawał jej odwagi i siły, że mogła to zrobić. – Wyrzecz się ojca twego, zamień twoje miano, Albo mi serce oddaj: gdy serce twe zyska, Julija Kapuletów zrzecze się nazwiska – mówiąc to przykładała swoje dłonie ku sercu, a na koniec opuściła głowę w dół na znak przysłowiowego oddania. Potem efekt zepsuła rozkładając ręce na boki i krzycząc z delikatnym podskokiem: – Ta da! Nie jestem dobra. – uśmiechnęła się i przesunęła się do drzwi, które były obok. Książkę odłożyła na półkę w randomowym miejscu. – Chodź, tam jest więcej wina – szepnęła.