08.04.2023, 00:08 ✶
Nie sądziła, że Lycoris zrobi na niej tak duże wrażenie już na samym początku. Ze wszystkich pracowników prosektorium, tylko ona zdawała się spełniać wszystkie pokręcone wymogi młodej stażystki, a z perspektywą czasu wiedziała, dlaczego: bo były do siebie faktycznie podobne. Ich relacja nie była otwarta i prosta, a jednak jasnowłosa umiała znaleźć w niej ciepło i zaangażowanie. Wiedziała, że szefowa chciała dla niej, jak najlepiej, a ona chciała zrobić wszystko, aby spełnić jej oczekiwania i jej nie rozczarować. Wielu było stażystów na jej miejsce, wielu chętnych na możliwość nauki pod bystrym spojrzeniem Black. Zawsze szukała jej aprobaty, otwierała się na nią zupełnie nieświadomie i kobieta sprawiła, że dla Flintówny przychodzenie do pracy, nadgodziny czy mozolne przyszywanie kończyn było wartościowym doświadczeniem. Gdy pasja łączyła się z pracą, było się prawdziwym zwycięzcą.
Nie zmieniłaby silnej, niezależnej i wymagającej Lycoris Black na nikogo innego. Nie czuła przed nią strachu, jedynie respekt, dostrzegając w każdej uwadze sens i podstawę. Mogła być lepsza, mogła ją doścignąć, jeśli będzie traktowała pracę poważnie i nie szła na łatwiznę. Praca z trupami wcale nie była prostsza, oni nie mieli głosu. Zalegali w ciszy, krzycząc bezgłośnie, aby ktoś opowiedział ich historię. Przesunęła wzrokiem po sylwetce przełożonej, a kąciki warg drgnęły bardzo delikatnie w jakimś cichym uśmiechu, uldze, że zawsze była tam, gdzie Cynthia chciała ją zobaczyć i poprawiała okulary lub wytykała jej kilkusekundowe spojrzenia. Zawsze miała się za osobę punktualną i słowną, ale przy towarzyszącej jej w kostnicy czarownicy była przeciętna, bo ta wprowadziła to na zupełnie inny poziom.
Uwielbiała sterylność ich pracy, pomieszczenia, a nawet raportów. Pióra nie miały jednego krzywo zagiętego skrzydełka, na próżno szukać było na podłodze śladów krwi czy soków wewnętrznych. Było nienagannie, można było konsumować posiłek, siedząc na kaflach lub z metalowych stołów do sekcji, a i tak było czyściej niż na stolikach kafeterii.
- Coraz więcej przypadków, które wiążą z zaklęciami niewybaczalnymi. - zauważyła, poprawiając rękawy w drodze do ciała, które zaraz ukazało się jej oczom. Pan Harrison był w średnim wieku, wyglądał przyzwoicie i schludnie, chociaż przy bliższym przyjrzeniu się, dostrzec można było ślady zaniedbania. Miał delikatną nadwagę, jego skóra była sucha, a palce, które Cynthia teraz oglądała, nosiły ślady nikotyny lub innych używek. Odchyliła nieco jego szyję, zaglądając mu do jamy ustnej. O zęby też nie dbał, miał zranienie na podniebieniu. Przyglądając się kolejnym rzeczom, podniosła wzrok znad trupa na Lycoris. Nie musiała przy niej udawać, mogła praktycznie być sobą, chowając już niewiele swojego charakteru za maskami. Ojciec wysyłał ją na przyjęcia, więc lawirowała w towarzystwie, a umiejąc się dostosować do tego, co ją otaczało, umiała również rozróżniać męskie spojrzenia. - Chęć posiadania. Chciałby, ale nie ma odwagi, bo go onieśmielasz. - odpowiedziała bez cienia zawahania się, a przed oczyma przemknął jej obraz czarodzieja, który na wzmiankę o jej przełożonej poprawił krawat i przesunął wzrok gdzieś w dół, a lica subtelnie zakrył rumieniec. Mężczyźni byli równie prości, co kobiety w większości przypadków i na każdą płeć była metoda. - Nie wyglądasz na zaskoczoną. Nie jestem pewna, czy to masz na myśli, ale mam wrażenie, że on zmarł, zanim oberwał zaklęciem niewybaczalnym, jeśli przyjrzeć się, chociażby temu zranieniu w podniebienie. Co mówi raport?
Żyły w czasach, gdzie dziwnych przypadków i prób zamaskowania zbrodni było coraz więcej. Przeszła niżej, przyglądając się spuchniętym kostkom, które mogły sugerować problemy z krążeniem. Choroba serca? Trucizna?
-
Nie zmieniłaby silnej, niezależnej i wymagającej Lycoris Black na nikogo innego. Nie czuła przed nią strachu, jedynie respekt, dostrzegając w każdej uwadze sens i podstawę. Mogła być lepsza, mogła ją doścignąć, jeśli będzie traktowała pracę poważnie i nie szła na łatwiznę. Praca z trupami wcale nie była prostsza, oni nie mieli głosu. Zalegali w ciszy, krzycząc bezgłośnie, aby ktoś opowiedział ich historię. Przesunęła wzrokiem po sylwetce przełożonej, a kąciki warg drgnęły bardzo delikatnie w jakimś cichym uśmiechu, uldze, że zawsze była tam, gdzie Cynthia chciała ją zobaczyć i poprawiała okulary lub wytykała jej kilkusekundowe spojrzenia. Zawsze miała się za osobę punktualną i słowną, ale przy towarzyszącej jej w kostnicy czarownicy była przeciętna, bo ta wprowadziła to na zupełnie inny poziom.
Uwielbiała sterylność ich pracy, pomieszczenia, a nawet raportów. Pióra nie miały jednego krzywo zagiętego skrzydełka, na próżno szukać było na podłodze śladów krwi czy soków wewnętrznych. Było nienagannie, można było konsumować posiłek, siedząc na kaflach lub z metalowych stołów do sekcji, a i tak było czyściej niż na stolikach kafeterii.
- Coraz więcej przypadków, które wiążą z zaklęciami niewybaczalnymi. - zauważyła, poprawiając rękawy w drodze do ciała, które zaraz ukazało się jej oczom. Pan Harrison był w średnim wieku, wyglądał przyzwoicie i schludnie, chociaż przy bliższym przyjrzeniu się, dostrzec można było ślady zaniedbania. Miał delikatną nadwagę, jego skóra była sucha, a palce, które Cynthia teraz oglądała, nosiły ślady nikotyny lub innych używek. Odchyliła nieco jego szyję, zaglądając mu do jamy ustnej. O zęby też nie dbał, miał zranienie na podniebieniu. Przyglądając się kolejnym rzeczom, podniosła wzrok znad trupa na Lycoris. Nie musiała przy niej udawać, mogła praktycznie być sobą, chowając już niewiele swojego charakteru za maskami. Ojciec wysyłał ją na przyjęcia, więc lawirowała w towarzystwie, a umiejąc się dostosować do tego, co ją otaczało, umiała również rozróżniać męskie spojrzenia. - Chęć posiadania. Chciałby, ale nie ma odwagi, bo go onieśmielasz. - odpowiedziała bez cienia zawahania się, a przed oczyma przemknął jej obraz czarodzieja, który na wzmiankę o jej przełożonej poprawił krawat i przesunął wzrok gdzieś w dół, a lica subtelnie zakrył rumieniec. Mężczyźni byli równie prości, co kobiety w większości przypadków i na każdą płeć była metoda. - Nie wyglądasz na zaskoczoną. Nie jestem pewna, czy to masz na myśli, ale mam wrażenie, że on zmarł, zanim oberwał zaklęciem niewybaczalnym, jeśli przyjrzeć się, chociażby temu zranieniu w podniebienie. Co mówi raport?
Żyły w czasach, gdzie dziwnych przypadków i prób zamaskowania zbrodni było coraz więcej. Przeszła niżej, przyglądając się spuchniętym kostkom, które mogły sugerować problemy z krążeniem. Choroba serca? Trucizna?
-