Ano tak to bywało, że wiedza zmieniała rzeczywistość. Niby nie wyglądała inaczej, a jednak inaczej ją postrzegaliśmy. Jakby ktoś nam otworzył trzecie oko. To samo dotyczyło ludzi i ich poznawania. Idąc za tą myślą pełen sens miało stwierdzenie, że należało uważać na pytania, jakie zadajemy. Nie zawsze możemy być gotowi na odpowiedź. Sauriel nie był gotów poznać prawdy czającej się za historią Rookwooda Eryka i Mulciber Anny. Nie sądził, że będzie kiedykolwiek na to gotów, ale jednocześnie uważał, że będzie żałował, że nie zapytał, kiedy już nie będzie miał okazji na żądanie tego pytania. Z jakiegokolwiek powodu.
- Nie pytałem. - Przyznał bez ogródek i bez skrępowania. Powinien czuć jakikolwiek wstyd, że jest tak mocno wyobcowany od rodziny i to nie tylko tej nieco dalszej, ale nawet tej najbliższej. - At, desperacja... Nie pomyślałem o tym w ten sposób. - To, że coś wiesz nie oznaczało, że spoglądasz na to pod wszystkimi kątami. Wyobraźnia człowieka była nieograniczona, a zarazem w pełni ograniczona jego wiedzą, możliwością poznania, odtwarzaniem tego, co już zostało zobaczone. - Ma to dla mnie równie mocne znaczenie co zeszłoroczny śnieg. Krew jest gęstsza od wody, co? Heh... We mnie krew już nie płynie. - Mijał czas, a czas leczył rany. I jałowił je. Rozmywał uczucia i sprawiał, że przestawało ci zależeć. Tak mijały te czarne wiosny.
- Nic do ciebie nie miałem. Wkurwiłaś mnie dopiero, jak wtrącił się w to Eryk. - Wzruszył lekko ramionami. Fakt, nie powiedziałby, że będą tu tak siedzieć w jego pokoju. - Liczyłem na to, że chociaż będziemy się dogadywać. - Się nie przeliczył.
- Uważaj sobie, bo zacznę spełniać swoje fantazje, rzucę pracę i zamienię się w kurę domową piekącą babeczki. - Pomachał palcem w powietrzu w formie i groźby wysuniętej w jej kierunku. - Taa, czaję... Ten dom nie mieści się w moim małym mózgu. Jakiś big brain lepiej by sobie... - Zatrzymał się nagle... A po zatrzymaniu całkowicie zmienił swoją narrację. - Zastanowię się nad tym zagadnieniem i poszukam informacji o tamtej okolicy. Załamania pogodowe zdarzały się czasem w wyniku różnych tragedii magicznych, a tam tak to wyglądało. Ciężko stwierdzić w końcu, czy może być to groźne. - Tak, Sauriel postanowił być miły. A co! Też potrafił, patrzcie i klikajcie narody!
A potem po prostu wywalił na nią oczy.
Wołano na niego na różne nieprzyjemne sposoby i oczekiwano robienia różnych nieprzyjemnych rzeczy. Dziwkarstwo? No tego jeszcze nie proponowali. Zawsze musi być ten pierwszy raz?
- Hmph... Zależy ile płacisz. - I w zasadzie to może i był żart ze strony Victorii. Ale Sauriel odpowiedział całkiem poważnie. - I czy od godziny czy może od konkretnych przyjemności. - Wyciągnął fajkę, pokazując kły w uśmiechu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.