09.04.2023, 00:48 ✶
- Faktycznie brzmi to problematycznie - podsumowała, chociaż w pełni nie rozumiała. Traktowanie zwierząt jak dosłownych dzieci nigdy do niej nie przemawiało. Może to brak wyobraźni, a może zdroworozsądkowe podejście z jej strony, a przynajmniej ostatnie tak właśnie nazywała. Zwierzę to było... no cóż, zwierzę i traktowanie go jak człowieka wydawało jej się co najmniej dziwaczne, jeśli nie zwyczajnie nieprawidłowe. Potem kończyło się właśnie z taką dziką kaczką, którą trzeba było zamykać w piwnicy. Nie zamierzała jednak nikomu życia układać, a tym bardziej przejmować się Krzysztofikiem.
- W sumie to... nie jestem pewna. Nigdy nie pytałam. Wiem tylko, że trafił pod opiekę mojego ojca, kiedy był jeszcze małym warchlakiem - uśmiechnęła się do niej krótko, znad filiżanki herbaty, którą upiła. Trochę dziwnie było się przyznać, ze tak naprawdę to nie znała swojego ojca i przeprowadziła się do Londynu pod wpływem impulsu, budzących się w niej mocy, poczucia zdrady i że Dolohovem praktycznie poznała się na progu jego drzwi w dniu przyjazdu. Kiedy tak sobie to podsumowała w myślach, brzmiało to jeszcze gorzej niż myślała. - W sumie dzik wcale nie brzmi tak dziwnie. Słyszałam, ze niektórzy bogaci trzymają wielkie koty, jak lwy czy tygrysy. Nie wspomnę już o wszelkich magicznych zwierzętach, które wyglądają ładnie, a absolutnie nie nadają się do mieszkania w kamienicy.
Jakaś jej część speszyła się nieco, na myśl o to, ze mogłaby zapytać jej tu i teraz, jak właściwie nazywał się ten nauczyciel. I czy przypadkiem nie nazywał się Dolohov. Nie czuła się chyba gotowa, by przyznać przed całkiem przypadkowo poznaną osobą, o której nie wiedziała praktycznie nic, że jej ojciec jest nie tyle celebrytą, co TYM Dolohovem.
- W sumie to... nie jestem pewna. Nigdy nie pytałam. Wiem tylko, że trafił pod opiekę mojego ojca, kiedy był jeszcze małym warchlakiem - uśmiechnęła się do niej krótko, znad filiżanki herbaty, którą upiła. Trochę dziwnie było się przyznać, ze tak naprawdę to nie znała swojego ojca i przeprowadziła się do Londynu pod wpływem impulsu, budzących się w niej mocy, poczucia zdrady i że Dolohovem praktycznie poznała się na progu jego drzwi w dniu przyjazdu. Kiedy tak sobie to podsumowała w myślach, brzmiało to jeszcze gorzej niż myślała. - W sumie dzik wcale nie brzmi tak dziwnie. Słyszałam, ze niektórzy bogaci trzymają wielkie koty, jak lwy czy tygrysy. Nie wspomnę już o wszelkich magicznych zwierzętach, które wyglądają ładnie, a absolutnie nie nadają się do mieszkania w kamienicy.
Jakaś jej część speszyła się nieco, na myśl o to, ze mogłaby zapytać jej tu i teraz, jak właściwie nazywał się ten nauczyciel. I czy przypadkiem nie nazywał się Dolohov. Nie czuła się chyba gotowa, by przyznać przed całkiem przypadkowo poznaną osobą, o której nie wiedziała praktycznie nic, że jej ojciec jest nie tyle celebrytą, co TYM Dolohovem.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.