09.04.2023, 01:43 ✶
Daisy po prostu nie potraktowała słów Sauriela na serio. To znaczy, może i były na serio, ale nie miał pojęcia, że Darcy był jej bratem bliźniakiem. I tak, pewnie w niektórych rodzinach aż taka zażyłość między rodzeństwem mogła się przydarzyć, ale nie u Lockhartów. U Lockhartów była zupełnie nie do pomyślenia.
- Widoki może i ma, ale czy może coś z nimi zrobić? – zapytała, nie zdając sobie sprawy z tego, że Marta nie była tu jedyną, która mogła tylko popatrzeć. Ba, przeszło jej przez myśl, że to, że mogła sobie tylko popatrzeć nie było jeszcze żadną tragedią. Gorzej, że ciągle pozostawała tylko zawieszoną w czasie i między światami nastolatką, która nigdy nie miał szans by dorosnąć. – Ale pochwalam twoje samouwielbienie – mruknęła po chwili. – Bo jak rozumiem pijesz do tego, że mogła cię podglądać podczas kąpieli.
Przez kilka sekund nawet uśmiechała się pod nosem. Nie była ślepa. Widziała jak Sauriel wyglądał. Zakładała, że ten wygląd – przynajmniej za życia, nie miała pojęcia jak to było u wampirów – musiał go kosztować trochę wysiłku (no, chyba, że jednak to były pieprzone geny i wtedy zasługiwał najwyżej na zazdrosną wściekłość).
Przekrzywiła głowę by lepiej się przyjrzeć jego profilowi. Daisy nie do końca potrafiła zrozumieć, co właściwie miał na myśli. Mogę umrzeć w każdej chwili, szkoda że jeszcze nie umarłem – brzmiało osobliwie. Zwłaszcza w jej uszach. Młoda dziennikarka uwielbiała swoje życie, ale gdyby los doprowadził ją do miejsca, w którym chciałaby umrzeć, zrobiłaby wszystko, by odejść na własnych zasadach.
A wampir po prostu gadał. Co oznaczało, że albo wcale nie chciał zostać unicestwiony, albo jeszcze nie dotarł do tego punktu, w którym naprawdę chciałby zniknąć.
- Brzmi jak zachęta do tego, żebym wreszcie przysiadła nad szczegółowymi informacjami o wampirach – odpowiedziała wreszcie. Nie, tak naprawdę brzmiało to jak nawet nieszczególnie zawoalowana groźba. I pewnie dokładnie nią było, bo gdy Daisy próbowała sobie wyobrazić, po co jej towarzysz mógłby na nią czekać po zmroku, w wyobraźni wcale nie widziała wcale romantycznej kolacji zakończonej w łóżku, ale własne rozerwane gardło i ściekającą z kącików ust wampira krew.
To nie była wesoła perspektywa.
- Sauriel – powtórzyła jego imię cicho. Zmarszczyła brwi. O czymś jej mówiło, coś przypominało. Gdzieś kiedyś czytała o Saurielu. Albo Surielu, aniele śmierci. Tylko co to było? I czy nie był tam opiekunem? Jakie to osobliwe imię akurat dla wampira. Ale przecież nie zawsze był wampirem. – Mam nadzieję, że właśnie nie ranię twojego ego, nazywając cię mało kreatywnie, Czarnym Kotem? – zapytała. Choć tak naprawdę to nie było pierwsze określenie, które przyszło jej do głowy. W jej myślach, miał się stać Zmrokiem.
- Widoki może i ma, ale czy może coś z nimi zrobić? – zapytała, nie zdając sobie sprawy z tego, że Marta nie była tu jedyną, która mogła tylko popatrzeć. Ba, przeszło jej przez myśl, że to, że mogła sobie tylko popatrzeć nie było jeszcze żadną tragedią. Gorzej, że ciągle pozostawała tylko zawieszoną w czasie i między światami nastolatką, która nigdy nie miał szans by dorosnąć. – Ale pochwalam twoje samouwielbienie – mruknęła po chwili. – Bo jak rozumiem pijesz do tego, że mogła cię podglądać podczas kąpieli.
Przez kilka sekund nawet uśmiechała się pod nosem. Nie była ślepa. Widziała jak Sauriel wyglądał. Zakładała, że ten wygląd – przynajmniej za życia, nie miała pojęcia jak to było u wampirów – musiał go kosztować trochę wysiłku (no, chyba, że jednak to były pieprzone geny i wtedy zasługiwał najwyżej na zazdrosną wściekłość).
Przekrzywiła głowę by lepiej się przyjrzeć jego profilowi. Daisy nie do końca potrafiła zrozumieć, co właściwie miał na myśli. Mogę umrzeć w każdej chwili, szkoda że jeszcze nie umarłem – brzmiało osobliwie. Zwłaszcza w jej uszach. Młoda dziennikarka uwielbiała swoje życie, ale gdyby los doprowadził ją do miejsca, w którym chciałaby umrzeć, zrobiłaby wszystko, by odejść na własnych zasadach.
A wampir po prostu gadał. Co oznaczało, że albo wcale nie chciał zostać unicestwiony, albo jeszcze nie dotarł do tego punktu, w którym naprawdę chciałby zniknąć.
- Brzmi jak zachęta do tego, żebym wreszcie przysiadła nad szczegółowymi informacjami o wampirach – odpowiedziała wreszcie. Nie, tak naprawdę brzmiało to jak nawet nieszczególnie zawoalowana groźba. I pewnie dokładnie nią było, bo gdy Daisy próbowała sobie wyobrazić, po co jej towarzysz mógłby na nią czekać po zmroku, w wyobraźni wcale nie widziała wcale romantycznej kolacji zakończonej w łóżku, ale własne rozerwane gardło i ściekającą z kącików ust wampira krew.
To nie była wesoła perspektywa.
- Sauriel – powtórzyła jego imię cicho. Zmarszczyła brwi. O czymś jej mówiło, coś przypominało. Gdzieś kiedyś czytała o Saurielu. Albo Surielu, aniele śmierci. Tylko co to było? I czy nie był tam opiekunem? Jakie to osobliwe imię akurat dla wampira. Ale przecież nie zawsze był wampirem. – Mam nadzieję, że właśnie nie ranię twojego ego, nazywając cię mało kreatywnie, Czarnym Kotem? – zapytała. Choć tak naprawdę to nie było pierwsze określenie, które przyszło jej do głowy. W jej myślach, miał się stać Zmrokiem.