09.04.2023, 15:33 ✶
Na temat ich relacji z każdą chwilą miał coraz większy mętlik w głowie. Potrafił to jednak dobrze zamaskować, zgrywając pewnego siebie. Prawda była jednak taka, iż od kilku ostatnich spotkań zaczynało się robić coraz gęściej. Choćby teraz kiedy rozmawiali, zaczynało robić się coraz poważniej. Zwykle nie zdarzało im się rozmawiać tak szczerze i otwarcie. Zdecydowanie ta znajomość będzie potrzebowała redefinicji w najbliższej przyszłości, jeśli utrzymają to tempo. Właściwie to Cynthia w ostatnim tygodniu dała mu się poznać w zupełnie nowej odsłonie, takiej której nie przypisywałby jej zbyt pochopnie. Choć bardzo i do tego w pełni świadomie kokieteryjna, to jednak w jego ocenie powściągliwa, nie pozwalająca wciągać się w niebezpieczne zamieszania, choćby takie jakie ściągał na siebie Louvain.
Mając podobną perspektywę na swoje bliźniacze relacje, mogli współdzielić podobnie uczucia i doświadczenia, z tym mógł się w pełni zgodzić. Swój protektorat nad Lorettą nie potrafił tak łatwo określić. Przede wszystkim sama jego bliźniaczka nie była klarowną osobowością. Czasem, kiedy bywałą rozbita musiał chronić ją przed światem, ale kiedy wpadała w dziki gniew, wtedy musiał ratować świat przed nią. Świat, jak to ma w swojej naturze jest okrutny i nieobliczalny, więc to nie tak, że z potrzeby altruistycznej chciał uchronić przed jej szałem. Bał się, że kiedyś coś, lub ktoś może wziąć odwet za jej niekontrolowane wybuchy, przed którym nie zdąży jej uchronić. Przez to, podobnie jak Cynthia, musiał wykazywać się większą dojrzałością i chłodniejszym temperamentem. Choć ta wiedza nie towarzyszyła mu od zawsze, jednak kiedy rzeczywistość ściągnęła go z miotły na ziemię, nabrał szerszego kontekstu, którym stara się kierować do dzisiaj.
Jego pytanie bardziej wyrwało się z jego języka, niżeli miało być przemyślanym zagraniem. Po prostu jak na jego odczucie, zaczęło się robić, w emocjonalnym wymiarze, zbyt intymnie. Było to zdecydowanie odkrywcze i pociągające w ich znajomości. Jednak jak sama celnie mu wypunktowała, dla kogoś kto nosi maski zbyt długie obcowanie wokół tego co prawdziwe mogło z chwilą stać się niepełnokomfortowe. Przecież nie po to tyle konstruował swoją postać, by pod nagłym przypływem animuszu, w jeden wieczór pozbawić się całkiem tajemniczości. Liczył na krótką, może trochę zmieszaną odpowiedź z jej strony, a dostał o wiele więcej niż się spodziewał. W jej ustach "egocentryczny i nieznośny" brzmiał jak bardzo wysublimowany komplement, dlatego zareagował na to ironicznym gestem, by przestała mu, aż tak słodzić. Potem, po raz kolejny, celnie trafiła w jego wibracje. Zamknął oczy i lekko odchylił głowę w tył, delektując się tak przyjemną dla jego ego recenzją jego osobowości. Chociaż z tym dobrym nazwiskiem nie było w prawdzie tak dobrze. Ojciec nigdy tego nie powiedział i pewnie nigdy tego nie przyzna, ale odczuwał spore rozczarowanie względem utrzymania linii swojego rodu. Wszak, aż u trójki z czwórki jego potomstwa, w żyłach płynęła czarna krew, dobitnie sugerując czyje geny w ich rodzinie wzięły górę nad czyimi. Jedynie najstarsza Annaleigh mogła mieć w sobie więcej z Lestrangów, niż Blacków. - Wybacz, zmęczyły mnie te poważne rozmowy - odparł udawanym zarozumiałym tonem, uśmiechając się przy tym sugestywnie. Dostał od niej tyle pochwał, że nie potrafił tego nie obrócić z żart, który mógłby chociaż trochę rozładować napięcie. - A obecnie najbardziej brakuje mi głośnej muzyki i zmiany otoczenia. Dopicie drugiego drinka zajęło mu o wiele mniej czasu, bo teraz będąc już w połowie szkła dokończył swoją porcję, sugerując chęć wyjścia. - Zabrałbym Cię ze sobą w jedno miejsce, ale... - tutaj zrobił lekką pauzę w swojej narracji, lustrując pannę Flint leniwym, ale żądnym spojrzeniem - ale w tym stroju mogłabyś nieco naruszyć tamtejszą etykietę. Rozsiadł się nieco wygodniej, jedną ręką położył na brzuchu, chwytając się za przeciwny bok, a drugą oparł się na niej, przygryzając lekko opuszek kciuka posłał jej kolejne zadziorne spojrzenie. Coraz bardziej był oszczędny w słowach, ale to nie oznaczało, że unikał konwersacji, czy dystansował się od przyjaciółki. Może to przez wypity alkohol i odrobiny adrenaliny, którą w nim wzburzyła, ale wystarczyło mu już na dziś oczyszczających rozmów. Najwyższa pora na nieco rozrywki, skoro udało im się ustalić kilka faktów, a przede wszystkim to, że nie mają do siebie żadnych żalów.
Mając podobną perspektywę na swoje bliźniacze relacje, mogli współdzielić podobnie uczucia i doświadczenia, z tym mógł się w pełni zgodzić. Swój protektorat nad Lorettą nie potrafił tak łatwo określić. Przede wszystkim sama jego bliźniaczka nie była klarowną osobowością. Czasem, kiedy bywałą rozbita musiał chronić ją przed światem, ale kiedy wpadała w dziki gniew, wtedy musiał ratować świat przed nią. Świat, jak to ma w swojej naturze jest okrutny i nieobliczalny, więc to nie tak, że z potrzeby altruistycznej chciał uchronić przed jej szałem. Bał się, że kiedyś coś, lub ktoś może wziąć odwet za jej niekontrolowane wybuchy, przed którym nie zdąży jej uchronić. Przez to, podobnie jak Cynthia, musiał wykazywać się większą dojrzałością i chłodniejszym temperamentem. Choć ta wiedza nie towarzyszyła mu od zawsze, jednak kiedy rzeczywistość ściągnęła go z miotły na ziemię, nabrał szerszego kontekstu, którym stara się kierować do dzisiaj.
Jego pytanie bardziej wyrwało się z jego języka, niżeli miało być przemyślanym zagraniem. Po prostu jak na jego odczucie, zaczęło się robić, w emocjonalnym wymiarze, zbyt intymnie. Było to zdecydowanie odkrywcze i pociągające w ich znajomości. Jednak jak sama celnie mu wypunktowała, dla kogoś kto nosi maski zbyt długie obcowanie wokół tego co prawdziwe mogło z chwilą stać się niepełnokomfortowe. Przecież nie po to tyle konstruował swoją postać, by pod nagłym przypływem animuszu, w jeden wieczór pozbawić się całkiem tajemniczości. Liczył na krótką, może trochę zmieszaną odpowiedź z jej strony, a dostał o wiele więcej niż się spodziewał. W jej ustach "egocentryczny i nieznośny" brzmiał jak bardzo wysublimowany komplement, dlatego zareagował na to ironicznym gestem, by przestała mu, aż tak słodzić. Potem, po raz kolejny, celnie trafiła w jego wibracje. Zamknął oczy i lekko odchylił głowę w tył, delektując się tak przyjemną dla jego ego recenzją jego osobowości. Chociaż z tym dobrym nazwiskiem nie było w prawdzie tak dobrze. Ojciec nigdy tego nie powiedział i pewnie nigdy tego nie przyzna, ale odczuwał spore rozczarowanie względem utrzymania linii swojego rodu. Wszak, aż u trójki z czwórki jego potomstwa, w żyłach płynęła czarna krew, dobitnie sugerując czyje geny w ich rodzinie wzięły górę nad czyimi. Jedynie najstarsza Annaleigh mogła mieć w sobie więcej z Lestrangów, niż Blacków. - Wybacz, zmęczyły mnie te poważne rozmowy - odparł udawanym zarozumiałym tonem, uśmiechając się przy tym sugestywnie. Dostał od niej tyle pochwał, że nie potrafił tego nie obrócić z żart, który mógłby chociaż trochę rozładować napięcie. - A obecnie najbardziej brakuje mi głośnej muzyki i zmiany otoczenia. Dopicie drugiego drinka zajęło mu o wiele mniej czasu, bo teraz będąc już w połowie szkła dokończył swoją porcję, sugerując chęć wyjścia. - Zabrałbym Cię ze sobą w jedno miejsce, ale... - tutaj zrobił lekką pauzę w swojej narracji, lustrując pannę Flint leniwym, ale żądnym spojrzeniem - ale w tym stroju mogłabyś nieco naruszyć tamtejszą etykietę. Rozsiadł się nieco wygodniej, jedną ręką położył na brzuchu, chwytając się za przeciwny bok, a drugą oparł się na niej, przygryzając lekko opuszek kciuka posłał jej kolejne zadziorne spojrzenie. Coraz bardziej był oszczędny w słowach, ale to nie oznaczało, że unikał konwersacji, czy dystansował się od przyjaciółki. Może to przez wypity alkohol i odrobiny adrenaliny, którą w nim wzburzyła, ale wystarczyło mu już na dziś oczyszczających rozmów. Najwyższa pora na nieco rozrywki, skoro udało im się ustalić kilka faktów, a przede wszystkim to, że nie mają do siebie żadnych żalów.