Dziecko inaczej spoglądało na swojego rodzica. Brak krwi, tętna, bicia serca - nic z tego nie miało znaczenia. Sauriel był zbyt młodym wampirem, żeby myśleć o tym, jak jego emocje całkowicie wystygły. A nawet gdyby to czy nie pozostawała walka o człowieczeństwo? Walka o to, żeby jednak nie zapomnieć o tych bliskich, którzy w przeszłości ukształtowali twoje życie. Ludzie gorsi i ludzie lepsi. A rodzina? O rodzicach nie zapominałeś nigdy. Najtrudniej było zapomnieć o tych, którzy zgnoili cię do ziemi.
- Ay. Żartowałem. - Dodał luźniej i spokojniej, bo to był żart ja jego standardy i jednicz chujowy bo był czymś, co mógłby powiedzieć na poważnie. Kiedy bardzo kręcisz się wokół powagi i żartu w pewnym momencie ludzie stają się w rozmowie zagubieni. Sprzeczne informacje i sygnały zacierały możliwość odbierania twojej osoby w odpowiedni sposób. Ten odpowiedni czyli... Jaki? - Trochę? Tak... Trochę jestem. - Sauriel kochał historię, bo drzemała w nim ciekawość świata. I ta ciekawość nadal w nim była. Dotyczyła też jego rodziny. - Jeśli się dowiem to czy jestem w stanie zmienić swoje życie według tej wiedzy? Bo odpowiedzi na te pytania by coś zmieniły na pewno. Nie jestem przekonany, że na lepsze. - Ujął to bardzo łagodnie i wyjątkowo elokwentnie jak na jego. Zresztą ogólnie był wyjątkowo wygadany i skłonny nawet do rozmowy na tematy delikatne pryz których zazwyczaj zaczynały się dziwne humory.
- Hah... - ciężko to było nawet nazwać zaśmianiem się. Prychnięcie? Też nie? Uśmiechnął się enigmatycznie, przyjmując do świadomości majątek. Na co by go wydał? Czy w ogóle by go wydał? Czy zmieni się jego życie według tego? Może najpierw powinien zapytać samego siebie, czy ten majątek na pewno będzie "jego", czy wejdą w to ręce z tatuażem czaszki i węża. - Będę ci kupował czekoladki za twoje własne pieniądze. - Wcale nie zabrzmiało to wesoło jak powinno. To był dziwny ton. - Oczywiście, że lubisz. - O, tutaj już prychnął śmiechem. - Nic innego by mi do ciebie nie pasowało. - Pracoholiczka? Nie, nie miał o niej takiego mniemania. Kobieta pracowita? Tak. Uważał, że Victoria musiała mieć cel w swoim życiu i jakaś jasną wizję na siebie przed oczami. - To nie jest dobry pomysł. Muszę pracować. Robić coś. Żeby nie myśleć. - Dopił zawartość czarki. To nie był żart.
- Ja jestem. - Śmiech pobrzmiał w jego głosie kiedy wypowiadał te słowa. - Uprzedzając pytanie: nie, nikt dotąd nie proponował mi zawodu dziwki. - Najbardziej ciekawiło go to, że powinien poczuć się urażony... A zamiast tego pomyślał, że to łatwy zarobek. Przyjemny. I to wcale nie nastroiło go pozytywnie. - Podobam ci się? Chciałabyś się ze mną przespać? - Zapytał całkowicie wprost i bezpośrednio. Całkowicie nieelegancko.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.