10.04.2023, 02:52 ✶
Zapewne kiedyś będą się śmiać z całej tej historii, jednakże teraz z całą pewnością nikomu do śmiechu nie było, włącznie z Letą. I choć niewątpliwie woń, jaką rozsiewała wokół siebie z powodu wielce niefortunnego lądowania stanowiła dość poważny problem, to jednak bladł on w zestawieniu z faktem, iż Jamil został opętany.
Ciało Egipcjanina nie należało już do niego, tylko ewidentnie do jakiegoś żabojada – w zasadzie ciekawe; prędzej spodziewałaby się pojawienia tu bytu związanego z Brytanią niż zagranicznego – może nawet spyta o to specjalistę? Tak przy okazji, bo samo zagadnienie wydawało się całkiem interesujące, choć w zasadzie nie na tyle, by porzucać swoje dotychczasowe miłości i przebranżawiać się na całkowicie inną dziedzinę. Aż tak bardzo na głowę jednak nie upadła.
Do mieszkania wkroczyła za Cathalem, na wszelki wypadek dzierżąc w dłoni różdżkę – inna sprawa, że była w tej chwili dość średnio użyteczna, jeśli chodziło o sięganie po magiczną moc; w najgorszym wypadku zawsze mogła po prostu dźgnąć nią delikwenta. Czy tam delikwentkę. Gorzej, że potem Jamil mógł mieć całkiem uzasadnione pretensje – przy założeniu, że ściągany w trybie natychmiastowym Sebastian będzie łaskaw rozwiązać problem tu i teraz.
- Wspaniale – skwitowała, gdy tylko Cathal wskazał jej tak pożądaną teraz ścieżkę. Bez większego zastanowienia ruszyła ku wskazanym drzwiom, żeby po paru krokach znieruchomieć i obejrzeć się przez ramię – … jesteś pewien, że nie mam razem z tobą przypilnować tej zarazy? Nie zdziwię się, jeśli zaraz się okaże, że czary nie utrzymują się tak długo, jak powinny.
Chyba dość uzasadniona wątpliwość, patrząc na to, jak bardzo kapryśną nagle okazywała się magia? Nie była to w każdym razie sprawa, w której stałaby na stanowisku „wszystko albo nic” – Shafiq był naprawdę dużym chłopcem i raczej zakładała, że byłby w stanie sobie poradzić, gdyby się okazało, że czar rozwiewa się coś wcześniej niż powinien.
… chyba że akurat złapie swoisty moment zawieszenia…?
Szlag. Tak źle, tak niedobrze, od smrodu podobno nikt nie umarł, co nierzadko udowadniano w archeologicznych obozach, niemniej kobieta zaczynała odnosić wrażenie, że jeszcze chwila, a braknie tu osób z nieotumanionym od nieprzystojnych woni umysłem. Co też do końca dobrą opcją nie było.
- Chociaż może jednak lepiej poczekam, aż Nell wróci – dodała po paru sekundach, po zważeniu „za” i „przeciw”. Ot, ze wszystkich równań wyszło najwyraźniej zbyt wielkie ryzyko.
Ciało Egipcjanina nie należało już do niego, tylko ewidentnie do jakiegoś żabojada – w zasadzie ciekawe; prędzej spodziewałaby się pojawienia tu bytu związanego z Brytanią niż zagranicznego – może nawet spyta o to specjalistę? Tak przy okazji, bo samo zagadnienie wydawało się całkiem interesujące, choć w zasadzie nie na tyle, by porzucać swoje dotychczasowe miłości i przebranżawiać się na całkowicie inną dziedzinę. Aż tak bardzo na głowę jednak nie upadła.
Do mieszkania wkroczyła za Cathalem, na wszelki wypadek dzierżąc w dłoni różdżkę – inna sprawa, że była w tej chwili dość średnio użyteczna, jeśli chodziło o sięganie po magiczną moc; w najgorszym wypadku zawsze mogła po prostu dźgnąć nią delikwenta. Czy tam delikwentkę. Gorzej, że potem Jamil mógł mieć całkiem uzasadnione pretensje – przy założeniu, że ściągany w trybie natychmiastowym Sebastian będzie łaskaw rozwiązać problem tu i teraz.
- Wspaniale – skwitowała, gdy tylko Cathal wskazał jej tak pożądaną teraz ścieżkę. Bez większego zastanowienia ruszyła ku wskazanym drzwiom, żeby po paru krokach znieruchomieć i obejrzeć się przez ramię – … jesteś pewien, że nie mam razem z tobą przypilnować tej zarazy? Nie zdziwię się, jeśli zaraz się okaże, że czary nie utrzymują się tak długo, jak powinny.
Chyba dość uzasadniona wątpliwość, patrząc na to, jak bardzo kapryśną nagle okazywała się magia? Nie była to w każdym razie sprawa, w której stałaby na stanowisku „wszystko albo nic” – Shafiq był naprawdę dużym chłopcem i raczej zakładała, że byłby w stanie sobie poradzić, gdyby się okazało, że czar rozwiewa się coś wcześniej niż powinien.
… chyba że akurat złapie swoisty moment zawieszenia…?
Szlag. Tak źle, tak niedobrze, od smrodu podobno nikt nie umarł, co nierzadko udowadniano w archeologicznych obozach, niemniej kobieta zaczynała odnosić wrażenie, że jeszcze chwila, a braknie tu osób z nieotumanionym od nieprzystojnych woni umysłem. Co też do końca dobrą opcją nie było.
- Chociaż może jednak lepiej poczekam, aż Nell wróci – dodała po paru sekundach, po zważeniu „za” i „przeciw”. Ot, ze wszystkich równań wyszło najwyraźniej zbyt wielkie ryzyko.