10.04.2023, 21:37 ✶
Nie odpowiedziała mu na pytanie, jedynie unosząc brwi tajemniczo, widocznie zostawiając mu miejsce do odpowiedniej interpretacji. Jeśli chodzi o posąg, niezbyt się na nich znała, ale ten z pewnością był świeży, dziwny i gdyby trafiło na osobę o mniejszej odwadze lub może większym wachlarzu emocjonalnym — przerażający. Naprawdę była skłonna uwierzyć, że kobieta została potraktowana paskudną klątwą, która zmieniła ją w kamień — zupełnie, jak meduza, o której miała okazję słuchać od jednej z czarownic pół krwi, jeszcze z czasów Hogwartu. Jedno spojrzenie i wszystko zastyga w bezruchu, uwieńczając każde zagniecenie materiału, każde drżenie mięśni. Trochę jak z petryfikacją przez bazyliszka, ale jednak inaczej.
Przytaknęła głową na jego słowa, nie drążąc już tematu rozcinania posągu przez kuzyna i zamiast tego rozejrzała się po polanie raz jeszcze, gdy podmuch wiatru poruszył małymi liści na gałęziach. Nadszedł dzień, gdy jej skalpele były potrzebne, chociaż nie tak, jak sobie wyobrażała. Zupełnie nie przeszkadzało jej jego spojrzenie, które wędrowało po odsłoniętym udzie i podwiązkach, przecież była do takowych przyzwyczajona. Sama też oceniała innych, tacy byli po prostu ludzie.
- To chyba nas łączy, co?- wskazała ruchem głowy na posąg, podnosząc na niego spojrzenie, które w świetle zaklęcia wydawało się jeszcze bardziej niebieskie, niż wcześniej. - I nie mów, że Ci się to nie podoba.
Trudno stwierdzić, czy chodziło jej o obawę w związku z chodzeniem z nią po lesie, czy może o oddanie pracy. Nie uśmiechnęła się jednak w ten charakterystyczny dla siebie, wyuczony sposób, a jedynie kiwnęła głową na to, aby ona rozcięła kamień — o ile się da. Wybrała większe ostrze, mniejsze wróciło do podwiązki, zanim opuściła sukienkę. Podchodząc do posągu, mogła bliżej przyjrzeć się twarzy wykrzywionej w przerażeniu. Nie chodziło o to, że bała się stojącej przed nimi figury, ale była naprawdę niczym z koszmaru, chyba przez realizm. Nie wybrała nadgarstka, zdecydowała się naciąć nogę, a gdy ostrze z delikatnym chrupnięciem wbiło się przez kamienną skórę, dostrzegła czerwoną ciecz. Cynthia rozpoznałaby krew po samym zapachu przez wzgląd na swoją profesję.
- Ludzie robią sobie wzajemnie największą krzywdę. - mruknęła pod nosem, jakby sama stwierdziła, że to niegdyś żywa istota, którą ktoś potraktował paskudną klątwą, eksperymentem łączącym zaklęcia różnych szkół lub eliksirem. Nie miała w sobie dużo empatii, ale był to los znacznie gorszy, niż śmierć. Skrzyżowała ręce pod biustem, wciąż zaciskając brudny od krwi skalpel i przyglądała się jego czarom w skupieniu, pogrążona we własnych myślach. Nawet odrobinę ujęło ją to, że stanął pomiędzy nią a posągiem, gdy ten odzyskał ludzką strukturę, a ciszę w lesie przerwał nieprzyjemny krzyk. Jasnowłosa nie drgnęła nawet, rozchylając jedynie wargi. Nie trwało to długo, gdy znów z kolejnym podmuchem wiatru, nastała cisza. Flintówna westchnęła, spoglądając w niebo i podeszła do Cathala, spoglądając na tkwiący wśród krzaków pomnik.
- Wziąłeś mnie do lasu w środku nocy, widziałeś moje uda znacznie powyżej granicy przyzwoitości, nie wspomnę o koronce i nacinaniu zaklętej w kamień kobiety. To randka. - wzruszyła ramionami, ruszając do sylwetki, która zastygła w bezruchu w innej niż poprzedniej pozycji. Wyjęła z płaszcza różdżkę, rzucając proste Lumos i kucnęła, przyglądając się jej nodze — czy rozcięcie wciąż tam było? Skalpel trzymała tak, aby o nic nie wytrzeć ostrza, na którym powinna znajdować się krew. Zwilżyła wargi, przesuwając dłonią po widocznym w kamieniu nacięciu — płytszym, niż było wcześniej, ale wciąż widocznym. - Jej funkcje życiowe są zachowane pomimo upływu czasu dookoła nas. Mózg, serce i płuca pracują prawidłowo, chociaż podejrzewam, że jest pod wpływem środków lub zaklęcia, które wpływa na zmysły otumaniając. Myśli, że wciąż ją coś goni, zamknęli ją w jednym momencie.
Przytaknęła głową na jego słowa, nie drążąc już tematu rozcinania posągu przez kuzyna i zamiast tego rozejrzała się po polanie raz jeszcze, gdy podmuch wiatru poruszył małymi liści na gałęziach. Nadszedł dzień, gdy jej skalpele były potrzebne, chociaż nie tak, jak sobie wyobrażała. Zupełnie nie przeszkadzało jej jego spojrzenie, które wędrowało po odsłoniętym udzie i podwiązkach, przecież była do takowych przyzwyczajona. Sama też oceniała innych, tacy byli po prostu ludzie.
- To chyba nas łączy, co?- wskazała ruchem głowy na posąg, podnosząc na niego spojrzenie, które w świetle zaklęcia wydawało się jeszcze bardziej niebieskie, niż wcześniej. - I nie mów, że Ci się to nie podoba.
Trudno stwierdzić, czy chodziło jej o obawę w związku z chodzeniem z nią po lesie, czy może o oddanie pracy. Nie uśmiechnęła się jednak w ten charakterystyczny dla siebie, wyuczony sposób, a jedynie kiwnęła głową na to, aby ona rozcięła kamień — o ile się da. Wybrała większe ostrze, mniejsze wróciło do podwiązki, zanim opuściła sukienkę. Podchodząc do posągu, mogła bliżej przyjrzeć się twarzy wykrzywionej w przerażeniu. Nie chodziło o to, że bała się stojącej przed nimi figury, ale była naprawdę niczym z koszmaru, chyba przez realizm. Nie wybrała nadgarstka, zdecydowała się naciąć nogę, a gdy ostrze z delikatnym chrupnięciem wbiło się przez kamienną skórę, dostrzegła czerwoną ciecz. Cynthia rozpoznałaby krew po samym zapachu przez wzgląd na swoją profesję.
- Ludzie robią sobie wzajemnie największą krzywdę. - mruknęła pod nosem, jakby sama stwierdziła, że to niegdyś żywa istota, którą ktoś potraktował paskudną klątwą, eksperymentem łączącym zaklęcia różnych szkół lub eliksirem. Nie miała w sobie dużo empatii, ale był to los znacznie gorszy, niż śmierć. Skrzyżowała ręce pod biustem, wciąż zaciskając brudny od krwi skalpel i przyglądała się jego czarom w skupieniu, pogrążona we własnych myślach. Nawet odrobinę ujęło ją to, że stanął pomiędzy nią a posągiem, gdy ten odzyskał ludzką strukturę, a ciszę w lesie przerwał nieprzyjemny krzyk. Jasnowłosa nie drgnęła nawet, rozchylając jedynie wargi. Nie trwało to długo, gdy znów z kolejnym podmuchem wiatru, nastała cisza. Flintówna westchnęła, spoglądając w niebo i podeszła do Cathala, spoglądając na tkwiący wśród krzaków pomnik.
- Wziąłeś mnie do lasu w środku nocy, widziałeś moje uda znacznie powyżej granicy przyzwoitości, nie wspomnę o koronce i nacinaniu zaklętej w kamień kobiety. To randka. - wzruszyła ramionami, ruszając do sylwetki, która zastygła w bezruchu w innej niż poprzedniej pozycji. Wyjęła z płaszcza różdżkę, rzucając proste Lumos i kucnęła, przyglądając się jej nodze — czy rozcięcie wciąż tam było? Skalpel trzymała tak, aby o nic nie wytrzeć ostrza, na którym powinna znajdować się krew. Zwilżyła wargi, przesuwając dłonią po widocznym w kamieniu nacięciu — płytszym, niż było wcześniej, ale wciąż widocznym. - Jej funkcje życiowe są zachowane pomimo upływu czasu dookoła nas. Mózg, serce i płuca pracują prawidłowo, chociaż podejrzewam, że jest pod wpływem środków lub zaklęcia, które wpływa na zmysły otumaniając. Myśli, że wciąż ją coś goni, zamknęli ją w jednym momencie.