Gdy Mellvyn powiadomił mnie, że wraca do miasta poczułem się tak lekko i szczęśliwie jak nigdy. Jasne miałem z nim kontakt przez listy i lubiłem wiedzieć, co u niego, ale bardzo rzadko mi odpisywał. Ja zwykle z moją ciekawością potrafiłem mu napisać trzy listy w ciągu miesiąca, a od niego dostawałem jeden na pół roku. Wiem, że był zajęty, ale to trochę bolało, że nie miał dla mnie czasu. Był moim starszym bratem i był mi bardzo bliski. Wiem, że nie wpasował się w otoczenie, w którym się wychowywaliśmy i zawsze odstawał, ale za to go podziwiałem, bo potrafił wychodzić ze schematów. Ja, będąc ślepym dzieciakiem nie byłem w stanie wyjść poza ten schemat, byłem zbyt uzależniony od obecności innych ludzi i tak już zostało do teraz.
Czułem, że Mell był zdenerwowany, czułem drżenie stolika, czułem w jego głosie niepewność. Nie pamiętałem jego głosu, dlatego, że wyjechał jak byłem jeszcze dzieckiem. Miałem do niego uraz, że mnie tu zostawił, mimo że miałem całą swoją rodzinę to on był tym najważniejszym członkiem rodziny w moich oczach. Jego głos po tylu latach był dla mnie zaskoczeniem, ponieważ inaczej go sobie wyobrażałem, gdy czytałem od niego listy. Zdawałem sobie sprawę, że mimo więzów krwi byliśmy zdecydowanie różnymi osobami.
— Czas zwykle tak właśnie działa, że pewne rzeczy się zmieniają. Ciebie też inaczej zapamiętałem. Byłeś chyba mniej nerwowy. – zaśmiałem się cicho, sam też czułem zdenerwowanie, ponieważ teraz nie byłem w stanie przemyśleć swoich słów do niego jak to było w listach, musiałem odpowiadać szybko, prowadzić prawdziwą, żywą dyskusję. Moja dłoń spoczywała na szklance z drinkiem, a druga na Bellu, który zwinął się w czarny kłębek obok mnie i udawał, że śpi. Miałem nadzieję, że na razie nie będzie się odzywać, bo czasami ten kot miał niewyparzony język.
— Chyba jest dumny, ale wiesz jaki on jest. Byłby pewnie dumny gdybym robił cokolwiek, co dawałoby mi namiastkę samodzielności i jakiegoś knuta do kieszeni. – odpowiedziałem. Sam nigdy nie marzyłem o tym, że będę pracować w Ministerstwie, ale udało się, przyjęli mnie i mimo miliona błędów byłem przydatny. — Może jakbyś chciał też byś, coś tam dla siebie znalazł? Czemu zdecydowałeś się wrócić do miasta? – zapytałem.
Nie wiem, czy chciałem usłyszeć jakąś słodką, mdłą historię o tym, że się stęsknił za rodziną, czy prawdę. Mellvyn raczej nie należał do osób, które mydlą oczy słodziutkimi opowieściami, ale nie znałem go za dobrze. W listach zawsze można kłamać. Upiłem łyk trunku, aby dodać sobie odwagi i rozluźnić spięte mięśnie. Uśmiech nie był w stanie jednak opuścić moich ust. Cieszyłem się, że chciał się ze mną spotkać. Było to naprawdę dobre i przyjemne uczucie.