Pomimo znalezienia się w tak nieciekawej sytuacji, dobry humor jej nie opuszczał. Całe szczęście dla nich - gdyby miała tendencję do wpadania w panikę, ich podróż przez mokradła mogłaby okazać się znacznie trudniejsza i zdecydowanie mniej przyjemniejsza. Wymuszony spacer po tak okropnym miejscu w gruncie rzeczy nie był taki zły, zwłaszcza że jej rozmówca był równie gadatliwy co ona i pomimo tego, że znali się raczej krótko, rozmowa przebiegała gładko.
Pokiwała głową w dosyć teatralny sposób.
- Dokładnie tak powiedziałby tego typu człowiek - oznajmiła uśmiechając się półgębkiem i puściła oczko w jego stronę. Miała rację? Być może. Jeżeli na świecie istniał ktoś, kto szczerze i honorowo poinformowałby swoją ofiarę o chęci zaatakowania jej, na sto procent byłby to jakiś Longbottom. - Ale nie przejmuj się, nie boję się - nazwisko jej na to nie pozwalało. - W gruncie rzeczy, to całkiem przyjemny spacer, jest w tych mokradłach coś... tajemniczego i klimatycznego. Choć nie ukrywam, że uliczki w Dolinie mają w sobie więcej uroku - zauważyła, o czym Philip na pewno doskonale wiedział, jako częsty bywalec tej okolicy.
Pytanie Philipa sprawiło, że na moment poczuła konsternację której, choć bardzo chciała, nie zdołała ukryć. Jej mimka była zbyt ekspresywna i od razu zdradzała to, co pojawiało się w jej głowie. W tym wypadku
było to dosyć duże zaskoczenie. Uniosła brwi, spoglądając na mężczyznę.
- Aha, rozgryzłam Cię. Liczysz na wizyty w Mungo poza kolejką? - zapytała z rozbawieniem w głosie. Bo przecież po co chciałby innego chciałby się z nią ponownie spotkać? Uśmiechnęła się pogodnie. - Jeżeli wydostaniemy się stąd cali i zdrowi, możesz czuć się zaproszony do mojego gabinetu w Mungo. Jeśli, oczywiście, będziesz potrzebował - odpowiedziała swobodnie. Po chwili zdała sobie sprawę jak mogło to zabrzmieć. - Czego absolutnie Ci nie życzę - dodała szybko, nie chcąc by jej "oferta" została odebrana w zły sposób. Odchrząknęła. - Jeżeli tylko nie będziesz miał mnie dosyć po dzisiejszej przygodzie i spotkamy się w odrobinę mniej klimatycznym miejscu
W przeciwieństwie do Philipa, miała dosyć niewinne podejście do relacji z mężczyznami. W jej życiu nie było ich zbyt wiele, tym bardziej takich, którzy widzieliby w niej kogoś więcej niż dobrą przyjaciółkę, a na palcach jednej ręki mogłaby policzyć swoje związki, jeżeli rzecz jasna brała pod uwagę robienie maślanych oczu do Gio, gdy była jeszcze w wieku przed pójściem do Hogwartu. Nawet laurki mu rysowała i podrzucała pod drzwi domu, nie podpisując ich oczywiście, bo się przeokropnie wstydziła. Niestety, ich rokująca miłość (o której Urquart nie miał pojęcia) nie przetrwała różnicy wieku, jaka pomiędzy nimi była i musieli się rozstać. Takim oto sposobem Gio był w związku który się zakończył i to wszystko bez jego wiedzy i udziału.
Abstrahując - jej doświadczenie w relacjach tego typu było raczej znikome. Zwłaszcza, że temat ustawionego małżeństwa kompletnie jej nie dotyczył.
Gdyby tak się zastanowić, niewiele rzeczy ją irytowało. Dani była ostoją spokoju a to, co jej się przydarzało, starała się przyjmować z uśmiechem. Oczywiście, były rzeczy przeciw którym otwarcie się buntowała, nie zważając na konsekwencje.
- Niesprawiedliwość - odpowiedziała lakonicznie, nie rozwijając tematu.
I to, że czasem niektórzy traktują mnie jak bezbronną, słabą dziewczynkę. - W jaki sposób radzisz sobie z psychofanami? - wróciła do tematu mężczyzny. Nie uważała się za interesująca osobę, by skupiać się na sobie w trakcie rozmowy dłużej, niż było to konieczne.
Philip zdawał się bawić wyśmienicie, gdy próbował przekonać ją, że jest sławny i wszyscy go znają. Dobre sobie. Czy naprawdę miał ją za tak durną i naiwną? Nie zamierzała dać się nabrać.
- Oczywiście, że potrafię - wzruszyła obojętnie ramionami. Kim do diabła były Harpie i gdzie leżało Holyhead? - A to, że tego nie wiesz i mnie dopytujesz tylko potwierdza, że próbujesz mnie oszukać. No ładnie, Philipie, nie spodziewałam się tego po tobie - pokręciła głową z udawanym rozczarowaniem. Zerknęła na niego, oczekując pociągnięcia tematu dalej. Ten jednak zdawał się być poważny, znacznie poważniejszy niż był przed chwilą. Pobladła, uświadamiając sobie, jaki błąd popełniła.
- Ty mówisz na serio - wyrzuciła z siebie, co było bardziej stwierdzeniem niż pytaniem. Wzięła głębszy wdech czując, że cała krew właśnie odpływa z jej twarzy. - Ja... strasznie pana, znaczy Cię, przepraszam. Czasem gadam rzeczy bez pomyślunku... to znaczy, przeważnie gadam głupoty... - przepraszała go chaotycznie. Było jej głupio, bardzo głupio.
Nagle przystanęła i zamarła w bezruchu.
- Słyszałeś? - zapytała ciszej. Nie, ona nic nie usłyszała, ale wydało jej się to jedynym sposobem na odwrócenie uwagi od swojej gafy.