12.04.2023, 22:23 ✶
W przeciwieństwie do Borgina odkryła nekromancję dość późno. Zawsze chciała być uzdrowicielem, może nawet szefem brygady ratunkowej i pracować z beznadziejnymi przypadkami. Robiła wszystko, aby osiągnąć sukces i dostać się na studia medyczne, gdzie mogłaby pracować z ludźmi — ich ciałami właściwie, kroić ich i przeszczepiać narządy, odkrywać lekarstwa na wymyślne choroby, badać wpływ ziół czy grzybów niewystępujących w Wielkiej Brytanii na tkanki. A potem dostała się na staż w szpitalu w Nowym Orleanie i tam wszystko się zmieniło.
Posada koronera w Ministerstwie Magii pod okiem Lycoris Black była dobra, dawała Cynthii wiele możliwości nauki i badania najciekawszych zgonów, których ostatnimi czasy się namnożyło. Czarodzieje czystej krwi nie padali może jak muchy, jak to działo się w przypadku szlam czy pół krwi, ale stoły uginały się pod zwłokami. Za każdą śmiercią stały emocje, które nie znalazły innego ujścia — zazdrość, chciwość, nienawiść. Zmieniały się w trucizny, otwarte rany, przebite serca czy zaklęcia niewybaczalne. Od początku roku 1972 miała już styczność chyba z każdą potencjalną przyczyną śmierci.
Dni płynęły szybko, gubiła się w zachodach i wschodach słońca, biorąc niemalże wszystkie nadgodziny lub zostając po nocach, aby móc się uczyć. Była piekielnie ambitna, chciała coś osiągnąć, dopóki mogła — i nie tylko na płaszczyźnie autopsyjnej, magii leczniczej czy eliksirów oraz ziół. Cynthię interesowały też infernusy, rytuały, czarna magia i paskudne sposoby na wyniszczenie organizmu od środka. Czy było lepsze miejsce niż prosektorium, aby ćwiczyć? Po zakończonej sekcji, wydanych raportach — rodziny często pozwalały na dodatkowe badania ciał, dopóki ich wygląd zewnętrzny — w przypadku klasycznego pochówku, a nie spalenia, nie ulegał zmianie.
Dzisiejszy dzień niczym się nie różnił. Skończyła Pannę Matyldę, której ktoś zadał ranę kłutą, a potem potraktował bombardą i chociaż zszywanie jej było czasochłonne, przy odpowiednich ubraniach mogła być częścią otwartego pogrzebu. Wypełniła raport, zamknęła teczki i wyszła na chwilę po kawę, korzystając z krótkiej przerwy. Przyszła nad ranem, bezsenność dawała jej w kość w ostatnich dniach mocniej niż zwykle pomimo spożytego eliksiru. Gdy wróciła z rogalikiem i pachnącym, aromatycznym i mocnym cappuccino, dostrzegła stos papierów na biurku. Nie włożyła kitla, wciąż miała chwilę i chciała ją wykorzystać, zanim sprawdzi kolejne ciało, które dowieźli przed ósmą. I przechodząc koło biurka, dostrzegła książkę o wdzięcznej nazwie "Atlas Grzybów", która była najbardziej niedorzeczną rzeczą, jaką widziała w tym biurze od kilkunastu miesięcy. Brew jej drgnęła, gdy otworzywszy pierwszą z teczek, dostrzegła podpis i znany charakter pisma. Od kiedy Stanley interesował się muchomorami?
- Możesz zanieść raporty do biura, są w kartonie przy biurku Panny Black, później rozdzielę te nowe. Idź potem na lunch, a po południu pomożesz mi z naszym Jane Doe. Dziękuje Marcus.
Młody stażysta wyszedł z kanciapy przynależącej do biura, kłaniając się Borginowi i pośpiesznie ruszył po pudełko, aby wykonać swoją pracę. Po jego wyjściu nastała cisza.
Cynthia siedziała na kanapie z kawą w ręku, prosto i elegancko, o nienagannie wyprasowanej spódnicy i pogrążona była w lekturze, która z grzybami niewiele miała wspólnego. Rogalika nawet nie tknęła, wciąż leżał w paczce na stoliku. Upiła łyk kawy, przerzucając stronę, a gdy dotarło do niej, że ktoś na nią patrzy, uniosła twarz i wbiła w mężczyznę spojrzenie błękitnych tęczówek.
- Stanley. W czym mogę pomóc? Mój stażysta już niesie raporty z ostatniego tygodnia na Twoje biurko, minęliście się. - brzmiała jak zwykle pogodnie i niewinnie, była to jedna z jej ulubionych i najlepiej wyuczonych masek do Ministerstwa. Taka, która dawała największe profity. Mógł zauważyć, że książkę przeniosła tak, aby nie widział jej treści, jedynie okładkę.
Posada koronera w Ministerstwie Magii pod okiem Lycoris Black była dobra, dawała Cynthii wiele możliwości nauki i badania najciekawszych zgonów, których ostatnimi czasy się namnożyło. Czarodzieje czystej krwi nie padali może jak muchy, jak to działo się w przypadku szlam czy pół krwi, ale stoły uginały się pod zwłokami. Za każdą śmiercią stały emocje, które nie znalazły innego ujścia — zazdrość, chciwość, nienawiść. Zmieniały się w trucizny, otwarte rany, przebite serca czy zaklęcia niewybaczalne. Od początku roku 1972 miała już styczność chyba z każdą potencjalną przyczyną śmierci.
Dni płynęły szybko, gubiła się w zachodach i wschodach słońca, biorąc niemalże wszystkie nadgodziny lub zostając po nocach, aby móc się uczyć. Była piekielnie ambitna, chciała coś osiągnąć, dopóki mogła — i nie tylko na płaszczyźnie autopsyjnej, magii leczniczej czy eliksirów oraz ziół. Cynthię interesowały też infernusy, rytuały, czarna magia i paskudne sposoby na wyniszczenie organizmu od środka. Czy było lepsze miejsce niż prosektorium, aby ćwiczyć? Po zakończonej sekcji, wydanych raportach — rodziny często pozwalały na dodatkowe badania ciał, dopóki ich wygląd zewnętrzny — w przypadku klasycznego pochówku, a nie spalenia, nie ulegał zmianie.
Dzisiejszy dzień niczym się nie różnił. Skończyła Pannę Matyldę, której ktoś zadał ranę kłutą, a potem potraktował bombardą i chociaż zszywanie jej było czasochłonne, przy odpowiednich ubraniach mogła być częścią otwartego pogrzebu. Wypełniła raport, zamknęła teczki i wyszła na chwilę po kawę, korzystając z krótkiej przerwy. Przyszła nad ranem, bezsenność dawała jej w kość w ostatnich dniach mocniej niż zwykle pomimo spożytego eliksiru. Gdy wróciła z rogalikiem i pachnącym, aromatycznym i mocnym cappuccino, dostrzegła stos papierów na biurku. Nie włożyła kitla, wciąż miała chwilę i chciała ją wykorzystać, zanim sprawdzi kolejne ciało, które dowieźli przed ósmą. I przechodząc koło biurka, dostrzegła książkę o wdzięcznej nazwie "Atlas Grzybów", która była najbardziej niedorzeczną rzeczą, jaką widziała w tym biurze od kilkunastu miesięcy. Brew jej drgnęła, gdy otworzywszy pierwszą z teczek, dostrzegła podpis i znany charakter pisma. Od kiedy Stanley interesował się muchomorami?
- Możesz zanieść raporty do biura, są w kartonie przy biurku Panny Black, później rozdzielę te nowe. Idź potem na lunch, a po południu pomożesz mi z naszym Jane Doe. Dziękuje Marcus.
Młody stażysta wyszedł z kanciapy przynależącej do biura, kłaniając się Borginowi i pośpiesznie ruszył po pudełko, aby wykonać swoją pracę. Po jego wyjściu nastała cisza.
Cynthia siedziała na kanapie z kawą w ręku, prosto i elegancko, o nienagannie wyprasowanej spódnicy i pogrążona była w lekturze, która z grzybami niewiele miała wspólnego. Rogalika nawet nie tknęła, wciąż leżał w paczce na stoliku. Upiła łyk kawy, przerzucając stronę, a gdy dotarło do niej, że ktoś na nią patrzy, uniosła twarz i wbiła w mężczyznę spojrzenie błękitnych tęczówek.
- Stanley. W czym mogę pomóc? Mój stażysta już niesie raporty z ostatniego tygodnia na Twoje biurko, minęliście się. - brzmiała jak zwykle pogodnie i niewinnie, była to jedna z jej ulubionych i najlepiej wyuczonych masek do Ministerstwa. Taka, która dawała największe profity. Mógł zauważyć, że książkę przeniosła tak, aby nie widział jej treści, jedynie okładkę.