12.04.2023, 22:25 ✶
Cynthia nigdy nie zastanawiała się nad tym, jaka jest Lycoris na salonach i co sprawiało, że był aż tak niezależną i wyrywającą się z ramy nakreślonej przez społeczeństwo kobietą. Nie było w tym nic złego, nie była to też jej sprawa. Trochę jej zazdrościła umiejętności bycia sobą i nie pozwalanie, aby jakiekolwiek sytuacje miały na to wpływ. Nie obawiała się krzywych spojrzeń czy konsekwencji, ale prawda była taka, że szefowa była Blackiem. Mogła pozwolić sobie na więcej, a i tak byłaby towarzystwem pożądanym.
Gdyby jednak usłyszała tę myśl, to porównanie w głowie swojej szefowej — uznałaby to za komplement, chociaż samą siebie uważała za znacznie mniej rozwiniętą emocjonalnie, niż mogły pokazywać to jej maski. Czasem było to błogosławieństwem, a czasem sprawiało same problemy. Pracę przy zwłokach jednak jej upośledzenie szczególnie ułatwiało, umożliwiało zachowanie dystansu. I może daleka była przed nią droga, aby osiągnąć poziom, który reprezentowała sobą Blackówna, ale wgłębi siebie, wiedziała, że może to osiągnąć. Jeśli będzie się starała i się temu poświęci, będzie systematyczna i będzie przede wszystkim chciała się od czarnowłosej uczyć. Podświadomie jednak zerkała w jej stronę nie tylko podczas wykonywania sekcji zwłok. Jej pochwały były skromne i niezbyt częste, ale potrafiły motywować i pozwalać odczuć satysfakcję, która napędzała na bardzo długi okres — przynajmniej Cynthię. Śledziła więc jej spojrzenie, przyglądała się ruchom, które wykonywała przy ciałach leżących na stołach i zarażała się fascynacją i zaciekawieniem, dostrzegalnym w oczach przełożonej.
Błękitne oczy przemknęły po szyi, wędrując za palcami kobiety, a na jej słowa przytaknęła jedynie, wprawiając w ruch jeden z jasnych kosmyków włosów, który uciekł z wiązania.
- Myślisz, że ofiara znała swojego zabójcę? - zaczęła, poprawiając rękawiczkę i sięgając do tacki z narzędziami, wyjęła niewielką miarkę z metalu, której używały. Zmierzyła sine ślady ostrożnie, nie dotykając skóry, jeśli nie było to koniecznie. - Długie palce, ale nie przesadnie szczupłe, spójrz — wymiary wskazują na mężczyznę lub bardzo wysoką kobietę.
Obróciła miarką w palcach, przyglądając się raz jeszcze ciałom. Zapadło milczenie, którego nie było sensu przerywać — nienachalne. Umysły obydwu kobiet pracowały na najwyższych obrotach, oceniały każdą dostrzegalną anomalię na sinych i obślizgłych zwłokach. Flintówna stanęła przy jednym ze stolików, gdzie tkwiła oderwana kończyna, której krawędzie zaczęła badać. Wyrwana, nadgryziona — odcięta po śmierci.
- To brzmi prawdopodobnie, ale nie rezygnowałabym jeszcze z myśli, że być może zabójca zwiódł je na mokradła — w pułapkę? Mamy jakieś dane? Zidentyfikowali wszystkich? Jeśli ofiary utopców są powiązane z ofiarami bez serca, te pierwsze mogły ich szukać, podążyć za śladem, oszustwem lub sugestią od kogoś, kto wiedział, gdzie ich znajdą. - odpowiedziała i odłożyła skalpel, wyrzucając brudne rękawiczki, przechodząc znów po sali, kierując się w stronę jednego z biurek, gdzie leżały teczki. Chciała zajrzeć na pierwsze strony, gdzie widniały zdjęcia i dane osobowe. - Splot słoneczny i mostek rozcięty jest precyzyjnie, płasko — nie ma szarpanych krawędzi. Masz rację, robił to człowiek, który miał już do czynienia z ludzkim ciałem. Serce jest odcięte prawidłowo? Tylko specjalista nie zniszczy tętnic przy usuwaniu i nie naruszy otaczających go narządów i tkanek — opowiadałaś mi o tym w zeszłym miesiącu.
Kolejno otwierała teczki, rozkładając je na stole tak, aby widzieć wszystko. Jeśli nazwiska się łączyły lub występowała relacja partnerska, lub rodzinna, powinno to być wpisane.
- Jak myślisz, po co komuś pięć serc?
Gdyby jednak usłyszała tę myśl, to porównanie w głowie swojej szefowej — uznałaby to za komplement, chociaż samą siebie uważała za znacznie mniej rozwiniętą emocjonalnie, niż mogły pokazywać to jej maski. Czasem było to błogosławieństwem, a czasem sprawiało same problemy. Pracę przy zwłokach jednak jej upośledzenie szczególnie ułatwiało, umożliwiało zachowanie dystansu. I może daleka była przed nią droga, aby osiągnąć poziom, który reprezentowała sobą Blackówna, ale wgłębi siebie, wiedziała, że może to osiągnąć. Jeśli będzie się starała i się temu poświęci, będzie systematyczna i będzie przede wszystkim chciała się od czarnowłosej uczyć. Podświadomie jednak zerkała w jej stronę nie tylko podczas wykonywania sekcji zwłok. Jej pochwały były skromne i niezbyt częste, ale potrafiły motywować i pozwalać odczuć satysfakcję, która napędzała na bardzo długi okres — przynajmniej Cynthię. Śledziła więc jej spojrzenie, przyglądała się ruchom, które wykonywała przy ciałach leżących na stołach i zarażała się fascynacją i zaciekawieniem, dostrzegalnym w oczach przełożonej.
Błękitne oczy przemknęły po szyi, wędrując za palcami kobiety, a na jej słowa przytaknęła jedynie, wprawiając w ruch jeden z jasnych kosmyków włosów, który uciekł z wiązania.
- Myślisz, że ofiara znała swojego zabójcę? - zaczęła, poprawiając rękawiczkę i sięgając do tacki z narzędziami, wyjęła niewielką miarkę z metalu, której używały. Zmierzyła sine ślady ostrożnie, nie dotykając skóry, jeśli nie było to koniecznie. - Długie palce, ale nie przesadnie szczupłe, spójrz — wymiary wskazują na mężczyznę lub bardzo wysoką kobietę.
Obróciła miarką w palcach, przyglądając się raz jeszcze ciałom. Zapadło milczenie, którego nie było sensu przerywać — nienachalne. Umysły obydwu kobiet pracowały na najwyższych obrotach, oceniały każdą dostrzegalną anomalię na sinych i obślizgłych zwłokach. Flintówna stanęła przy jednym ze stolików, gdzie tkwiła oderwana kończyna, której krawędzie zaczęła badać. Wyrwana, nadgryziona — odcięta po śmierci.
- To brzmi prawdopodobnie, ale nie rezygnowałabym jeszcze z myśli, że być może zabójca zwiódł je na mokradła — w pułapkę? Mamy jakieś dane? Zidentyfikowali wszystkich? Jeśli ofiary utopców są powiązane z ofiarami bez serca, te pierwsze mogły ich szukać, podążyć za śladem, oszustwem lub sugestią od kogoś, kto wiedział, gdzie ich znajdą. - odpowiedziała i odłożyła skalpel, wyrzucając brudne rękawiczki, przechodząc znów po sali, kierując się w stronę jednego z biurek, gdzie leżały teczki. Chciała zajrzeć na pierwsze strony, gdzie widniały zdjęcia i dane osobowe. - Splot słoneczny i mostek rozcięty jest precyzyjnie, płasko — nie ma szarpanych krawędzi. Masz rację, robił to człowiek, który miał już do czynienia z ludzkim ciałem. Serce jest odcięte prawidłowo? Tylko specjalista nie zniszczy tętnic przy usuwaniu i nie naruszy otaczających go narządów i tkanek — opowiadałaś mi o tym w zeszłym miesiącu.
Kolejno otwierała teczki, rozkładając je na stole tak, aby widzieć wszystko. Jeśli nazwiska się łączyły lub występowała relacja partnerska, lub rodzinna, powinno to być wpisane.
- Jak myślisz, po co komuś pięć serc?