13.04.2023, 01:22 ✶
Gdyby był bardziej uważny, lepiej pilnował terminów — pewnie nic by się nie wydarzyło. Kontrola oraz perfekcja w pracy sprawiały, że trudno było o pomyłki, bo sprawdzało się trzy razy wszystko, zanim przeszło do następnego zajęcia. Było to czasochłonne, ale skuteczne, a z biegiem lat pracowało się coraz szybciej, lepiej. Nie musiała poświęcić jego osobie dłużej niż sekundowego spojrzenia, aby dostrzec zdenerwowanie, być może nawet zakrawające na panikę. Zaczynała studia od uzdrawiania pod pracę w Mungu, gdzie zdążyła szkolić się dwa lata, zanim przeszła do trupów i kostnicy. Zauważyła drżenie na szyi — jabłka Adama lub niewielkiej żyłki, jednej z tętnic, dostrzegła zbielałe kostki przy dłoni, a także rozmiar źrenic. A więc to jego? Błękitne tęczówki ze spokojem przesunęły po kolejnym fragmencie tekstu, a ona sama kiwnęła głową z delikatnym uśmiechem, który idealnie odzwierciedlał kreację niewinnej i łagodnej dziewczyny, jednej z ulubienic tutejszych pracowników.
Lubiła mieć ludzi w garści, lubiła, gdy byli jej winni przysługi lub wymuszać na nich działania, na które niekoniecznie mieli ochotę. Nagle Borgin stał się ciekawym pionkiem w prowadzonej przez nią grze, nową możliwością. Wartym uwagi?
- Tak. - przytaknęła łagodnie, bez cienia zdenerwowania, dostrzegając, jak zerka na książkę, gdy podniosła na ułamek sekundy spojrzenie znad rozdziału. Poprawiła się na kanapie, zaintrygowana ewentualnym rozwojem wydarzeń. Jej umysł analizował możliwe scenariusze, szukał potencjalnie dobrych zakończeń.
Reakcja mężczyzny, jego rozglądanie, zmiana wyrazu twarzy, zmiana brzmienia głosu — wszystko to nakierowywało ją na myśl, że gotowy był na wszystko, aby obronić swój sekret. Groził jej, sprawdzał grunt. Czy Cynthia się bała? Nie. Miała upośledzony wachlarz emocjonalny, a od momentu, w którym umarła jej matka przed jej oczami, jej mózg uznał, że nie ma nic bardziej przerażającego i nie potrafiła odczuwać strachu, jak normalny człowiek. Wyczuwać zagrożenia. Chciwie łapała każdą intensywniejszą emocję, która, chociaż na chwilę uwolniłaby ją z lodowej zbroi, pozwoliła coś poczuć, jakikolwiek dreszcz. Interesujące. Jego dłoń drgnęła delikatnie w stronę peleryny, cisza nastała po tym, jak zaskrzypiały deski, gdy do niej podszedł. Jasnowłosa wyprostowała głowę i wbiła w niego spojrzenie.
- Ah, rozumiem. Atlas grzybów. - zaczęła ze spokojem, posyłając mu zadziorny uśmiech i przeniosła wzrok z jego twarzy na trzymany przez siebie egzemplarz, którym poruszyła wymownie. Zamknęła go, kładąc sobie na kolanach i przesuwając dłonią po okładce palcami, stuknęła w nią paznokciami, intensywnie czerwonymi. - Zdaje się, że wpadła mi w ręce. Powinieneś lepiej pilnować swoich sekretów Stanley, nigdy nie wiesz, kto mógł je poznać.
Wyciągnęła w jego stronę dłoń, w którą złapała tomik i przekręciła głowę na bok, nie odrywając wzroku od jego oczu, nie przerywając tej chwilowej ciszy żadnym westchnięciem, żadnym zbędnym słowem. Sprawdzała go? Może odrobinę. Była jednak na swoim terytorium. Marcus go widział i widział książkę, którą trzymała, chociaż nie znał jej zawartości. Znała wszystkie punkty witalne na jego ciele, różdżka tkwiła gdzieś na kanapie przy jej udzie, a w podwiązce pod sukienką tkwił skalpel. Nie bała się. Wolną dłonią zgarnęła jasny kosmyk za ucho. - Informacje o bardzo.. Rzadkich grzybach są w tej książce. Musisz jej lepiej pilnować, zwłaszcza gdy dookoła tylu Czarodziejów, którzy chętnie by te grzyby zebrali. Jako trofeum.
Nie groziła mu, nie podniosła głosu i nie mówiła wprost, chociaż miała nadzieję, że zrozumie jej aluzję. Jej pracownik mógł wrócić w każdym momencie, a lepiej, aby ktoś tak młody i tak podatny na wpływy nie wiedział o lekturach, które mężczyzna czytał. - Chyba jesteś mi coś winien. - zauważyła niewinnie, wzruszając ramionami. - Napijesz się kawy?
Lubiła mieć ludzi w garści, lubiła, gdy byli jej winni przysługi lub wymuszać na nich działania, na które niekoniecznie mieli ochotę. Nagle Borgin stał się ciekawym pionkiem w prowadzonej przez nią grze, nową możliwością. Wartym uwagi?
- Tak. - przytaknęła łagodnie, bez cienia zdenerwowania, dostrzegając, jak zerka na książkę, gdy podniosła na ułamek sekundy spojrzenie znad rozdziału. Poprawiła się na kanapie, zaintrygowana ewentualnym rozwojem wydarzeń. Jej umysł analizował możliwe scenariusze, szukał potencjalnie dobrych zakończeń.
Reakcja mężczyzny, jego rozglądanie, zmiana wyrazu twarzy, zmiana brzmienia głosu — wszystko to nakierowywało ją na myśl, że gotowy był na wszystko, aby obronić swój sekret. Groził jej, sprawdzał grunt. Czy Cynthia się bała? Nie. Miała upośledzony wachlarz emocjonalny, a od momentu, w którym umarła jej matka przed jej oczami, jej mózg uznał, że nie ma nic bardziej przerażającego i nie potrafiła odczuwać strachu, jak normalny człowiek. Wyczuwać zagrożenia. Chciwie łapała każdą intensywniejszą emocję, która, chociaż na chwilę uwolniłaby ją z lodowej zbroi, pozwoliła coś poczuć, jakikolwiek dreszcz. Interesujące. Jego dłoń drgnęła delikatnie w stronę peleryny, cisza nastała po tym, jak zaskrzypiały deski, gdy do niej podszedł. Jasnowłosa wyprostowała głowę i wbiła w niego spojrzenie.
- Ah, rozumiem. Atlas grzybów. - zaczęła ze spokojem, posyłając mu zadziorny uśmiech i przeniosła wzrok z jego twarzy na trzymany przez siebie egzemplarz, którym poruszyła wymownie. Zamknęła go, kładąc sobie na kolanach i przesuwając dłonią po okładce palcami, stuknęła w nią paznokciami, intensywnie czerwonymi. - Zdaje się, że wpadła mi w ręce. Powinieneś lepiej pilnować swoich sekretów Stanley, nigdy nie wiesz, kto mógł je poznać.
Wyciągnęła w jego stronę dłoń, w którą złapała tomik i przekręciła głowę na bok, nie odrywając wzroku od jego oczu, nie przerywając tej chwilowej ciszy żadnym westchnięciem, żadnym zbędnym słowem. Sprawdzała go? Może odrobinę. Była jednak na swoim terytorium. Marcus go widział i widział książkę, którą trzymała, chociaż nie znał jej zawartości. Znała wszystkie punkty witalne na jego ciele, różdżka tkwiła gdzieś na kanapie przy jej udzie, a w podwiązce pod sukienką tkwił skalpel. Nie bała się. Wolną dłonią zgarnęła jasny kosmyk za ucho. - Informacje o bardzo.. Rzadkich grzybach są w tej książce. Musisz jej lepiej pilnować, zwłaszcza gdy dookoła tylu Czarodziejów, którzy chętnie by te grzyby zebrali. Jako trofeum.
Nie groziła mu, nie podniosła głosu i nie mówiła wprost, chociaż miała nadzieję, że zrozumie jej aluzję. Jej pracownik mógł wrócić w każdym momencie, a lepiej, aby ktoś tak młody i tak podatny na wpływy nie wiedział o lekturach, które mężczyzna czytał. - Chyba jesteś mi coś winien. - zauważyła niewinnie, wzruszając ramionami. - Napijesz się kawy?