Otrzymany od Canisa komunikat za pośrednictwem Fal pozwolił mu na wstępne uznanie tej części planu za zwieńczoną sukcesem. Gdyby ten etap planu zaczął iść nie to w dalszym ciągu chciał zostać poinformowany. Nie mogli dać się zapędzić w kozi róg, choć zdawał sobie sprawę z tego, że odwrót nie wchodzi w grę. Jeśli chodzi o nich to nie wszystko poszło po ich myśli. Rzucone przez niego zaklęcia nie przyniosły pożądanego przez niego efektu. Pierwsze niepowodzenie było na razie niedogodnością, choć jego tożsamość pozostawała ukryta. Harper będzie trudną przeciwniczką, zwłaszcza kiedy napędzały ją spostrzeżone przez niego: gniew i gorycz, to pragnienie zemsty. Nie mógł się jednak zastanowić nad tym, co do tego doprowadziło. Miał jeden cel. Musiał ją zabić, skoro nadarzyła się już okazja ku temu.
Częściową utratę elementu zaskoczenia będzie musiał przeżyć. Nie spodziewał się nic innego. Moss nawet nie była ich celem i przez ich działania stała się przypadkową ofiarą, przed czym nie uchroniła jej nawet szefowa Biura Aurorów. Z pewnością o tym jeszcze usłyszy oficjalnymi kanałami. Po pieprzonej Moody spodziewał się więcej zaangażowania w ochronę pośrednich współpracowników. Nie było w nim ani krztyny współczucia dla Moss i jej cierpienia. Jego zamiarem było skrzywdzenie tych kobiet, na co teraz ukierunkowywał całą swoją wolę i zawierzył potędze czarnej magii.
Ogień okazał się nad wyraz skuteczny, jednak po niego nie sięgnął. Zamiast tego wykonał pierwszy zamaszysty ruch ręką pod skosem, przecinając w ten sposób powietrze i chcąc w ten sposób stworzyć wiązkę surowej magii i posłać ją w kierunku obu czarownic. Dążył do zadania kobietom wystarczająco poważnych obrażeń w postaci ran ciętych albo nawet odciętych części ciała. Niezwłocznie powtórzył tę czynność, dokładnie w ten sam sposób i oczekując zbliżonych efektów swoich działań.
Rzucam dwa razy na kształtowanie wiązek surowej magii mających zadać przeciwniczkom obrażenia cięte
Sukces!
Slaby sukces...