Serce krzyczało, że musi ruszyć do przodu i stanąć przed Brenną, tak by ewentualne obrażenia przejąć na siebie - nie mogła pozwolić, żeby to starsza Longbottom oberwała. Górę wziął rozsądek, który podpowiadał, że jako medyk nie powinna stawać się żywą tarczą, gdyż jej umiejętności leczenia mogą okazać się kluczowe w późniejszym etapie. Alastor chyba zdawał sobie sprawę, do czego ta może być zdolna i co w przypływie emocji może zrobić - jego uścisk ani na moment nie zwolnił, wręcz stał się pewniejszy i silniejszy. Mądre posunięcie, panie Moody.
Widok dwóch czarodziejów, których aparycja i działanie sugerowały, że nie mają wobec nich dobrych zamiarów, sprawił że poczuła uścisk w gardle, a bicie jej serca przyspieszyło. Jako uzdrowicielka, z wieloma ludźmi miała do czynienia - niektórzy byli uprzejmi, inni niekoniecznie. To był chyba pierwszy raz, gdy ktoś trzymał wycelowaną w jej kierunku różdżkę z intencją, która nie pozostawiała wątpliwości - skrzywdzić. Dotychczasowe pojedynki których brała udział były jak dziecięca zabawa przy tym, co działo się teraz. Tylko i wyłącznie dlatego, że Brenna była obok oraz Alastor trzymał ją w mocnym uścisku, nie spanikowała. No i była Longbottom. Te trzy czynniki sprawiły, że utrzymała różdżkę w odpowiedniej pozycji.
Zacisnęła dłoń na różdżce i machnęła nią. Zamierzała magią rozpraszającą zadziałać na pędzący w stronę Brenny strumień ognia i rozproszyć go swoją magią. Kolejne machnięcie miało ma celu wytworzenie ciśnienia, które wytrąciłoby z dłoni różdżkę zamaskowanego czarodzieja.
Akcja nieudana
Sukces!
beauty and terror
just keep going
no feeling is final