15.04.2023, 00:19 ✶
W ostatnich miesiącach biuro Koronera stało się miejscem spotkań i schadzek, a Cynthia rozważała rozpoczęcie liczenia żywych gości, aby porównać ich ilość w stosunku do tkwiących w chłodniach trupów. Nigdy nie miała pretensji, gdy przychodziła do niej Brenna. Miała do niej słabość już ze szkoły, nawet jeśli nie były tak blisko, jak z Victorią. I w końcu kiedyś wierzyła, że ta zostanie żoną Castiela i go rozrusza, ale potem zdała sobie sprawę, że gdyby stworzyli duet, bardzo szybko mogliby skończyć w takiej chłodziarce.
Sprawa, którą badała Aurorka, była nieprzyjemna i trudna, rytuały i wiele ofiar należały do bardziej skomplikowanych śledztw, zwłaszcza gdy organy wyjmowane były z taką precyzją, że nie mogła zrobić tego osoba bez doświadczenia. Jakkolwiek to brzmiało, takie zwłoki były najbardziej fascynujące, najlepsze, najwięcej mogła się nauczyć przy badaniu ich ran oraz parametrów. Uwielbiała zagadki, były jak dobra partia szachów.
Ostatnie miesiące pełne były dziwnych spraw i nadgodzin. Do tego stopnia, że jak to Olivander skwitował "porzuciła życie prywatne na rzecz pracy', wyjątkiem było ostatnie spotkanie z Cathalem, które było intrygującą odskocznią i czymś poza Ministerstwem, złem, dobrem, czarną i białą magią. W domu obecnie tkwił również ojciec, co było męczącym towarzystwem. Ile można znosić pytań o małżeństwo i dostępne partie dla Castiela i jej własne?
- Brenna, miło Cię widzieć. - odpowiedziała na znajomy głos, zanim jeszcze odwróciła głowę w stronę, z której dźwięk dobiegał. Ona zupełnie się nie zmieniała, zawsze była taka sama, jak w sali od eliksirów, w której kiedyś miała szlaban. Kolejna rześka, promienista i jasna osobna, kolejne słońce w jej codzienności. Jak mało było księżyców? Westchnęła bezgłośnie, zgarniając jasne pasmo włosów za ucho, bo uwolniło się z luźnego koka nad karkiem, który trzymał się dzięki celtyckiej, wielkiej spince ze szpikulcem. - Masz urwanie głowy z tą sprawą, co? Chodź, wejdźmy do środka.
Zaprosiła ją do środka, kierując się do jednego z biurek, które stały w rogu. Nie miała pojęcia, czy dziewczyna wolałaby porozmawiać w kanciapce przy kostnicy, czy w samym prosektorium. Kucnęła przy wysokiej szafce z szufladami, grzebiąc w teczkach. - Zwłoki były spuchnięte, woda i robienie za padlinę przyśpieszyło proces gnicia, ale udało nam się coś wyciągnąć razem z Lycoris. Widziałaś już jakieś raporty lub słyszałaś cokolwiek, czy zacząć od początku? - wstając, przytuliła do siebie papiery, przenosząc spojrzenie błękitnych oczu na kobietę. Przysiadła na blacie biurka, uderzając paznokciami w przedmioty, zanim odłożyła je na bok, zostawiając w dłoniach tylko jeden. W tej części departamentu było sterylnie czysto, obydwie z Black miały obsesję na punkcie porządku i tego, aby zbędne przedmioty nie leżały gdzieś na wierzchu.
Sprawa, którą badała Aurorka, była nieprzyjemna i trudna, rytuały i wiele ofiar należały do bardziej skomplikowanych śledztw, zwłaszcza gdy organy wyjmowane były z taką precyzją, że nie mogła zrobić tego osoba bez doświadczenia. Jakkolwiek to brzmiało, takie zwłoki były najbardziej fascynujące, najlepsze, najwięcej mogła się nauczyć przy badaniu ich ran oraz parametrów. Uwielbiała zagadki, były jak dobra partia szachów.
Ostatnie miesiące pełne były dziwnych spraw i nadgodzin. Do tego stopnia, że jak to Olivander skwitował "porzuciła życie prywatne na rzecz pracy', wyjątkiem było ostatnie spotkanie z Cathalem, które było intrygującą odskocznią i czymś poza Ministerstwem, złem, dobrem, czarną i białą magią. W domu obecnie tkwił również ojciec, co było męczącym towarzystwem. Ile można znosić pytań o małżeństwo i dostępne partie dla Castiela i jej własne?
- Brenna, miło Cię widzieć. - odpowiedziała na znajomy głos, zanim jeszcze odwróciła głowę w stronę, z której dźwięk dobiegał. Ona zupełnie się nie zmieniała, zawsze była taka sama, jak w sali od eliksirów, w której kiedyś miała szlaban. Kolejna rześka, promienista i jasna osobna, kolejne słońce w jej codzienności. Jak mało było księżyców? Westchnęła bezgłośnie, zgarniając jasne pasmo włosów za ucho, bo uwolniło się z luźnego koka nad karkiem, który trzymał się dzięki celtyckiej, wielkiej spince ze szpikulcem. - Masz urwanie głowy z tą sprawą, co? Chodź, wejdźmy do środka.
Zaprosiła ją do środka, kierując się do jednego z biurek, które stały w rogu. Nie miała pojęcia, czy dziewczyna wolałaby porozmawiać w kanciapce przy kostnicy, czy w samym prosektorium. Kucnęła przy wysokiej szafce z szufladami, grzebiąc w teczkach. - Zwłoki były spuchnięte, woda i robienie za padlinę przyśpieszyło proces gnicia, ale udało nam się coś wyciągnąć razem z Lycoris. Widziałaś już jakieś raporty lub słyszałaś cokolwiek, czy zacząć od początku? - wstając, przytuliła do siebie papiery, przenosząc spojrzenie błękitnych oczu na kobietę. Przysiadła na blacie biurka, uderzając paznokciami w przedmioty, zanim odłożyła je na bok, zostawiając w dłoniach tylko jeden. W tej części departamentu było sterylnie czysto, obydwie z Black miały obsesję na punkcie porządku i tego, aby zbędne przedmioty nie leżały gdzieś na wierzchu.