15.04.2023, 22:51 ✶
Na pewno trochę dojrzała, ale jej obycie i prezencja wydawały się jasnowłosej zupełnie takie same, jak z czasów noszenia szkolnego mundurka, a nie tego należącego do jednostki uderzeniowej. Obydwa jej pasowały.
Miała rację, złapanie jegomościa odpowiedzialnego za rytualne mordy powinno być priorytetem Ministerstwa, chociaż prawdę mówiąc, Cynthie ciekawiło, co zrobiłby dalej. Czy miał już wszystkie serca? Czy potrzebował innych organów do dokończenia procesu? Czy byłoby więcej ofiar? Zacisnęła jednak usta bez słowa, przytakując delikatnie głową z odrobinę zmartwioną miną, jakby sama doszła do wniosku, że jej przemyślenia — chociaż inspirowane zagadką, były niestosowne.
Słyszała o historii z Mokradłami, nie zagłębiała się w nie jednak i nigdy tam nie była, więc trudno było jej zrozumieć powagę sytuacji, nie mając wszystkich danych. Nie sądziła, że Utopce się tak rozbestwiły. Nie były zbyt subtelne w odrywaniu kończyć, a niektóre z ofiar niestety, doświadczyły tego, zanim ich serce przestało pompować krew. W prosektorium było chłodno i nie śmierdziało trupami, chociaż tak wiele tkwiło nich w workach i w chłodniach, czekając na pochówek lub autopsję.
Słuchała jej uważnie, kręcąc jednak głową.
- Miałaś dostać raport jutro rano, Lycoris chciała jeszcze raz wszystko przejrzeć. - zaczęła ze spokojem, przesuwając spojrzeniem po tekście. Kolejne słowa kobiety sprawiły jednak, że westchnęła i podniosła na nią spojrzenie, dochodząc do wniosku, że wcale nie potrzebowała tego raportu, aby udzielić takich informacji. Ta sprawa była zbyt brutalna, zbyt różniąca się od wszystkich nudnych morderstw lub śmierci w wyniku zaklęcia niewybaczalnego. Im więcej śmierciożerców, tym więcej zielonych wiązek wychodziło z krańca różdżek.
- Dobrze, zacznijmy więc od razu. Ofiary utopców zginęły w odstępie półtora miesiąca, nie wszystkie części ciał pasują do korpusów, zakładam więc, że mogło kryć się tego więcej w błocie lub po prostu zostały zjedzone przez mieszkańców tego terenu. Sporo tam padlinożerców. - przerwała na chwilę, zaczynając od najprostszej rzeczy. - Przyczyną ich śmierci było utopienie lub wykrwawienie, jeden miał rozbitą czaszkę od uderzenia — jak podejrzewam w kamień i zginął przez uszkodzenie głowy. Mają liczne siniaki, zadrapania, za paznokciami brud — usiłowali się bronić. Najmłodszy korpus miał dwadzieścia siedem lat, najstarszy podejrzewam, był przed pięćdziesiątką. Niezidentyfikowane kończyny były tak rozłożone, że trudno określić.
Zakończyła, przenosząc wzrok gdzieś w przestrzeń. To dopiero podstawa tortu, gdzie tu jeszcze do wisienki? Poprawiła się, siadając nieco głębiej na biurku. - Masz jakieś pytania co do nich, czy przechodzimy do kolejnej części tej sprawy? Im dalej, tym mniej przyjemnie.
Miała rację, złapanie jegomościa odpowiedzialnego za rytualne mordy powinno być priorytetem Ministerstwa, chociaż prawdę mówiąc, Cynthie ciekawiło, co zrobiłby dalej. Czy miał już wszystkie serca? Czy potrzebował innych organów do dokończenia procesu? Czy byłoby więcej ofiar? Zacisnęła jednak usta bez słowa, przytakując delikatnie głową z odrobinę zmartwioną miną, jakby sama doszła do wniosku, że jej przemyślenia — chociaż inspirowane zagadką, były niestosowne.
Słyszała o historii z Mokradłami, nie zagłębiała się w nie jednak i nigdy tam nie była, więc trudno było jej zrozumieć powagę sytuacji, nie mając wszystkich danych. Nie sądziła, że Utopce się tak rozbestwiły. Nie były zbyt subtelne w odrywaniu kończyć, a niektóre z ofiar niestety, doświadczyły tego, zanim ich serce przestało pompować krew. W prosektorium było chłodno i nie śmierdziało trupami, chociaż tak wiele tkwiło nich w workach i w chłodniach, czekając na pochówek lub autopsję.
Słuchała jej uważnie, kręcąc jednak głową.
- Miałaś dostać raport jutro rano, Lycoris chciała jeszcze raz wszystko przejrzeć. - zaczęła ze spokojem, przesuwając spojrzeniem po tekście. Kolejne słowa kobiety sprawiły jednak, że westchnęła i podniosła na nią spojrzenie, dochodząc do wniosku, że wcale nie potrzebowała tego raportu, aby udzielić takich informacji. Ta sprawa była zbyt brutalna, zbyt różniąca się od wszystkich nudnych morderstw lub śmierci w wyniku zaklęcia niewybaczalnego. Im więcej śmierciożerców, tym więcej zielonych wiązek wychodziło z krańca różdżek.
- Dobrze, zacznijmy więc od razu. Ofiary utopców zginęły w odstępie półtora miesiąca, nie wszystkie części ciał pasują do korpusów, zakładam więc, że mogło kryć się tego więcej w błocie lub po prostu zostały zjedzone przez mieszkańców tego terenu. Sporo tam padlinożerców. - przerwała na chwilę, zaczynając od najprostszej rzeczy. - Przyczyną ich śmierci było utopienie lub wykrwawienie, jeden miał rozbitą czaszkę od uderzenia — jak podejrzewam w kamień i zginął przez uszkodzenie głowy. Mają liczne siniaki, zadrapania, za paznokciami brud — usiłowali się bronić. Najmłodszy korpus miał dwadzieścia siedem lat, najstarszy podejrzewam, był przed pięćdziesiątką. Niezidentyfikowane kończyny były tak rozłożone, że trudno określić.
Zakończyła, przenosząc wzrok gdzieś w przestrzeń. To dopiero podstawa tortu, gdzie tu jeszcze do wisienki? Poprawiła się, siadając nieco głębiej na biurku. - Masz jakieś pytania co do nich, czy przechodzimy do kolejnej części tej sprawy? Im dalej, tym mniej przyjemnie.