16.04.2023, 12:42 ✶
Trzask przyniósł na myśl walkę potężnych zwierząt, z których jednej poszło dużo gorzej, niż drugiej i wylądowała gdzieś w kupię gałęzi lub na niskich gałęziach rosłych sosen. Za nic nie powiązała tego z wizją rosłego, niczym dąb człowieka, któremu zachciało się wspinaczki w celach orientacyjnych. Czytała o Islandii, zanim zdecydowała się przyjąć zlecenie i oglądać zorzę, jednak zawarty w książkach tekst oraz opowieści właściciela pensjonatu nijak miały się do tego, co przedstawiała sobą rzeczywistość. Las był ogromny i gesty, niewiele światła wpuszczały wysokie korony, które mogłyby odbić się o niemalże sięgającego kolan śniegu, przez który trzeba było się przedrzeć. Miał to być skrót, miało być łatwiej i pozwolić jej docenić i zatopić się w pięknie matki natury. Dzikiej, pozbawionej niszczącej wszystko ręki człowieka. I Merlin jej świadkiem, było absolutnie cudownie, rześkość powietrza i intensywny zapach wdzierający się do nozdrzy zatrzymywały dech w piersiach, ale dlaczego dotarcie do tego nieszczęsnego punktu było tak trudne? Pandora jako kobieta odważna i pełna optymizmu nie zamierzała oczywiście ze swojego pomysłu rezygnować, ale brak punktów zaczepienia w scenerii, które pomogłyby jej odnaleźć drogę do celu, zaczynały sprawiać, że trochę ogarniał ją niepokój. Nie chciałaby naprawdę, żeby zjadł ją niedźwiedź, stado wilków lub żeby zamarzła, jak sugerowała jej Mara, zanim uniosła się w powietrze. Nie miała jej za złe, taką miały strategię. Brunetka za nic nie pozwoliłaby, aby klacz spotkała krzywdę, a do tego widok gadającego konia mógł być przynajmniej zaskakujący. Miały układ, że nie odzywała się przy obcych, ale czasem się zapominała.
Gdy podniosła spojrzenie po kolejnym upadku w miękki puch, dostrzegając w półmroku zarys postaci, serce jej stanęło. Rosły i pokryty skórą, przypominał w istocie niedźwiedzia, który szykował się do ataku. Wbiła w niego odrobinę wytrzeszczone, duże oczy, mocniej zaciskając palce na swojej różdżce. Jakie było zaklęcie, które mogłoby bestię uśpić, a nie skrzywdzić? Nie chciała mieć krwi miśka na ręku, ale nie chciała też zrobić za przystawkę. Zwierzę jednak wydało z siebie rozbawione parsknięcie, a potem przemówiło ludzkim głosem, chociaż w języku brzmiącym niezwykle dziwnym, brzmiącym bardzo staro. Ściągnęła brwi, kiwając głową.
- Okay więc nie jesteś niedźwiedziem, nie zjesz mnie..- mruknęła cicho, lustrując go wzrokiem nieustannie, ignorując wpadający do oczu brązowy kosmyk, subtelnie unosząc wyżej różdżkę. I wtedy właśnie dostrzegła cały ten oręż, a raczej jego zarys i skóra okazała się wilcza. Wędrowała wzrokiem między twarzą mieszkańca lasu, jego dłonią i toporem. Dreszcz przebiegł ją po plecach. A może jednak ją pokroi? Znów przemówił, brzmiąc dość miło, chociaż miał dobre dwa i pół metra z jej perspektywy i była pewna, że jednym ruchem uciąłby jej głowę. Gdyby miał to zrobić, czy nie zaatakowałby jej z zaskoczenia? Dziewczyna uśmiechnęła się w końcu, łapiąc jego dłoń i zaciskając na niej zimne palce, bo rękawiczka tkwiła w śniegu razem z mapą i kompasem. - Dziękuję, poślizgnęłam się, wcale nie wystraszyłam. - rzuciła w jego kierunku, czując się znacznie lepiej na nogach i modląc się, żeby nie uszkodziła teleskopu. Zsunęła plecak z ramion, kładąc go na ziemię i poświęciła na niego, przyglądając się mu badawczo. Jak zrobi mapę bez teleskopu? Przez chwilę nie myślała o miśku i jego broni.- Całe szczęście, nie pękł! Miałabym pecha, większego chyba niż brak kompasu. - wyjaśniła mu, zapominając również, że nie mówił po angielsku. Odetchnęła głębiej, chcąc się doprowadzić do porządku. Wyprostowała się, nałożyła plecak, ale zaraz musiała się schylić, żeby pozbierać swoje rzeczy. Gdy wstawała z mapą, znów dostrzega ostrze, które odbijało światło zaklęcia. Przeklęła bezgłośnie pod nosem. A co, jak to mugol i weźmie ją za czarownicę? Wyczulona na odgłos skrzydeł, odchyliła głowę do tyłu, patrząc w granatowe plamy ze srebrnymi punktami, tak słabo widoczne między gałęziami. - Mar? Zostań tam.
Powiedziała głośniej, nie chcąc narażać potencjalnego człowieka bez magii na widok pegaza, ani też pegaza na jego topór. Przesunęła palcami po włosach, odgarniając je z twarzy i znów wbiła w niego wzrok, uśmiechając się nieporadnie i niewinnie. - Miły Pan mi powiedział, że przez las jest skrót i szybciej dostanę się do źródła i na punkt. Tylko słońce zaszło tak szybko!
Wyjaśniła, gestykulując, jak to często robiła, bo była człowiekiem pełnym emocji i uczuć, których tłumienie było niezdrowe. Jaka była szansa, że znał turecki? Zacisnęła usta na chwilę po tym, jak westchnęła. - Poradzę sobie, nie można się poddawać! Mam tu kompas i mapę.
Gdy podniosła spojrzenie po kolejnym upadku w miękki puch, dostrzegając w półmroku zarys postaci, serce jej stanęło. Rosły i pokryty skórą, przypominał w istocie niedźwiedzia, który szykował się do ataku. Wbiła w niego odrobinę wytrzeszczone, duże oczy, mocniej zaciskając palce na swojej różdżce. Jakie było zaklęcie, które mogłoby bestię uśpić, a nie skrzywdzić? Nie chciała mieć krwi miśka na ręku, ale nie chciała też zrobić za przystawkę. Zwierzę jednak wydało z siebie rozbawione parsknięcie, a potem przemówiło ludzkim głosem, chociaż w języku brzmiącym niezwykle dziwnym, brzmiącym bardzo staro. Ściągnęła brwi, kiwając głową.
- Okay więc nie jesteś niedźwiedziem, nie zjesz mnie..- mruknęła cicho, lustrując go wzrokiem nieustannie, ignorując wpadający do oczu brązowy kosmyk, subtelnie unosząc wyżej różdżkę. I wtedy właśnie dostrzegła cały ten oręż, a raczej jego zarys i skóra okazała się wilcza. Wędrowała wzrokiem między twarzą mieszkańca lasu, jego dłonią i toporem. Dreszcz przebiegł ją po plecach. A może jednak ją pokroi? Znów przemówił, brzmiąc dość miło, chociaż miał dobre dwa i pół metra z jej perspektywy i była pewna, że jednym ruchem uciąłby jej głowę. Gdyby miał to zrobić, czy nie zaatakowałby jej z zaskoczenia? Dziewczyna uśmiechnęła się w końcu, łapiąc jego dłoń i zaciskając na niej zimne palce, bo rękawiczka tkwiła w śniegu razem z mapą i kompasem. - Dziękuję, poślizgnęłam się, wcale nie wystraszyłam. - rzuciła w jego kierunku, czując się znacznie lepiej na nogach i modląc się, żeby nie uszkodziła teleskopu. Zsunęła plecak z ramion, kładąc go na ziemię i poświęciła na niego, przyglądając się mu badawczo. Jak zrobi mapę bez teleskopu? Przez chwilę nie myślała o miśku i jego broni.- Całe szczęście, nie pękł! Miałabym pecha, większego chyba niż brak kompasu. - wyjaśniła mu, zapominając również, że nie mówił po angielsku. Odetchnęła głębiej, chcąc się doprowadzić do porządku. Wyprostowała się, nałożyła plecak, ale zaraz musiała się schylić, żeby pozbierać swoje rzeczy. Gdy wstawała z mapą, znów dostrzega ostrze, które odbijało światło zaklęcia. Przeklęła bezgłośnie pod nosem. A co, jak to mugol i weźmie ją za czarownicę? Wyczulona na odgłos skrzydeł, odchyliła głowę do tyłu, patrząc w granatowe plamy ze srebrnymi punktami, tak słabo widoczne między gałęziami. - Mar? Zostań tam.
Powiedziała głośniej, nie chcąc narażać potencjalnego człowieka bez magii na widok pegaza, ani też pegaza na jego topór. Przesunęła palcami po włosach, odgarniając je z twarzy i znów wbiła w niego wzrok, uśmiechając się nieporadnie i niewinnie. - Miły Pan mi powiedział, że przez las jest skrót i szybciej dostanę się do źródła i na punkt. Tylko słońce zaszło tak szybko!
Wyjaśniła, gestykulując, jak to często robiła, bo była człowiekiem pełnym emocji i uczuć, których tłumienie było niezdrowe. Jaka była szansa, że znał turecki? Zacisnęła usta na chwilę po tym, jak westchnęła. - Poradzę sobie, nie można się poddawać! Mam tu kompas i mapę.