16.04.2023, 14:30 ✶
- Ciebie o zdanie nikt nie pytał – odwarknęła natychmiast pod adresem nie-Jamila. Tak, Leta sama zdawała sobie sprawę z tego, iż kwiatkami ani przyprawami to zdecydowanie nie pachnie – chyba że zwiędłymi, podśmierdniętymi i wymieszanymi z milionem innych woni, co razem stanowiło mieszankę wybitnie nieatrakcyjną, i to mocno delikatnie mówiąc.
I tak, Cathal nie był dzieckiem, owszem, niemniej była bardzo podejrzliwa wobec wydarzeń tej nocy. Co za tym idzie – wolała wyjść z założenia, że co dwie pary oczu to nie jedna, a tym samym zmniejszało się ryzyko, że coś pójdzie nie tak. W oczach Lety, oczywiście. Dlatego odwlekała, choć tak po prawdzie, ta kwestia dość szybko się rozwiązała.
- Chwała niech będzie Bastet, jesteś! – przywitała Sebastiana, gdy ten się w końcu pojawił. Doskonale, jeden problem mniej, znaczy się: mieli już specjalistę i nie trzeba było dalej ganiać po Londynie w poszukiwaniu kogoś zaufanego, żeby pomógł w pozbyciu się pasażera na gapę. Pasażera zdecydowanie niepożądanego, jak i również wybitnie działającego na nerwy. Zdaje się, że miała coś jeszcze powiedzieć, niemniej rzeczony pasażer postanowił mocniej zagrać na nerwach Lety, odwracając tym samym jej uwagę.
- Zaraz zabiorę ci usta – zagroziła duchowi, najwyraźniej tracąc powoli cierpliwość. Tak. Wiedziała. Naprawdę. Nie trzeba było jej tego wytykać w nieskończoność! Przy czym wcale nie musiałaby odwlekać ablucji, gdyby nieproszonemu gościowi nie przyszło do głowy zająć ciało Anwara – nie mówiąc już o tym, że i sam duch nie miałby powodu kręcić nosem, gdyby tego wieczora wybrał inną ofiarę do opętania. W końcu jak wielkie były szanse, że i inni wylądują w śmietniku? No właśnie, raczej niezbyt wielkie. Chyba że matematyka mówiła co innego, ale Leta naprawdę nie miała zamiaru siadać do obliczeń ani prosić kogoś lepiej radzącego sobie z cyframi, żeby ogarnął ten temat. Aż tak ciekawa nie była.
- Zrób to, a zemsta będzie długa i bolesna – obiecała Nell, patrząc kobiecie prosto w oczy. Mówiła na serio? Cóż, uzdrowicielowi niby się nie podskakuje, z drugiej strony – oberwanie chłoszczyść na oczach wszystkich stanowiło po prostu upokorzenie. Zaś Leta swoją dumę mimo wszystko miała, zwłaszcza że nie była małym dzieckiem, któremu podcierało się tyłek i wycierało nos. Chłoszczyść, też coś.
Niemniej, skoro Nell wróciła – i to nie sama – w zasadzie nie istniał już powód, dla którego miałaby odkładać kąpiel. Zwłaszcza że sama przed sobą przyznawała, że jej najzwyczajniej w świecie POTRZEBUJE.
- Idę – stwierdziła w końcu, kierując się ku odpowiednim drzwiom. „Bądźcie grzeczni” oraz „nie uszkodźcie Anwara” zamarło niewypowiedziane – raczej każdy z tu obecnych zdawał sobie sprawę z tego, iż ciało wypadało zostawić nienaruszone.
Tak czy siak, małe wietrzenie pomieszczenia z pewnością by nie zaszkodziło, mimo iż sama Leta się z niego w końcu ulotniła. Nosy raczej za to podziękują.
I tak, Cathal nie był dzieckiem, owszem, niemniej była bardzo podejrzliwa wobec wydarzeń tej nocy. Co za tym idzie – wolała wyjść z założenia, że co dwie pary oczu to nie jedna, a tym samym zmniejszało się ryzyko, że coś pójdzie nie tak. W oczach Lety, oczywiście. Dlatego odwlekała, choć tak po prawdzie, ta kwestia dość szybko się rozwiązała.
- Chwała niech będzie Bastet, jesteś! – przywitała Sebastiana, gdy ten się w końcu pojawił. Doskonale, jeden problem mniej, znaczy się: mieli już specjalistę i nie trzeba było dalej ganiać po Londynie w poszukiwaniu kogoś zaufanego, żeby pomógł w pozbyciu się pasażera na gapę. Pasażera zdecydowanie niepożądanego, jak i również wybitnie działającego na nerwy. Zdaje się, że miała coś jeszcze powiedzieć, niemniej rzeczony pasażer postanowił mocniej zagrać na nerwach Lety, odwracając tym samym jej uwagę.
- Zaraz zabiorę ci usta – zagroziła duchowi, najwyraźniej tracąc powoli cierpliwość. Tak. Wiedziała. Naprawdę. Nie trzeba było jej tego wytykać w nieskończoność! Przy czym wcale nie musiałaby odwlekać ablucji, gdyby nieproszonemu gościowi nie przyszło do głowy zająć ciało Anwara – nie mówiąc już o tym, że i sam duch nie miałby powodu kręcić nosem, gdyby tego wieczora wybrał inną ofiarę do opętania. W końcu jak wielkie były szanse, że i inni wylądują w śmietniku? No właśnie, raczej niezbyt wielkie. Chyba że matematyka mówiła co innego, ale Leta naprawdę nie miała zamiaru siadać do obliczeń ani prosić kogoś lepiej radzącego sobie z cyframi, żeby ogarnął ten temat. Aż tak ciekawa nie była.
- Zrób to, a zemsta będzie długa i bolesna – obiecała Nell, patrząc kobiecie prosto w oczy. Mówiła na serio? Cóż, uzdrowicielowi niby się nie podskakuje, z drugiej strony – oberwanie chłoszczyść na oczach wszystkich stanowiło po prostu upokorzenie. Zaś Leta swoją dumę mimo wszystko miała, zwłaszcza że nie była małym dzieckiem, któremu podcierało się tyłek i wycierało nos. Chłoszczyść, też coś.
Niemniej, skoro Nell wróciła – i to nie sama – w zasadzie nie istniał już powód, dla którego miałaby odkładać kąpiel. Zwłaszcza że sama przed sobą przyznawała, że jej najzwyczajniej w świecie POTRZEBUJE.
- Idę – stwierdziła w końcu, kierując się ku odpowiednim drzwiom. „Bądźcie grzeczni” oraz „nie uszkodźcie Anwara” zamarło niewypowiedziane – raczej każdy z tu obecnych zdawał sobie sprawę z tego, iż ciało wypadało zostawić nienaruszone.
Tak czy siak, małe wietrzenie pomieszczenia z pewnością by nie zaszkodziło, mimo iż sama Leta się z niego w końcu ulotniła. Nosy raczej za to podziękują.