Zdecydowanie żałowałem, że straciłem wzrok, że nie mogłem patrzeć teraz na swojego brata, że nie mogłem z niego czytać, a jedynie domyślać się o czym myśli, co mu w duszy gra i czy powinienem mu jakoś pomóc. Zawsze starałem się pomagać innym ludziom, aby móc ich uszczęśliwić. Byłem typem osoby, która kochała każdego człowieka, która chciała się wiązać z innymi, tylko po to, aby ich uszczęśliwić.
— Może faktycznie tutaj znajdziesz ten brakujący element? – zasugerowałem. Londyn był wielkim miastem postępu, był też niebezpieczny, więc bałem się, że Mellvyn zrobił błąd wracając, ale dzięki temu mogłem czuć się spokojniejszy, że byłem w stanie mieć go na oku. Choć to on jako starszy powinien martwić się o mnie ja czułem odwrotnie. Mellvyn był człowiekiem nieprzewidywalnym i chaotycznym, a do tego bardzo wolnym, bez korzeni. Też chciałbym taki być, ale nie mogłem. Miałem tu pracę, przyjaciół i pozorny spokój duszy, bo wiedziałem, że nie zostanę sam, że jak się przewrócę to ktoś pomoże mi wstać. Chciałem coś takiego dać też mojemu bratu, aby zapuścił w końcu korzenie. — Jeśli będziesz potrzebować pomocy w powrocie do miasta mam sporo przyjaciół, którzy ci pomogą. Nawet znajdą się tacy, co pomogą ci znaleźć pracę. – z moich ust nie schodził uśmiech. Upiłem znowu łyka trunku i cicho westchnąłem. Miałem nadzieję, że Mellvyn da sobie pomóc.
— Wiem, co masz na myśli. Mimo posiadania dobrej pracy, przyjaciół i wielu partnerów… – tak miałem ich sporo, tak kochałem wiele kobiet, a nawet mężczyzn, ale z nikim nie udało mi się zostać na dłużej. Może po prostu z nami było coś nie tak, może ojciec przekazał nam jakąś klątwę jeśli chodzi o normalne życie? – …czułem pustkę, ta ciemność przed moimi oczami była pusta, a teraz znalazłem cel. – zamilkłem na chwilę. – Chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak bracie. – Dodałem pochylając się ku niemu nad stołem. Głowę miałem lekko przekrzywione, a oczy ślepo wbite w przestrzeń. — Zrobiłeś krok do przodu i wróciłeś. Zawsze będę przy tobie i ci pomogę. Stały związek nic nie da jeśli nie obierzesz sobie celu. Jaki jest twój cel w życiu, Mellvyn? Bo mój to po prostu kochać, nawet jeśli nie będę kochany – uśmiechnąłem się i upiłem kolejny łyk drinka.
Tak, miłość była moim celem, była potężna i miałem zamiar ją po prostu dawać. Nic innego nie potrafiłem, w niczym innym nie byłem dobry. Mógłbym łamać miliony klątw i kochać miliony ludzi i byłbym szczęśliwy.