Godryk jak przedstawił się jej chłopak wydawał się być naprawdę uroczy w zachęcaniu jej do występowania, ale to nie była jej brożka. Avelina była po prostu typem obserwatora i w takiej roli czuła się najlepiej. Teraz jednak wyszła ze swojej strefy komfortu, tylko dzięki temu, że wypiła dosyć sporo jak na nią wina. Zaśmiała się cicho, gdy kazał jej być ostrożnym, ale nic na to nie powiedziała. Miała naprawdę wyjątkowo dobry humor i chciała się bawić nie zwracając na nic uwagi. Nawet nie przeszkadzało jej to, że miała wchodzić w rolę postaci z książki. W sumie przeczytała tą tragedię już tyle razy, że znała większość kwestii na pamięć, więc nic dziwnego, że nie powiedziała tego jak formułki w jakimś urzędzie.
— Może to dzięki tobie? – wychyliła głowę do niego, a potem zniknęła za drzwiami zaplecza wpuszczając do środka chłopaka z książką w rękach. Uśmiech się poszerzył, ponieważ zrozumiała, że będą się bawić dalej w odgrywanie roli. Spodobało się jej patrzenie na chłopaka jak to robił, więc nie miała nic przeciwko. Chodziło jej się ciężko, czuła się jakby jej ręce i nogi były przywiązane do sznurków marionetkarza i osoba trzecia chciała nią prowadzić, ale rozsądek walczył z tym, co powodowało, że momentami obijała się jak kukiełka o ściany lub szafki. Dopadła do barku, gdzie wydobyła wino z Grecji.
Po lewej stronie od wejścia pod ścianą stało biurko z dokumentami i starymi księgami, których rodzice jeszcze nie zdążyli zakwalifikować. Pod ścianą na przeciwko i na prawo od wejścia było pełno zamkniętych szafek, a w prawym rogu na końcu pomieszczenia na równoległej ścianie było wejście na klatkę schodową prowadzącą do części mieszkalnej tego budynku. Obok zaraz była niewielka sofa, na której Avelina zwykła czytać książki, gdy miała czas wolny lub słuchała opowieści rodziców o swoich podróżach, gdy oboje siadali przy biurku.
Z drugą butelką w ręku stała i patrzyła na chłopaka, gdy czytał tekst wypowiadany przez Romeo. Wzięła od niego książkę i prawie pustą butelkę po winie wręczając mu tą wyjętą z barku.
— Bo i cóż jest Montegu? Nie jest to źrenica, – zaczęła czytać upijając przy tym łyk wina i odstawiając butelkę na szafkę, aby nic nie rozlać. – Ani ręka, lub stopa, lub jaka część lica – mówiąc to spojrzała na chłopaka wyciągając dłoń ku niemu, a potem wskazując dół, a potem niespodziewanie dotknęła jego policzka z cichym chichotem. – Wrodzona człowiekowi — Montegu jest imie. – zabrała dłoń i dokończyła bawienie się słowem. – Niech je Romeo zrzuci, niechaj inne przyjmie. – szepnęła ostatnie słowa, ale tylko dlatego, że było jej trudno mówić. Nie było to piękne, ale dla osób upojonych alkoholem będzie wystarczające.