Uwielbiałem ten harmider panujący wokół nas. Czułem się dobrze, mimo że ciężko było mi się skupić na tym, co ktoś mówi. Czasami nie wiedziałem, że nawet ktoś zwraca się do mnie, dlatego zawsze trzymałem się Fergusa, bo on był starszy i to jemu będą zadawać pytania – często odnośnie nauki. Lubiłem też to podsłuchiwać. Nie miałem za złe Fergusowi, że się ze mnie śmiał, ale w sumie nawet tego nie zauważałem, że wciskał mi jakiś kit. Wtedy, gdy byłem dzieckiem wszystko było dla mnie trudne i nieznane – to dopiero z czasem nauczyłem się odkrywać kiedy ktoś kłamał, a kiedy żartował. Nauczyłem się odczytywać emocje z tonu innych ludzi.
Pokiwałem energicznie głową, gdy zapytał o potwierdzenie. Poprawiłem się bardziej przysuwając się do niego jeszcze bardziej, aby lepiej słyszeć. Gdy mnie powstrzymał w zadawaniu pytań, których miałem jeszcze więcej uniosłem brwi zaskoczony. Jak nie mógł ich zapamiętać? Był przecież potężnym Fergusem, który potrafił wszystko, prawda? Może w czasie świąt miał czas regeneracji i jego potęga trochę usypiała? Nie wiedziałem, ale nie miałem zamiaru mu tego wytykać, tylko go uważnie słuchałem. Otworzyłem usta próbując wchłonąć jego wiedzę na temat Hogwartu, ale zaraz je zamknąłem przypominając sobie, że może do nich wlecieć mucha. Jakoś nie chciałem się przekonywać jak one smakują.
— I co? I tak sobie latają po Hogwarcie? – zapytałem. – Ale po co? Mają jakiś inny świat, gdzie są ci co nie przyszli do Hogwartu? Jest tam moja mama? – ponowiłem pytania. – Jak to najgorsza? I czemu jęcząca? Boli ją coś, że jęczy? Myślałem, że duchy nie czują bólu. I jest gorsza od Irytka? – zapytałem przysuwając się jeszcze bliżej jeśli w ogóle było to możliwe.