18.04.2023, 00:27 ✶
Jej angielski był dobry, czasem przebijał się turecki akcent i brzmiała dość śmiesznie, zwłaszcza gdy mówiła szybko. Chociaż język pochodzący z rodzinnych stron jej matki nie był przez Pandę opanowany w sposób komunikatywny, to wciąż była w stanie trochę zrozumieć z rozmowy i wypowiadać jakieś słowa, czasem powiedzenia. Znała też alfabet. Przyglądała się rosłemu blondynowi z odrobiną ostrożności, ale i zaciekawienia. Kochała ludzi, była ciekawa świata i miała w sobie olbrzymie pokłady empatii. Nawet jeśli nie umiał jej zrozumieć lub ona jego, zawsze znajdzie się sposób. Nie wyglądał, jakby miał ją zjeść lub skrzywdzić, ale niecodziennie spotyka się dwumetrowego niedźwiedzia w ludzkiej skórze z błyszczącym toporem w dłoni w środku nocy w Islandzkim lesie. Tylko kto o zdrowych zmysłach robi sobie takie spacery jak ona?
- Hej! Naprawdę! Wyglądasz, jakbyś mi nie wierzył! Coś trzasnęło mocno i się poślizgnęłam po prostu.. No i myślałam, że jesteś niedźwiedziem. Pasowałbyś na animaga niedźwiedzia albo na wilka. - wyjaśniła już pogodniej, jakby cały strach minął przez to, że wciągnął do niej dłoń. Olbrzymią, ale i ciepłą, trochę szorstką. Pandora bardzo lubiła dłonie i linie przeznaczenia, które się na nich kryły. Przyglądała mu się badawczo jeszcze dłuższą chwilę, zanim uśmiechnęła się po prostu, czując w głębi ducha, że nie da jej tu zamarznąć. A potem przypomniała sobie o teleskopie i tym wszystkim, co targała w plecaku. Prawdę mówiąc, dziewczyna nie miała swojego miejsca i nie przykładała zupełnie wagi do dóbr materialnych, nie była księżniczką. Wystarczył kawałek dachu nad głową, coś do zjedzenia i plecak, przepakowany trochę, ale miała w nim chyba wszystko, co było dla niej ważne i czego potrzebowała. Uważała, że zawsze trzeba być gotowym do kolejnej podróży, często więc nawet go nie rozpakowywała, wymieniając tylko odzież lub obuwie na stosowne, uzupełniając zapasy. Z czułością wręcz przesunęła po teleskopie, gdy układała wszystko na miejsce z westchnięciem pełnym ulgi. - Dobrze przez niego widać gwiazdy i planety, próbowałeś kiedyś spojrzeć? Jak tak na Ciebie patrzę, to przypominasz trochę dziecko księżyca i nocy.
Wyznała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, nawiązując do jego głosu, biegania po lesie i tego, jak się prezentował. Miała na myśli też kontrast, który był między nimi. On miał jasne włosy i cerę, duże, przypominające niebo oczy, a przynajmniej tak się jej wydawało w błękitnym świetle zaklęcia lumos. Ona była brunetką o czekoladowym spojrzeniu i ciemniejszej karnacji, odziedziczyła więcej z matki niż ojca, zresztą nie tylko pod względem aparycji. Gdy skrzydła ucichły, poczuła się lepiej i wtedy właśnie mężczyzna, którego porównała do wyznawcy srebrnego strażnika nieba, przemówił w sposób całkowicie zrozumiały. Pandora aż podskoczyła w miejscu, wbijając w niego ślepia i wskazując na niego oskarżycielsko palcem. - No wiesz?! Nie mogłeś tak od razu, zanim wspomniałam o księżycu? - zapytała tylko, prychając jeszcze na sam koniec, niczym niezadowolony kocur. Skrzyżowała ręce pod biustem, nie uciekła jednak od niego spojrzeniem. - Nie idziesz? Nie zostawisz mnie tu samej?
Mówił dalej, a ona kręciła głową z niedowierzaniem, czując, jak trochę czerwienią się jej policzki, co raz — było trudne do zauważanie przez półmrok, dwa przez jej karnację, a trzy, można było zrzucić to na panujący dookoła chłód. Naciągnęła czapkę na uszy z westchnięciem, kiwając głową na jego pytanie i opis jegomościa, który jej drogę polecił. Nie umiała się gniewać, kochała śmiech i dobre emocje, więc zaraz jej buzię znów rozjaśnił pogodny wyraz, a ona zrobiła krok w jego stronę. - Dokładnie ten. Myślałam, że mam więcej czasu przed zachodem, bo to Luty, ale zapatrzyłam się, bo tam było stado reniferów, nad zamarzniętym stawem, kawałek dalej. I zajęło mi to dłużej, niż sądziłam. - przerwała na chwilę, wsuwając odkrytą dłoń w kieszeń, aby zastukać palcami w materiał. Nie była ignorantką, była po prostu trochę niezdarna i angażująca się w to, co ją otaczało. Uwielbiała przyrodę, dzikość, a przede wszystkim zwierzęta — magiczne i te zwykłe. Na jego słowa westchnęła ciężko, kiwając głową. - No może nie brzmi to bezpiecznie i dobrze, ale poradziłabym sobie jakoś. Zawsze radzę, trzeba być optymistą, to przyciąga dobre rzeczy. Blado wypadłam, nie?
Zapytała ze wzruszeniem ramion, nawiązując chyba do całości, nie samego kompasu czy przygotowania do podróży. Rozejrzała się dookoła, a potem pozbierała swoje rzeczy, przytrzymując się okolic jego nadgarstka, żeby się nie wywrócić. - Dlaczego masz się nie ruszać właściwie? -rzuciła zaciekawiona, zerkając na niego z dołu, gdy otrzepywała mokrą mapę ze śniegu. - Dokąd idziemy? Chciałabym zobaczyć wilka. Lubię wilki, zawsze chciałam jednego. Czemu Ty nie masz wilka? Pasowałby do Ciebie.
Poprawiła plecak na ramionach, wsunęła zagubioną rękawiczkę i kiwnęła głową, dając mu do zrozumienia, że jest gotowa. Gdy tylko zrobił krok, wyciągnęła jednak dłoń w jego kierunku, zaciskając palce na skrawku jego płaszcza. - Dziękuje, że mnie znalazłeś. I .. No wiesz, nie zjadłeś? To bardzo miłe z Twojej strony. Jesteś dobrym człowiekiem.
Nie musiał wcale marnować na nią czasu, miał pewnie lepsze zajęcia i Pandora doskonale to rozumiała, wielu by tak postąpiło. Gdy pakowało się w kłopoty, zwykle trzeba było radzić sobie samemu.
- Hej! Naprawdę! Wyglądasz, jakbyś mi nie wierzył! Coś trzasnęło mocno i się poślizgnęłam po prostu.. No i myślałam, że jesteś niedźwiedziem. Pasowałbyś na animaga niedźwiedzia albo na wilka. - wyjaśniła już pogodniej, jakby cały strach minął przez to, że wciągnął do niej dłoń. Olbrzymią, ale i ciepłą, trochę szorstką. Pandora bardzo lubiła dłonie i linie przeznaczenia, które się na nich kryły. Przyglądała mu się badawczo jeszcze dłuższą chwilę, zanim uśmiechnęła się po prostu, czując w głębi ducha, że nie da jej tu zamarznąć. A potem przypomniała sobie o teleskopie i tym wszystkim, co targała w plecaku. Prawdę mówiąc, dziewczyna nie miała swojego miejsca i nie przykładała zupełnie wagi do dóbr materialnych, nie była księżniczką. Wystarczył kawałek dachu nad głową, coś do zjedzenia i plecak, przepakowany trochę, ale miała w nim chyba wszystko, co było dla niej ważne i czego potrzebowała. Uważała, że zawsze trzeba być gotowym do kolejnej podróży, często więc nawet go nie rozpakowywała, wymieniając tylko odzież lub obuwie na stosowne, uzupełniając zapasy. Z czułością wręcz przesunęła po teleskopie, gdy układała wszystko na miejsce z westchnięciem pełnym ulgi. - Dobrze przez niego widać gwiazdy i planety, próbowałeś kiedyś spojrzeć? Jak tak na Ciebie patrzę, to przypominasz trochę dziecko księżyca i nocy.
Wyznała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, nawiązując do jego głosu, biegania po lesie i tego, jak się prezentował. Miała na myśli też kontrast, który był między nimi. On miał jasne włosy i cerę, duże, przypominające niebo oczy, a przynajmniej tak się jej wydawało w błękitnym świetle zaklęcia lumos. Ona była brunetką o czekoladowym spojrzeniu i ciemniejszej karnacji, odziedziczyła więcej z matki niż ojca, zresztą nie tylko pod względem aparycji. Gdy skrzydła ucichły, poczuła się lepiej i wtedy właśnie mężczyzna, którego porównała do wyznawcy srebrnego strażnika nieba, przemówił w sposób całkowicie zrozumiały. Pandora aż podskoczyła w miejscu, wbijając w niego ślepia i wskazując na niego oskarżycielsko palcem. - No wiesz?! Nie mogłeś tak od razu, zanim wspomniałam o księżycu? - zapytała tylko, prychając jeszcze na sam koniec, niczym niezadowolony kocur. Skrzyżowała ręce pod biustem, nie uciekła jednak od niego spojrzeniem. - Nie idziesz? Nie zostawisz mnie tu samej?
Mówił dalej, a ona kręciła głową z niedowierzaniem, czując, jak trochę czerwienią się jej policzki, co raz — było trudne do zauważanie przez półmrok, dwa przez jej karnację, a trzy, można było zrzucić to na panujący dookoła chłód. Naciągnęła czapkę na uszy z westchnięciem, kiwając głową na jego pytanie i opis jegomościa, który jej drogę polecił. Nie umiała się gniewać, kochała śmiech i dobre emocje, więc zaraz jej buzię znów rozjaśnił pogodny wyraz, a ona zrobiła krok w jego stronę. - Dokładnie ten. Myślałam, że mam więcej czasu przed zachodem, bo to Luty, ale zapatrzyłam się, bo tam było stado reniferów, nad zamarzniętym stawem, kawałek dalej. I zajęło mi to dłużej, niż sądziłam. - przerwała na chwilę, wsuwając odkrytą dłoń w kieszeń, aby zastukać palcami w materiał. Nie była ignorantką, była po prostu trochę niezdarna i angażująca się w to, co ją otaczało. Uwielbiała przyrodę, dzikość, a przede wszystkim zwierzęta — magiczne i te zwykłe. Na jego słowa westchnęła ciężko, kiwając głową. - No może nie brzmi to bezpiecznie i dobrze, ale poradziłabym sobie jakoś. Zawsze radzę, trzeba być optymistą, to przyciąga dobre rzeczy. Blado wypadłam, nie?
Zapytała ze wzruszeniem ramion, nawiązując chyba do całości, nie samego kompasu czy przygotowania do podróży. Rozejrzała się dookoła, a potem pozbierała swoje rzeczy, przytrzymując się okolic jego nadgarstka, żeby się nie wywrócić. - Dlaczego masz się nie ruszać właściwie? -rzuciła zaciekawiona, zerkając na niego z dołu, gdy otrzepywała mokrą mapę ze śniegu. - Dokąd idziemy? Chciałabym zobaczyć wilka. Lubię wilki, zawsze chciałam jednego. Czemu Ty nie masz wilka? Pasowałby do Ciebie.
Poprawiła plecak na ramionach, wsunęła zagubioną rękawiczkę i kiwnęła głową, dając mu do zrozumienia, że jest gotowa. Gdy tylko zrobił krok, wyciągnęła jednak dłoń w jego kierunku, zaciskając palce na skrawku jego płaszcza. - Dziękuje, że mnie znalazłeś. I .. No wiesz, nie zjadłeś? To bardzo miłe z Twojej strony. Jesteś dobrym człowiekiem.
Nie musiał wcale marnować na nią czasu, miał pewnie lepsze zajęcia i Pandora doskonale to rozumiała, wielu by tak postąpiło. Gdy pakowało się w kłopoty, zwykle trzeba było radzić sobie samemu.