19.04.2023, 22:42 ✶
Bycie podstępnym do niego nie pasowało, przez ten blask i dobroć, która przyćmiewała nawet ją i jej wyuczone maski. Na szczęście nie mógł dostrzec zmian na jej twarzy, nad którą w jego obecności panowała mniej i skupiała się na głosie, nawet jeśli było to odrobinę niegrzeczne. W ogóle nie zastanawiała się nad ich relacją i jej ewentualnym rozwinięciem, bo nie pozwalała sobie nigdy na takie gdybania. Była ostrożna i nieufna, skryta za warstwą grubego lodu. Nie bez powodu Rookwood wołał na nią Królowa Śniegu, bo nawet jeśli nie wyglądała i obdarzała wszystkich wyuczonym uśmiechem, to wciąż nią była. Pustą i zimną w środku.
- To właśnie Ty. - powtórzyła za nim ciszej, wzdychając bezgłośnie i przesuwając spojrzeniem błękitnych oczu po jego twarzy, przymknęła na chwilę oczy. Był niewinny i był łatwym celem w czasach, gdzie wszystko było dyktowane pod narastający konflikt. Nie sądziła, że stanie po stronie promowania czystej krwi. To go narażało jak Fergusa jak Casteila, jak Victorię. Na jego słowa najpierw rozchyliła usta w zaskoczeniu i wbiła w niego spojrzenie zszokowane i niepewne, a na myśl przyszedł jej stary przyjaciel. Kąciki ust jej jednak drgnęły, a ona zaśmiała się cicho pod nosem. Dystans do siebie był dobry. - Niczego nie tracisz, często im lecą z rąk butelki. Nie musisz odpowiadać, jeśli nie masz chęci Dellianie, ale czy pozostałe zmysły masz wyostrzone?
Zapytała z ciekawością, nie mogąc powstrzymać ciekawości i chyba zachęcona jego uprzejmością oraz promiennym uśmiechem. Na jego nachylenie się nawet nie drgnęła, jakby jakakolwiek forma bliskości zupełnie nie robiła jej problemu. Ba, czasem wykorzystywała ją do własnych celów, jeśli była taka konieczność. - Przecież każdy jest interesującym człowiekiem. No, może jedną osobę na dziesięć można nazwać nudną.
Zauważyła z odrobiną wrodzonej zadziorności, zaskoczona jej obecnością w rozmowie z praktycznie obcym mężczyzną. Było to też trochę kłamstwa, bo ludzie byli przewidywalni. Przełknęła powietrze, prostując plecy i przenosząc wzrok na ścianę, zebrała myśli, karcąc się w duchu. Były pewne rzeczy, których pokazywać nie chciała. Nie kontynuowała tematu jego brata, nie była wścibska. Upiła kilka łyków swojej kawy, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele i silny aromat, który uderzył w nozdrza. Nie chciała mu powiedzieć, że nie potrzebuje pomocy, bo to zawsze brzmiało źle i sztucznie. Zwilżyła więc wargi w zastanowieniu, zupełnie jakby odpowiedź na jego pytanie była problematyczna. Była.
- Masz na pewno ciekawsze rzeczy do roboty, niż zawracanie sobie głowy mną. Dziękuje za Twoją troskę. - odpowiedziała w końcu, nie bardzo wiedzieć, co więcej dodać, kompletnie nieprzyzwyczajona do takich sytuacji. To ona opiekowała się i pomagała swoim osobom, nie one jej. Cynthia była bardzo niezależna, samowystarczalna, wyuczona. Była córką swojego ojca- marynarza, jej matka zmarła młodo. Często miała wszystko na głowie jak ta bardziej odpowiedzialna od bliźniaka. W uszach wciąż rozbrzmiewało, jak wymówił jej imię — niezwykle delikatnie, a nie chłodno i wyniośle, jak zwykle robili to ludzie. To też było nietypowe. Olivanderowie byli chyba ucieleśnieniem właśnie nietypowości i indywidualizmu.
- Hmmm? Mój brat powinien znaleźć żonę. - zauważyła w końcu, co było faktycznie troską jej ojca, którą zrzucał na nią, bo wierzył, że tylko ona przemówi Castielowi do rozsądku. Jej życie było jednak dość nudne, skupione na zwłokach, eliksirach czy dziwnych księgach matki. Trupy już nie były ludźmi, jedynie skorupą. - On jest typem Piotrusia Pana jak Fergus. Obydwoje mają umysły nastolatków w ciałach dorosłych mężczyzn, ale taki ich urok. Nie mam na co narzekać i czym się martwić, naprawdę.
Dodała prędko, nie chcąc sugerować, że miała z tym jakikolwiek większy problem i sprawić, że siedzący obok czarodziej niepotrzebnie zawracałby sobie głowę. Nie lubiła, gdy ktoś w ogóle sobie nią zawracał głowę. - I żadne ciastko nie wygrywa z innym? Nawet trochę?
- To właśnie Ty. - powtórzyła za nim ciszej, wzdychając bezgłośnie i przesuwając spojrzeniem błękitnych oczu po jego twarzy, przymknęła na chwilę oczy. Był niewinny i był łatwym celem w czasach, gdzie wszystko było dyktowane pod narastający konflikt. Nie sądziła, że stanie po stronie promowania czystej krwi. To go narażało jak Fergusa jak Casteila, jak Victorię. Na jego słowa najpierw rozchyliła usta w zaskoczeniu i wbiła w niego spojrzenie zszokowane i niepewne, a na myśl przyszedł jej stary przyjaciel. Kąciki ust jej jednak drgnęły, a ona zaśmiała się cicho pod nosem. Dystans do siebie był dobry. - Niczego nie tracisz, często im lecą z rąk butelki. Nie musisz odpowiadać, jeśli nie masz chęci Dellianie, ale czy pozostałe zmysły masz wyostrzone?
Zapytała z ciekawością, nie mogąc powstrzymać ciekawości i chyba zachęcona jego uprzejmością oraz promiennym uśmiechem. Na jego nachylenie się nawet nie drgnęła, jakby jakakolwiek forma bliskości zupełnie nie robiła jej problemu. Ba, czasem wykorzystywała ją do własnych celów, jeśli była taka konieczność. - Przecież każdy jest interesującym człowiekiem. No, może jedną osobę na dziesięć można nazwać nudną.
Zauważyła z odrobiną wrodzonej zadziorności, zaskoczona jej obecnością w rozmowie z praktycznie obcym mężczyzną. Było to też trochę kłamstwa, bo ludzie byli przewidywalni. Przełknęła powietrze, prostując plecy i przenosząc wzrok na ścianę, zebrała myśli, karcąc się w duchu. Były pewne rzeczy, których pokazywać nie chciała. Nie kontynuowała tematu jego brata, nie była wścibska. Upiła kilka łyków swojej kawy, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele i silny aromat, który uderzył w nozdrza. Nie chciała mu powiedzieć, że nie potrzebuje pomocy, bo to zawsze brzmiało źle i sztucznie. Zwilżyła więc wargi w zastanowieniu, zupełnie jakby odpowiedź na jego pytanie była problematyczna. Była.
- Masz na pewno ciekawsze rzeczy do roboty, niż zawracanie sobie głowy mną. Dziękuje za Twoją troskę. - odpowiedziała w końcu, nie bardzo wiedzieć, co więcej dodać, kompletnie nieprzyzwyczajona do takich sytuacji. To ona opiekowała się i pomagała swoim osobom, nie one jej. Cynthia była bardzo niezależna, samowystarczalna, wyuczona. Była córką swojego ojca- marynarza, jej matka zmarła młodo. Często miała wszystko na głowie jak ta bardziej odpowiedzialna od bliźniaka. W uszach wciąż rozbrzmiewało, jak wymówił jej imię — niezwykle delikatnie, a nie chłodno i wyniośle, jak zwykle robili to ludzie. To też było nietypowe. Olivanderowie byli chyba ucieleśnieniem właśnie nietypowości i indywidualizmu.
- Hmmm? Mój brat powinien znaleźć żonę. - zauważyła w końcu, co było faktycznie troską jej ojca, którą zrzucał na nią, bo wierzył, że tylko ona przemówi Castielowi do rozsądku. Jej życie było jednak dość nudne, skupione na zwłokach, eliksirach czy dziwnych księgach matki. Trupy już nie były ludźmi, jedynie skorupą. - On jest typem Piotrusia Pana jak Fergus. Obydwoje mają umysły nastolatków w ciałach dorosłych mężczyzn, ale taki ich urok. Nie mam na co narzekać i czym się martwić, naprawdę.
Dodała prędko, nie chcąc sugerować, że miała z tym jakikolwiek większy problem i sprawić, że siedzący obok czarodziej niepotrzebnie zawracałby sobie głowę. Nie lubiła, gdy ktoś w ogóle sobie nią zawracał głowę. - I żadne ciastko nie wygrywa z innym? Nawet trochę?