21.04.2023, 23:06 ✶
Pandora była akurat dobra z nauk przyrodniczych, zwłaszcza z magicznych stworzeń i ich hodowli, bo ojciec nakłonił ją do zdobycia uprawnień, które mogłyby pomóc ze skrzydlatymi końmi. Gdy chodziło jednak o zwykłe zwierzęta hodowlane, było trochę gorzej. W Turcji — a przynajmniej w części, gdzie bywała, nie było gospodarstw z owocami, raczej konie, kozy czy okazjonalnie bawoły. Owce kojarzyły się z chmurami głównie przez maskotki i książeczki dla dzieci, gdzie przypominały chmury z nogami i ogonem, a także parą słodko oklapniętych uszu.
To braku poszanowania i zainteresowania Astronomią w magicznym społeczeństwie była przyzwyczajona. Większe zaszokowanie wywołało kogoś, kto lubił gwiazdy równie mocno, co ona. I nie chodziło o wróżby, czy zodiak — pasja ta była znacznie głębsza. A poza tym rysowanie map było równie uspokajające, co ich oglądanie. Nie zamierzała jednak nikogo zmuszać do zmiany zdania.
- Cała osada by zwariowała, może same owce też przy takiej ilości dzwonków.- trudno było się nie zgodzić, chociaż nie umiała sobie nawet wyobrazić takiej ilości owiec w jednym miejscu. Czy poza byciem myśliwym, był też pasterzem lub raczej umiał i tym się zająć? Na jego słowa wywróciła nieco oczami, bez cienia negatywnych emocji jednak.- Wiesz, że wszystkie owce, które miałam okazję widzieć na żywo, były obcięte krótko? Nie były tak rozkosznie puszyste. Jak są, nie przypomina Ci to trochę chmur?
Zapytała całkiem zdziwiona, bo przecież nawet rysunek owcy było najprościej zacząć od obłoku, a potem dorobić kończyny i pysk.
- Patrzysz na mnie w ten swój sposób znowu. - zauważyła, jego śladem unosząc brwi. Te jego niebieskie spojrzenie oceniało, wstawiało ją w ramki jego kryteriów, zasad i sposobu życia. Nie miała jednak z jakiegoś powodu odwagi, aby powiedzieć mu o tym, że nie mogłaby wygrać z kozicą, bo nie chciałaby jej skrzywdzić. O rzeczach, które powinno się zrobić z ciałem upolowanego zwierzęcia, nie chciała nawet myśleć, chociaż prędzej nauczyłaby się ich niż samego zabicia. Czułaby się źle ze sobą.
Nie odpowiedziała na jego kolejne słowa, wzdychając jedynie dość ciężko. To naprawdę było smutne. Ludzie szybko się przyzwyczajali, ale trudno było jej uwierzyć, że można było akurat do tego widoku, czy jakiekolwiek innego dzieła natury. To, co było przed oczami, musiało się przecież trochę różnic od tego, co było widocznie poprzednim razem. Żaden wilk nie był taki sam, miał różne zachwiania! - Jeśli nie wilk, to jakie jest Twoje ulubione zwierzę?
Obstawiałaby tu jednak misia.
Na Islandzkim można było połamać sobie język przez to, jak twardo brzmiał — w jej wykonaniu pewnie też odrobinę komicznie, pomijając już nawet kwestię kaleczenia wymowy. Pomyślała jednak, że przy najbliższej okazji, uda się do księgarni i zaopatrzy w podręcznik. Zawsze warto było poświęcać czas na nauczenie się czegoś nowego. - Jak się kiedyś jeszcze spotkamy, to będę umiała coś powiedzieć!
Oznajmiła mu dość pewnie i z uśmiechem, jakby postawiła sobie za cel złożenie prostego zdania. Oczywiście nie było mowy o komunikacji po islandzku, bo nawet po turecku średnio sobie radziła.
- Przecież znaczenie imienia to nie od zodiaku chyba, co? Lubię znaczenie imion, one też nas definiują. Mam wrażenie, że świat narzuca związane z nim cechy i zawsze pasuje do osoby, która je nosi. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż nie była pewna, czy będzie w stanie zrozumieć, o co jej chodziło. Ona jednak była chaosem, a on szczęściem — przynajmniej dla niej, prawda? Musiało w tym być ziarno prawdy. Szczęśliwy Niedźwiedź!
Pokręciła szybko głową, a uparte błyski pojawiły się w jej oczach. - Nie. Nauczę się poprawnie Hjalmar.
Brunetka nie była pewna, jak bardzo skaleczyła jego imię tym razem, ale chciała używać tego głównego i właściwego, zwłaszcza jeśli miał takie znaczenie. Cieszyła się, że nie wybrali jej tureckiego imienia, większość damskich brzmiała naprawdę dziwnie i się jej nie podobała. Lepiej być Pandorą niż Aydem czy Mihrimah.
Najpierw zamrugała zaskoczona, a potem roześmiała się na ten nietuzinkowy chyba komplement, chociaż lepiej było mieć oczy, jak niebo niż jak gorzałka. Brąz był dość pospolitym kolorem oczu, ale na szczęście było wiele jego odcieni. - To najbardziej oryginalne, co usłyszałam. Jak lubisz gorzałkę, to, gdy dotrzemy na miejsce, dam Ci tą, którą przywiozłam. W podziękowaniu.
Nuta w tonie jej głosu świadczyła o tym, że już zdecydowała i raczej nie zniosłaby odmowy. Tyle przynajmniej mogła zrobić za uratowanie jej z opresji, nawet jeśli okraszonej odrobiną awantury.
- To wolałabym nie, za długo by trzeba było czekać. Dam radę! - postanowiła więc, odchylając na chwilę głowę do tyłu i patrząc na przebijające się przez korony niebo, czując śnieg na twarzy. - Dziękuję Niedźwiadku.
Brzmiała na nieco zaskoczoną i zawstydzoną, bo w normalnych okolicznościach by mu odmówiła, ale teraz naprawdę chciała tego wilka zobaczyć. I faktycznie zaczynała czuć już ramiona. Wykonała obronny ruchu rękoma. - Będę cicho, jak mysz. Zresztą i tak nie dałbyś mu mnie zjeść.
Zapewniła go jeszcze z odrobiną figlarności, puszczając mu oczko. Była tak szczęśliwa i tak zachwycona wizja tego wilka, że zgodziłaby się na wszystko, byle go zobaczyć. Nawet ewentualne zakrycie ust dłonią w razie konieczności. Pomimo ekscytacji wiedziała jednak, że to niebezpieczne i nie wybaczyłaby sobie, gdyby naraziła go w jakikolwiek sposób — nawet jeśli to mężczyzna był tym doświadczonym z ich duetu.
Gdy ruszyli, faktycznie trzymała się blisko niego, ale nie w sposób nachalny lub taki, który mógłby mu przeszkadzać w tropieniu. Bez plecaka była znacznie szybsza i zwinniejsza, łatwiej było utrzymać równowagę w śniegu, chociaż często korzystała ze śladów, które zrobił Hjal. Las był ciemny i gęsty, koronami drzew okazjonalnie poruszał wiatr, roznosząc ze sobą szelest skrzydeł Pegaza, który trzymał się blisko nich. Było jej trochę chłodno, śnieg sypał wolniej w gęstwinie, ale wciąż był upierdliwy. Szczypały też ją trochę płuca, zarówno od wysiłku, jak i chłodnego powietrza, ale na takie rzeczy Pandora nigdy nie narzekała. Nie była księżniczką, mogła naprawdę wiele wytrzymać, zwłaszcza gdy miała cel. Jej towarzysz wygląd za to, jak po porannym spacerze, jakby ich marsz w ogóle mu nie przeszkadzał. Było to godne podziwu, jak dobrą miał kondycję i odporność na warunki.
Robiła to, co on i to najlepiej, jak umiała. I gdy tylko odchylił gałęzie, a jej oczom ukazała się majestatyczna zwierzyna, dosłownie rozchyliła usta w niemym zachwycie. Wilk był piękny, mienił się srebrem w odbijającym się od śniegu świetle. Wyglądał dość młodo, miał potężne łapy i puszysty ogon. Była przekonana, że mogłaby patrzeć na niego godzinami i by się jej nie znudził. Miał zaskakująco duże, błyszczące oczy. Był dumny, zupełnie inny od osobnika, którego widziała w zoo. Czy można było udomowić wilka? Odwróciła głowę w stronę myśliwego, bezgłośnie mu dziękując, bo miała naprawdę chęć rzucić się mu na szyję, gdyby nie sytuacja, w której tkwili. Zgubienie się w lesie było najlepszym, co ja spotkało ostatnio.
Był samotny, miał stado, czekał na kogoś? Mogłaby go porwać? Zacisnęła chłodne wargi, wciąż kręcąc głową z zachwytem i niedowierzaniem.
To braku poszanowania i zainteresowania Astronomią w magicznym społeczeństwie była przyzwyczajona. Większe zaszokowanie wywołało kogoś, kto lubił gwiazdy równie mocno, co ona. I nie chodziło o wróżby, czy zodiak — pasja ta była znacznie głębsza. A poza tym rysowanie map było równie uspokajające, co ich oglądanie. Nie zamierzała jednak nikogo zmuszać do zmiany zdania.
- Cała osada by zwariowała, może same owce też przy takiej ilości dzwonków.- trudno było się nie zgodzić, chociaż nie umiała sobie nawet wyobrazić takiej ilości owiec w jednym miejscu. Czy poza byciem myśliwym, był też pasterzem lub raczej umiał i tym się zająć? Na jego słowa wywróciła nieco oczami, bez cienia negatywnych emocji jednak.- Wiesz, że wszystkie owce, które miałam okazję widzieć na żywo, były obcięte krótko? Nie były tak rozkosznie puszyste. Jak są, nie przypomina Ci to trochę chmur?
Zapytała całkiem zdziwiona, bo przecież nawet rysunek owcy było najprościej zacząć od obłoku, a potem dorobić kończyny i pysk.
- Patrzysz na mnie w ten swój sposób znowu. - zauważyła, jego śladem unosząc brwi. Te jego niebieskie spojrzenie oceniało, wstawiało ją w ramki jego kryteriów, zasad i sposobu życia. Nie miała jednak z jakiegoś powodu odwagi, aby powiedzieć mu o tym, że nie mogłaby wygrać z kozicą, bo nie chciałaby jej skrzywdzić. O rzeczach, które powinno się zrobić z ciałem upolowanego zwierzęcia, nie chciała nawet myśleć, chociaż prędzej nauczyłaby się ich niż samego zabicia. Czułaby się źle ze sobą.
Nie odpowiedziała na jego kolejne słowa, wzdychając jedynie dość ciężko. To naprawdę było smutne. Ludzie szybko się przyzwyczajali, ale trudno było jej uwierzyć, że można było akurat do tego widoku, czy jakiekolwiek innego dzieła natury. To, co było przed oczami, musiało się przecież trochę różnic od tego, co było widocznie poprzednim razem. Żaden wilk nie był taki sam, miał różne zachwiania! - Jeśli nie wilk, to jakie jest Twoje ulubione zwierzę?
Obstawiałaby tu jednak misia.
Na Islandzkim można było połamać sobie język przez to, jak twardo brzmiał — w jej wykonaniu pewnie też odrobinę komicznie, pomijając już nawet kwestię kaleczenia wymowy. Pomyślała jednak, że przy najbliższej okazji, uda się do księgarni i zaopatrzy w podręcznik. Zawsze warto było poświęcać czas na nauczenie się czegoś nowego. - Jak się kiedyś jeszcze spotkamy, to będę umiała coś powiedzieć!
Oznajmiła mu dość pewnie i z uśmiechem, jakby postawiła sobie za cel złożenie prostego zdania. Oczywiście nie było mowy o komunikacji po islandzku, bo nawet po turecku średnio sobie radziła.
- Przecież znaczenie imienia to nie od zodiaku chyba, co? Lubię znaczenie imion, one też nas definiują. Mam wrażenie, że świat narzuca związane z nim cechy i zawsze pasuje do osoby, która je nosi. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż nie była pewna, czy będzie w stanie zrozumieć, o co jej chodziło. Ona jednak była chaosem, a on szczęściem — przynajmniej dla niej, prawda? Musiało w tym być ziarno prawdy. Szczęśliwy Niedźwiedź!
Pokręciła szybko głową, a uparte błyski pojawiły się w jej oczach. - Nie. Nauczę się poprawnie Hjalmar.
Brunetka nie była pewna, jak bardzo skaleczyła jego imię tym razem, ale chciała używać tego głównego i właściwego, zwłaszcza jeśli miał takie znaczenie. Cieszyła się, że nie wybrali jej tureckiego imienia, większość damskich brzmiała naprawdę dziwnie i się jej nie podobała. Lepiej być Pandorą niż Aydem czy Mihrimah.
Najpierw zamrugała zaskoczona, a potem roześmiała się na ten nietuzinkowy chyba komplement, chociaż lepiej było mieć oczy, jak niebo niż jak gorzałka. Brąz był dość pospolitym kolorem oczu, ale na szczęście było wiele jego odcieni. - To najbardziej oryginalne, co usłyszałam. Jak lubisz gorzałkę, to, gdy dotrzemy na miejsce, dam Ci tą, którą przywiozłam. W podziękowaniu.
Nuta w tonie jej głosu świadczyła o tym, że już zdecydowała i raczej nie zniosłaby odmowy. Tyle przynajmniej mogła zrobić za uratowanie jej z opresji, nawet jeśli okraszonej odrobiną awantury.
- To wolałabym nie, za długo by trzeba było czekać. Dam radę! - postanowiła więc, odchylając na chwilę głowę do tyłu i patrząc na przebijające się przez korony niebo, czując śnieg na twarzy. - Dziękuję Niedźwiadku.
Brzmiała na nieco zaskoczoną i zawstydzoną, bo w normalnych okolicznościach by mu odmówiła, ale teraz naprawdę chciała tego wilka zobaczyć. I faktycznie zaczynała czuć już ramiona. Wykonała obronny ruchu rękoma. - Będę cicho, jak mysz. Zresztą i tak nie dałbyś mu mnie zjeść.
Zapewniła go jeszcze z odrobiną figlarności, puszczając mu oczko. Była tak szczęśliwa i tak zachwycona wizja tego wilka, że zgodziłaby się na wszystko, byle go zobaczyć. Nawet ewentualne zakrycie ust dłonią w razie konieczności. Pomimo ekscytacji wiedziała jednak, że to niebezpieczne i nie wybaczyłaby sobie, gdyby naraziła go w jakikolwiek sposób — nawet jeśli to mężczyzna był tym doświadczonym z ich duetu.
Gdy ruszyli, faktycznie trzymała się blisko niego, ale nie w sposób nachalny lub taki, który mógłby mu przeszkadzać w tropieniu. Bez plecaka była znacznie szybsza i zwinniejsza, łatwiej było utrzymać równowagę w śniegu, chociaż często korzystała ze śladów, które zrobił Hjal. Las był ciemny i gęsty, koronami drzew okazjonalnie poruszał wiatr, roznosząc ze sobą szelest skrzydeł Pegaza, który trzymał się blisko nich. Było jej trochę chłodno, śnieg sypał wolniej w gęstwinie, ale wciąż był upierdliwy. Szczypały też ją trochę płuca, zarówno od wysiłku, jak i chłodnego powietrza, ale na takie rzeczy Pandora nigdy nie narzekała. Nie była księżniczką, mogła naprawdę wiele wytrzymać, zwłaszcza gdy miała cel. Jej towarzysz wygląd za to, jak po porannym spacerze, jakby ich marsz w ogóle mu nie przeszkadzał. Było to godne podziwu, jak dobrą miał kondycję i odporność na warunki.
Robiła to, co on i to najlepiej, jak umiała. I gdy tylko odchylił gałęzie, a jej oczom ukazała się majestatyczna zwierzyna, dosłownie rozchyliła usta w niemym zachwycie. Wilk był piękny, mienił się srebrem w odbijającym się od śniegu świetle. Wyglądał dość młodo, miał potężne łapy i puszysty ogon. Była przekonana, że mogłaby patrzeć na niego godzinami i by się jej nie znudził. Miał zaskakująco duże, błyszczące oczy. Był dumny, zupełnie inny od osobnika, którego widziała w zoo. Czy można było udomowić wilka? Odwróciła głowę w stronę myśliwego, bezgłośnie mu dziękując, bo miała naprawdę chęć rzucić się mu na szyję, gdyby nie sytuacja, w której tkwili. Zgubienie się w lesie było najlepszym, co ja spotkało ostatnio.
Był samotny, miał stado, czekał na kogoś? Mogłaby go porwać? Zacisnęła chłodne wargi, wciąż kręcąc głową z zachwytem i niedowierzaniem.