22.04.2023, 13:09 ✶
Podczas gdy ktoś inny mógł dopatrzeć się w słowach Gio drugiego znaczenia, ona w swym nieogarnięciu nie widziała w jego "groźbie " nic niestosownego.
-Możesz go spytać, może Tobie akurat się wygada. Chociaż wątpię, jest strasznie uparty. Aż dziwię się, że jego patronusem nie jest osioł - wzruszyła lekko ramionami. Na jej twarzy na moment pojawił się uśmiech - Zawsze jesteś mile widziany. Daj tylko znać, kiedy miałbyś ochotę nas odwiedzić, to może nawet uda mi się zebrać wszystkich - kuzynostwo, siostrę i całą resztę domowników. Oczywiście, nie nie widziała w tym niczego dziwnego. Uświadomiłaby sobie dopiero po czasie, gdy ojciec i siostra rzucaliby sobie wymowne spojrzenia i niegroźne, sugestywne docinki w jej stronę.
Zaskukała do drzwi. Te nie otworzyły się z początku, choć słychać było, że ktoś ewidentnie za nimi jest. Dopiero po chwili uchyliły się, a przez niewielką szparę można było dostrzec drobnej postury brunetkę, na oko w wieku Gio.
-Cześć Ann…- zaczęła Dani. Drzwi otworzyły się szerzej, a kobieta popędzającym gestem zaprosiła ich do środka.
- Możesz następnym razem się zapowiadać? List, cokolwiek. Myślałam, że zawału dostanę… - wyrzuciła z siebie w pierwszej chwili. Odetchnęła z ulgą, spoglądając to na Longbottom, to na Gio. Uniosła pytająco brwi i założyła ręce na biodrach.
-To Giovanni Urquart, mój znajomy…- zaczęła Dani.
-Kawy, herbaty? Usiądźcie…- machnęła ręką w stronę kanapy, stojącej naprzeciwko rozpalonego kominka. - Czemu zawdzięczam waszą niespodziewaną wizytę? Zakładam, że to nie dlatego, że byliście w okolicy i postanowiliście mnie odwiedzić - odezwała się, kierując się do aneksu kuchennego.
-Możesz go spytać, może Tobie akurat się wygada. Chociaż wątpię, jest strasznie uparty. Aż dziwię się, że jego patronusem nie jest osioł - wzruszyła lekko ramionami. Na jej twarzy na moment pojawił się uśmiech - Zawsze jesteś mile widziany. Daj tylko znać, kiedy miałbyś ochotę nas odwiedzić, to może nawet uda mi się zebrać wszystkich - kuzynostwo, siostrę i całą resztę domowników. Oczywiście, nie nie widziała w tym niczego dziwnego. Uświadomiłaby sobie dopiero po czasie, gdy ojciec i siostra rzucaliby sobie wymowne spojrzenia i niegroźne, sugestywne docinki w jej stronę.
Zaskukała do drzwi. Te nie otworzyły się z początku, choć słychać było, że ktoś ewidentnie za nimi jest. Dopiero po chwili uchyliły się, a przez niewielką szparę można było dostrzec drobnej postury brunetkę, na oko w wieku Gio.
-Cześć Ann…- zaczęła Dani. Drzwi otworzyły się szerzej, a kobieta popędzającym gestem zaprosiła ich do środka.
- Możesz następnym razem się zapowiadać? List, cokolwiek. Myślałam, że zawału dostanę… - wyrzuciła z siebie w pierwszej chwili. Odetchnęła z ulgą, spoglądając to na Longbottom, to na Gio. Uniosła pytająco brwi i założyła ręce na biodrach.
-To Giovanni Urquart, mój znajomy…- zaczęła Dani.
-Kawy, herbaty? Usiądźcie…- machnęła ręką w stronę kanapy, stojącej naprzeciwko rozpalonego kominka. - Czemu zawdzięczam waszą niespodziewaną wizytę? Zakładam, że to nie dlatego, że byliście w okolicy i postanowiliście mnie odwiedzić - odezwała się, kierując się do aneksu kuchennego.
let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
beauty and terror
just keep going
no feeling is final