24.04.2023, 21:59 ✶
Parsknęłaby śmiechem na jego myśli, gdyby mogła je czytać. Był takim pokrętnym człowiekiem, a to ona ponoć była usposobieniem chaosu! Islandczyk szybko się denerwował, robiły mu się rozkosznie czerwone policzki, a do tego miał dobre i pomocne usposobienie, chociaż gwałtowne. Jego oczy wiele zdradzały, dużo ludzi mogłoby się obrazić za bezpośredniość błękitnych tęczówek, ale nie Prewettówna.
- Nie wątpię Niedźwiadku. - przyznała bez cienia sarkazmu czy złośliwości, wzruszając delikatnie ramionami. Zdawała sobie sprawę, że życie tutaj wymagało wiele poświęceń i dyscypliny. Pomijając zimno i polowania, istniało pewnie mnóstwo innych czynników tradycyjnych, jak i tych, które pozwalały jego osadzie przetrwać w tym pięknym i surowym miejscu. Nie było czasu na chmurowe owce. - Przepraszam, masz poważniejsze rzeczy na głowie, niż takie bzdety. - dodała po chwili, ściągając na chwilę brwi, bo w jakiś sposób ukuło ją, jak ona miała w życiu, lekko i prosto przy tym, jak miał on. I nie chodziło o to, że mu współczuła, bo taka forma codzienności miała mnóstwo plusów, ale zwyczajnie zastanawianie się nad takimi pierdołami było zbędne. Zdawała sobie sprawę ze swojej nietuzinkowości i tego, jak wielu ludzi mogła irytować, a jednak nie umiała mówić inaczej, niż wprost i tego, co jej chodziło po głowie. Szczerość z pewnością ją kiedyś zgubi.
- Nie wiem, pomyślałam, że ich nie lubisz, bo to szkodniki i jego byś nie wybrał.
Zwykłe skojarzenie, jakieś luźne wnioski z wcześniejszych wypowiedzi. Nie myliła się jednak co do niedźwiedzia i wychodziło na to, że skojarzenia z wilkiem też były poniekąd słuszne. Nie przeszkadzało jej zupełnie jego spojrzenie, ba, często wychodziła mu naprzeciw. - Pasują do Ciebie z pewnych względów. Oj nie rób takiej miny, pewnie mnie nigdy więcej nie spotkasz i będziesz miał spokojne życie bez zagubionych w lesie turystek z pegazem na gwizdnięcie.
Uśmiechnęła się w jego stronę pogodnie, aczkolwiek podręcznik nadal planowała kupić. Dla samej siebie warto byłoby sięgnąć po coś nowego. Może jeszcze runy? Przydałyby się przy jej pozostałych pasjach i zainteresowaniach. Na słowa o imieniu nie odpowiedziała, nie chcąc wywoływać z lasu wściekłego miśka, jedynie kiwnęła głową na znak, że zrozumiała. Cóż, on był siłą i praktycznym podejściem do życia, nic dziwnego, że nie zwracał uwagi na takie rzeczy. Nie miał na to czasu, nijak miało się to do tego, co sobą reprezentował.
Pokręciła głową na komentarz o sikach, krzyżując ręce pod biustem.
- Hjalmar zapewniam Cię, że to nie tanie paskudztwo. Mój tato bardzo lubi dobry alkohol, a to akurat wzięłam z jego barku. - wyznała mu zgodnie z prawdą, bo sama aż tak na trunkach się nie znała. Miała dość słabą głowę, ją samą przerażała jej nieprzewidywalność po procentowych napojach. Ojciec często takowe dostawał, jeśli zadłużeni ludzie prosili o wydłużenie terminów i nie były to tanie i łatwo dostępne gówna, bo każdy wiedział, że z takimi do Prewetta się nie idzie.
Jego gróźb w żaden sposób nie brała na poważnie, był za przyzwoity i zbyt dobrze wychowany, aby skrzywdzić kogoś za gadanie o tym, co go nie interesowało lub co uznawał za wariactwo. Śnieg z początku zachwycający, odrobinę irytował i sprawiał, że robiło się coraz zimniej. Nawet nie wiedziała, która jest godzina przez wszystkie wydarzenia tego wieczoru.
Miała wrażenie, że ten wilk słyszy, jak głośno bije jej serce z wrażenia i do tego jest świadom epitetów, których używała do podkreślenia jego majestatu. Nie mogla się nadziwić, jak ładne i pozornie słodkie mogło być mordercze stworzenie o bystrych oczach. Doceniała to, co mężczyzna dla niej zrobił, trzymając swój topór za pasem i nie skracając zwierzęcia o głowę, chociaż biel kontrastująca ze szkarłatem mogła też być w pewien sposób dla niego piękna, jak wilk dla niej. Westchnęła bezgłośnie, czując, jak palce zaciskają się jej w pięści, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Kochała życie, kochała świat i uwielbiała każdą jego kreację, takie momenty najmocniej ją utwierdzały w tym przekonaniu. A potem zdarzył się jakiś cud, na tyle wielki w jej wytrzeszczonych teraz oczach, że zakryła usta dłonią, żeby nie tkwiły rozdziawione. Liczyła osobniki, starając się przyjrzeć każdemu i znaleźć w nich jakieś cechy szczególne. Szczeniaki miły na tyle zachwycające, że chęć kradzieży jednego i wychowania rosła. Czemu nie mogłaby poradzić sobie z wilkiem, skoro umiała hodować abraksany i mnóstwo innych zwierząt? Odprowadziła watahę wzrokiem, a gdy ta zniknęła w gęstwinie, opadła na tyłek, lądując w śniegu i łapiąc oddech. Odwróciła zdumioną buzię w stronę towarzysza, czując, jak drżą jej dłonie.
- To był jeden z najpiękniejszych widoków, jakie miałam w życiu. Dziękuje, że mi z tym pomogłeś i powstrzymałeś się ze swoją tradycją. - rzuciła w jego kierunku głosem całkiem rozczulonym, nie mogąc wciąż przestać się uśmiechać. Jego śmiech sprawił, że i ona roześmiała się pogodnie, kiwając głową. - Chodźmy, nie mogę dłużej zajmować Ci wieczora. No i muszę zrobić ten wykres, bo mnie klient zabije. - zgodziła się, niezgrabnie podnosząc się z ziemi i otrzepując się ze śniegu. Wyciągnęła w jego stronę dłoń. - Już mogę odciążyć Cię z tym plecakiem, bardzo mi pomogłeś.
Głupio jej było wykorzystywać go jeszcze bardziej.
Gdy ruszyli w stronę źródeł, szła grzecznie obok, nie zadając mu już zbędnych pytań, wciąż uśmiechając się pod nosem i wracając w umyśle do tej wilczej rodziny, która zniknęła gdzieś w puszczy. Czuła coraz silniejsze zmęczenie, przedzieranie się przez śnieg i zarośla dało jej w kość na tyle, że przewidywała nadciągające przeziębienie, ale było warto. - Jeśli kiedyś będę miała okazję znaleźć szczeniaka bez rodziny, spróbuję go oswoić. - mruknęła w jego stronę, gdy wychodzili z krzaków na punkt widokowy. Zatrzymała się gwałtownie, unosząc głowę na obsypane gwiazdami i błyszczące od zorzy niebo, kolejny raz nie wiedząc, co powiedzieć z zachwytu. Ze źródeł buchała para, na pewno były przyjemne, ale nie miała odwagi z nich skorzystać — nie wiedziała, jak było tam głęboko. - Chyba się zakochałam w Islandii. - powiedziała do niego, odwracając głowę tak, aby spojrzeć na niego przez ramię, nie wiedząc, kiedy właściwie przeszła tak szybko do przodu, chyba w pogoni za jakąś smugą światła. Na tle zieleni i różu nakreśliła się sylwetka pegaza, szelest skrzydeł był coraz głośniejszy. Pandora stuknęła się czoło, zsuwając plecak z ramion i kładąc go na ziemi, kucnęła i zsunęła rękawiczki z palców, a potem zaczęła w nim grzebać w poszukiwaniu obiecanej butelki. - Zaproponowałabym Ci, żebyś został, ale pewnie masz lepsze rzeczy do roboty. - oznajmiła mu z westchnięciem, wysuwając litrową butelkę w jego stronę. - To Raki, Turecka wódka ze stron mojej mamy. Miałam dać Ci whisky, ale to będzie lepsze, zapamiętasz mnie, chociaż!
- Nie wątpię Niedźwiadku. - przyznała bez cienia sarkazmu czy złośliwości, wzruszając delikatnie ramionami. Zdawała sobie sprawę, że życie tutaj wymagało wiele poświęceń i dyscypliny. Pomijając zimno i polowania, istniało pewnie mnóstwo innych czynników tradycyjnych, jak i tych, które pozwalały jego osadzie przetrwać w tym pięknym i surowym miejscu. Nie było czasu na chmurowe owce. - Przepraszam, masz poważniejsze rzeczy na głowie, niż takie bzdety. - dodała po chwili, ściągając na chwilę brwi, bo w jakiś sposób ukuło ją, jak ona miała w życiu, lekko i prosto przy tym, jak miał on. I nie chodziło o to, że mu współczuła, bo taka forma codzienności miała mnóstwo plusów, ale zwyczajnie zastanawianie się nad takimi pierdołami było zbędne. Zdawała sobie sprawę ze swojej nietuzinkowości i tego, jak wielu ludzi mogła irytować, a jednak nie umiała mówić inaczej, niż wprost i tego, co jej chodziło po głowie. Szczerość z pewnością ją kiedyś zgubi.
- Nie wiem, pomyślałam, że ich nie lubisz, bo to szkodniki i jego byś nie wybrał.
Zwykłe skojarzenie, jakieś luźne wnioski z wcześniejszych wypowiedzi. Nie myliła się jednak co do niedźwiedzia i wychodziło na to, że skojarzenia z wilkiem też były poniekąd słuszne. Nie przeszkadzało jej zupełnie jego spojrzenie, ba, często wychodziła mu naprzeciw. - Pasują do Ciebie z pewnych względów. Oj nie rób takiej miny, pewnie mnie nigdy więcej nie spotkasz i będziesz miał spokojne życie bez zagubionych w lesie turystek z pegazem na gwizdnięcie.
Uśmiechnęła się w jego stronę pogodnie, aczkolwiek podręcznik nadal planowała kupić. Dla samej siebie warto byłoby sięgnąć po coś nowego. Może jeszcze runy? Przydałyby się przy jej pozostałych pasjach i zainteresowaniach. Na słowa o imieniu nie odpowiedziała, nie chcąc wywoływać z lasu wściekłego miśka, jedynie kiwnęła głową na znak, że zrozumiała. Cóż, on był siłą i praktycznym podejściem do życia, nic dziwnego, że nie zwracał uwagi na takie rzeczy. Nie miał na to czasu, nijak miało się to do tego, co sobą reprezentował.
Pokręciła głową na komentarz o sikach, krzyżując ręce pod biustem.
- Hjalmar zapewniam Cię, że to nie tanie paskudztwo. Mój tato bardzo lubi dobry alkohol, a to akurat wzięłam z jego barku. - wyznała mu zgodnie z prawdą, bo sama aż tak na trunkach się nie znała. Miała dość słabą głowę, ją samą przerażała jej nieprzewidywalność po procentowych napojach. Ojciec często takowe dostawał, jeśli zadłużeni ludzie prosili o wydłużenie terminów i nie były to tanie i łatwo dostępne gówna, bo każdy wiedział, że z takimi do Prewetta się nie idzie.
Jego gróźb w żaden sposób nie brała na poważnie, był za przyzwoity i zbyt dobrze wychowany, aby skrzywdzić kogoś za gadanie o tym, co go nie interesowało lub co uznawał za wariactwo. Śnieg z początku zachwycający, odrobinę irytował i sprawiał, że robiło się coraz zimniej. Nawet nie wiedziała, która jest godzina przez wszystkie wydarzenia tego wieczoru.
Miała wrażenie, że ten wilk słyszy, jak głośno bije jej serce z wrażenia i do tego jest świadom epitetów, których używała do podkreślenia jego majestatu. Nie mogla się nadziwić, jak ładne i pozornie słodkie mogło być mordercze stworzenie o bystrych oczach. Doceniała to, co mężczyzna dla niej zrobił, trzymając swój topór za pasem i nie skracając zwierzęcia o głowę, chociaż biel kontrastująca ze szkarłatem mogła też być w pewien sposób dla niego piękna, jak wilk dla niej. Westchnęła bezgłośnie, czując, jak palce zaciskają się jej w pięści, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Kochała życie, kochała świat i uwielbiała każdą jego kreację, takie momenty najmocniej ją utwierdzały w tym przekonaniu. A potem zdarzył się jakiś cud, na tyle wielki w jej wytrzeszczonych teraz oczach, że zakryła usta dłonią, żeby nie tkwiły rozdziawione. Liczyła osobniki, starając się przyjrzeć każdemu i znaleźć w nich jakieś cechy szczególne. Szczeniaki miły na tyle zachwycające, że chęć kradzieży jednego i wychowania rosła. Czemu nie mogłaby poradzić sobie z wilkiem, skoro umiała hodować abraksany i mnóstwo innych zwierząt? Odprowadziła watahę wzrokiem, a gdy ta zniknęła w gęstwinie, opadła na tyłek, lądując w śniegu i łapiąc oddech. Odwróciła zdumioną buzię w stronę towarzysza, czując, jak drżą jej dłonie.
- To był jeden z najpiękniejszych widoków, jakie miałam w życiu. Dziękuje, że mi z tym pomogłeś i powstrzymałeś się ze swoją tradycją. - rzuciła w jego kierunku głosem całkiem rozczulonym, nie mogąc wciąż przestać się uśmiechać. Jego śmiech sprawił, że i ona roześmiała się pogodnie, kiwając głową. - Chodźmy, nie mogę dłużej zajmować Ci wieczora. No i muszę zrobić ten wykres, bo mnie klient zabije. - zgodziła się, niezgrabnie podnosząc się z ziemi i otrzepując się ze śniegu. Wyciągnęła w jego stronę dłoń. - Już mogę odciążyć Cię z tym plecakiem, bardzo mi pomogłeś.
Głupio jej było wykorzystywać go jeszcze bardziej.
Gdy ruszyli w stronę źródeł, szła grzecznie obok, nie zadając mu już zbędnych pytań, wciąż uśmiechając się pod nosem i wracając w umyśle do tej wilczej rodziny, która zniknęła gdzieś w puszczy. Czuła coraz silniejsze zmęczenie, przedzieranie się przez śnieg i zarośla dało jej w kość na tyle, że przewidywała nadciągające przeziębienie, ale było warto. - Jeśli kiedyś będę miała okazję znaleźć szczeniaka bez rodziny, spróbuję go oswoić. - mruknęła w jego stronę, gdy wychodzili z krzaków na punkt widokowy. Zatrzymała się gwałtownie, unosząc głowę na obsypane gwiazdami i błyszczące od zorzy niebo, kolejny raz nie wiedząc, co powiedzieć z zachwytu. Ze źródeł buchała para, na pewno były przyjemne, ale nie miała odwagi z nich skorzystać — nie wiedziała, jak było tam głęboko. - Chyba się zakochałam w Islandii. - powiedziała do niego, odwracając głowę tak, aby spojrzeć na niego przez ramię, nie wiedząc, kiedy właściwie przeszła tak szybko do przodu, chyba w pogoni za jakąś smugą światła. Na tle zieleni i różu nakreśliła się sylwetka pegaza, szelest skrzydeł był coraz głośniejszy. Pandora stuknęła się czoło, zsuwając plecak z ramion i kładąc go na ziemi, kucnęła i zsunęła rękawiczki z palców, a potem zaczęła w nim grzebać w poszukiwaniu obiecanej butelki. - Zaproponowałabym Ci, żebyś został, ale pewnie masz lepsze rzeczy do roboty. - oznajmiła mu z westchnięciem, wysuwając litrową butelkę w jego stronę. - To Raki, Turecka wódka ze stron mojej mamy. Miałam dać Ci whisky, ale to będzie lepsze, zapamiętasz mnie, chociaż!