Stwierdzenie, które padło z ust młodego Bulstrode'a, nie uszło jego uwadze. Nie zamierzał posyłać temu Aurorowi potępiającego spojrzenia ani wyrażać głośno swojego oburzenia. W konserwatywnych rodzinach, takich jak jego własna wygłaszanie antymugolskich też było na porządku dziennym. Nie przebierali w słowach i nie szczędzili swojej pogardy względem mugoli i szlam, które pełzały po ziemi.
— W istocie. Mugole są przecież słabsi od nas, czarodziejów czystej krwi — Przytaknął temu stwierdzeniu, sprowadzając tę zależność do tego, co miało dla niego niebagatelne znaczenie – ideologii czystości krwi. Podług niej dzielił czarodziejów na lepszych i gorszych, odnosząc się do tych drugich z pogardą. Nawet teraz ona wybrzmiała w jego głosie, gdy wypowiadał te słowa. Na tym się skończyło. Nie powinno to nikogo dziwić. Nie było to wyrażenie poparcia dla reżimu Czarnego Pana. Nie był taki głupi aby robić to jawnie, bez czarnej szaty i maski chroniącej jego tożsamość maski. Chester w podobny sposób postrzegałby ustanowienie zakazu palenia w Dziurawym Kotle. To nie spodobałoby większości stałych bywalców tego pubu. Nie mówiąc już o tym pubie "Biały Wiwern", pełnym szemranej klienteli. Czasami przekraczał jego próg, głównie w sprawach służbowych.
Rookwood rzadko wdawał się w rozmowy podczas służby, zwłaszcza jeśli nie było ku temu powodu. Nie bez znaczenia była różnica wieku pomiędzy nimi. Z partnerem będącym w zbliżonym wieku albo z takim, z którym często patrolował dany rewir o wiele łatwiej było o sposobność do prowadzenia rozmowy. Atreus mógłby być jego synem, co już sprawiało, że znacznie łatwiej dogadałby się ze swoimi rówieśnikami, nawet z jego dziećmi. To co powiedział na temat mugoli mogło okazać się wstępem do rozmowy na ten temat.
Ten incydent z kotem wielce go rozczarował jako Aurora. Czasy, w których podejmował się takich interwencji miał dawno za sobą i wolał aby tak pozostało. Sytuacja wyglądała tak jakby wszystkie szumowiny z magicznego Londynu postanowiły się zmówić i wziąć wolne od praktykowania wszelkiej niegodziwości. Natomiast on w obecnej sytuacji miał związane ręce i nie mógł nic zrobić temu dzieciakowi. Po podjętej próbie pochwycenia kocura i spostrzeżeniu, że Bulstrode sam spróbował tego dokonać, uznał że tutaj kończy się ich rola.
— Możesz zgłosić się o pomoc do Brygadzistów — Poinstruował to dziecko od niechcenia. Jeśli zastosuje się do tej instrukcji to dobrze. Jeśli nie, cóż... trudno. Może jeśli opuści ten zaułek to jakiś BUMowiec się napatoczy i temu zaradzi. Płacz tego dziecka nie poruszył jego sumienia. Jako ojciec dwójki dorosłych już dzieci mniej więcej wiedział, że rozpłakane dzieci należy uspokoić, ale gdy Vespera i Ulysses byli w podobnym wieku co ta dziewczynka to tym zajmowała się jego zmarła żona i zatrudniona niania. Nie był też rodzicem ani opiekunem tego smarkacza i nie zamierzał zniżać się do roli opiekunki do cudzych dzieci.
— Na Nokturn — Odpowiedział bez wahania, podobnie jak jego towarzysz odwracając się do smarkuli plecami. Jako pierwszy skierował swoje kroki w stronę Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Może gdy przekroczą próg tej ulicy okaże się, że typy spod ciemnej gwiazdy nie zrobiły sobie dnia wolnego i czeka na nich sprawa bardziej odpowiednia do posiadanych przez nich kwalifikacji.