30.04.2023, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2023, 20:54 przez Louvain Lestrange.)
Z jego perspektywy, w latach szkolnych, była to ciężka znajomość. Nie dlatego, że był między nimi jakiś problem, wręcz przeciwnie potrafili się porozumieć zaskakująco dobrze. Zaskakująco jak na chłopaczka który usilne próbował uchodzić za chłodną jednostkę, która dobrze odnajdywała się przy w znęcaniu się nad młodszymi rocznikami z pozostałych domów. Młoda Severine w tamtych czasach w swoich długich spodniach zamiast spódnicy jak wskazywała etykieta, była idealnym materiałem do drwin i zaczepek. Rzeczywistość jednak zweryfikowała go lepiej, niż on sam i miodowłosa krukona zamiast stać się ofiarą jego bullyingu, stała się przyjaciółką szczerych rozmów. Dopiero z perspektywy czasu rozumiał, że to dzięki niej przyswoił rzadko spotykaną wśród jego rówieśników z dormitorium, umiejętność rozmowy o uczuciach. Miała w sobie coś z Loretty, przynajmniej takie miał odczucie kiedy spędzali wspólnie czas wolny. Bo oprócz bliźniaczki tylko przy niej potrafił otworzyć się na tyle by móc rozmawiać szczerze, bez udawania kogoś kim nawet nie był. Jednak to wszystko miało swoją cenę, najczęściej wtedy kiedy pod presją grupy musiał tłumaczyć się, co takiego robił w towarzystwie osetki. W takich sytuacjach niestety Lou okazywał się jednak bardziej cyniczny, niż lojalny, zmyślając niemiłe bzdury na temat przyjaciółki, byle nie zostać odtrącony przez grupę i nie stracić statusu społecznego wśród ślizgonów. Czasem tłumaczył te oszczerstwa swojemu poczuciu winny tym, że robi to, żeby ją chronić przed innymi, że gdyby stawał otwarcie w jej obronie to mogłoby ją spotkać coś gorszego, niż wredne przezwisko. Nie mówił jej o tym w jaki sposób obrazuje ich znajomość przed koleżkami, jednak próżna potrzeba poklasku i przynależności do grupy, była mu równie potrzebna co relacja z Severine.
Nie chciał jej zranić, ani w żaden sposób naruszyć ich przyjaźni. Rozmyślając nad tym co między nimi zaszło w instynktownym i zepsutym odruchu przychodziło mu przez myśl, żeby wyskoczyć z atakiem wyprzedzającym i rozegrać to przez drwiny jak na wrednego chłopaka przystało. Kiedy nie wiedział jak się powinien zachować, agresja jako obrona własna przychodziła mu z łatwościom, jednak w żadnym wypadku nie mógłby tak potraktować swojej praktycznie jedynej, szczerej przyjaciółki. To co się stało było błędem, bo nic poza niezręcznością i kłopotliwą atmosferą nie wniosło pozytywnego do ich relacji. - Koledzy? Moi? Daj namiar, chętnie ich poznam - odparł nie myśląc zbyt długo nad odpowiedzią, uśmiechając się zadziornie. To już raczej nie te czasy, kiedy martwiłby się opinią kogoś innego, niż najbliższe mu osoby. A kolegów zostawił w szatni dla zawodników, razem z poprzednią karierą. - I to dużo - odpowiedział na jej propozycję nie ukrywając swojego spięcia sytuacją. Gdyby tylko wiedział to co Severine, pewnie nawet nie siliłby się na żarty, tylko zalazł się zimnym potem. - Po prostu chodzi o to, że... - po chwili niezręcznej ciszy kontynuował swoją opowieść. Przerwał na moment, wzrokiem błądząc po suficie, podłodze, ścianach, wszędzie tylko nie na postaci towarzyszki. Czoło zmarszczyło mu się jak u starego goblina, a palcami wciskał swoje skronie prawie, że do wnętrza czaszki. - Zwyczajnie komuś mogłoby być przykro, gdyby się o tym dowiedział - dopowiedział, ale zamiast wyklarować sytuacje, chyba tylko jeszcze bardziej namącił.
Nie chciał jej zranić, ani w żaden sposób naruszyć ich przyjaźni. Rozmyślając nad tym co między nimi zaszło w instynktownym i zepsutym odruchu przychodziło mu przez myśl, żeby wyskoczyć z atakiem wyprzedzającym i rozegrać to przez drwiny jak na wrednego chłopaka przystało. Kiedy nie wiedział jak się powinien zachować, agresja jako obrona własna przychodziła mu z łatwościom, jednak w żadnym wypadku nie mógłby tak potraktować swojej praktycznie jedynej, szczerej przyjaciółki. To co się stało było błędem, bo nic poza niezręcznością i kłopotliwą atmosferą nie wniosło pozytywnego do ich relacji. - Koledzy? Moi? Daj namiar, chętnie ich poznam - odparł nie myśląc zbyt długo nad odpowiedzią, uśmiechając się zadziornie. To już raczej nie te czasy, kiedy martwiłby się opinią kogoś innego, niż najbliższe mu osoby. A kolegów zostawił w szatni dla zawodników, razem z poprzednią karierą. - I to dużo - odpowiedział na jej propozycję nie ukrywając swojego spięcia sytuacją. Gdyby tylko wiedział to co Severine, pewnie nawet nie siliłby się na żarty, tylko zalazł się zimnym potem. - Po prostu chodzi o to, że... - po chwili niezręcznej ciszy kontynuował swoją opowieść. Przerwał na moment, wzrokiem błądząc po suficie, podłodze, ścianach, wszędzie tylko nie na postaci towarzyszki. Czoło zmarszczyło mu się jak u starego goblina, a palcami wciskał swoje skronie prawie, że do wnętrza czaszki. - Zwyczajnie komuś mogłoby być przykro, gdyby się o tym dowiedział - dopowiedział, ale zamiast wyklarować sytuacje, chyba tylko jeszcze bardziej namącił.