01.05.2023, 21:47 ✶
Prawdopodobnie Leta nie powinna była robić wielu rzeczy w swoim życiu – a jednak „(nie)powinność” często-gęsto nie miała specjalnego znaczenia. Byleby tylko nie dać się przyłapać – to najważniejsze. A reszta… reszta już była milczeniem.
Tyle że zazwyczaj nie kończyło się to niekończącym się spadaniem – przecież nie potrafiła latać! Nie potrafiła się transmutować! Nawet niczego innego też nie potrafiła; z niewiadomych przyczyn wszelkie zaklęcia z tej dziedziny w najlepszym razie spełzały na niczym, o ile nie kończyły się katastrofą imponujących rozmiarów.
A lot trwał. I trwał.
I życie tak sobie przelatywało przed oczyma – w końcu była całkiem pewna, że zaraz skończy jako mokra plama. Czy Cathal i spółka będą jej szukać? Czy znajdą w tej dziurze zdającej się nie mieć końca? Czy przyjdzie jej tu zamienić w szkielet – i to bezdomny szkielet, skoro w razie nieodnalezienia zdecydowanie nie mogła liczyć na jakiś ładny grobowiec? Już nawet nie musiał być rodem z Egiptu, ale jakiś by się przydał!
Taki w sam raz do straszenia nieproszonych intruzów.
Ale w plamę, niespodziewanie, się nie zamieniła. Co było dość dziwne, zwłaszcza że nawet jeśli wylądowała na czymś miękkim, to biorąc pod uwagę, jak długo trwał ten lot… nie ma bata, powinna być plamą! A tymczasem jedynie się odbiła. Raz, drugi… zamarła na dość długą chwilę w bezruchu, usiłując przetworzyć wszystko, co się właśnie wydarzyło.
Naprawdę nie umarła, choć powinna była.
I bodaj ostatnim chyba, czego się teraz spodziewała, było usłyszenie pytania. Omamy? Nie, nie omamy. Drgnęła, poderwała się nagle, odruchowo szukając różdżki (no gdzieś powinna być!) i… znów się zdumiała. Kwiatki, grzybki, gąsienica, tabliczki najróżniejszej maści – nigdy nie widziała takich. Znaczy, tabliczki jako takie jak najbardziej, ale „uśmiech bez kota”? Króliki jakieś?! Aż się uszczypnęła w udo, chcąc się upewnić, że nie śni. Bo prawdziwy świat chyba nie był tak stuknięty?
Z drugiej strony, mówić o stuknięciu w świecie, w którym funkcjonuje magia i tym samym możliwym było mnóstwo rzeczy…
Potrząsnęła głową, przetarła oczy. Spiła się w trzy dupy czy co? Króliki. Nie. Nosiły. Fraków. Ani cylindrów. A ich łapki nie umożliwiały niesienia zegarka podczas kicania! Nienienienienie, nie, to musiał być omam…
- Leta – wypaliła, gdy żądanie Gąsienicy ściągnęło na nią uwagę kobiety. Dość skutecznie – A ty to kto? I od kiedy gąsienice palą fajki?
I dlaczego ten (nie)robal miał wielce znajomą twarz…?
Tyle że zazwyczaj nie kończyło się to niekończącym się spadaniem – przecież nie potrafiła latać! Nie potrafiła się transmutować! Nawet niczego innego też nie potrafiła; z niewiadomych przyczyn wszelkie zaklęcia z tej dziedziny w najlepszym razie spełzały na niczym, o ile nie kończyły się katastrofą imponujących rozmiarów.
A lot trwał. I trwał.
I życie tak sobie przelatywało przed oczyma – w końcu była całkiem pewna, że zaraz skończy jako mokra plama. Czy Cathal i spółka będą jej szukać? Czy znajdą w tej dziurze zdającej się nie mieć końca? Czy przyjdzie jej tu zamienić w szkielet – i to bezdomny szkielet, skoro w razie nieodnalezienia zdecydowanie nie mogła liczyć na jakiś ładny grobowiec? Już nawet nie musiał być rodem z Egiptu, ale jakiś by się przydał!
Taki w sam raz do straszenia nieproszonych intruzów.
Ale w plamę, niespodziewanie, się nie zamieniła. Co było dość dziwne, zwłaszcza że nawet jeśli wylądowała na czymś miękkim, to biorąc pod uwagę, jak długo trwał ten lot… nie ma bata, powinna być plamą! A tymczasem jedynie się odbiła. Raz, drugi… zamarła na dość długą chwilę w bezruchu, usiłując przetworzyć wszystko, co się właśnie wydarzyło.
Naprawdę nie umarła, choć powinna była.
I bodaj ostatnim chyba, czego się teraz spodziewała, było usłyszenie pytania. Omamy? Nie, nie omamy. Drgnęła, poderwała się nagle, odruchowo szukając różdżki (no gdzieś powinna być!) i… znów się zdumiała. Kwiatki, grzybki, gąsienica, tabliczki najróżniejszej maści – nigdy nie widziała takich. Znaczy, tabliczki jako takie jak najbardziej, ale „uśmiech bez kota”? Króliki jakieś?! Aż się uszczypnęła w udo, chcąc się upewnić, że nie śni. Bo prawdziwy świat chyba nie był tak stuknięty?
Z drugiej strony, mówić o stuknięciu w świecie, w którym funkcjonuje magia i tym samym możliwym było mnóstwo rzeczy…
Potrząsnęła głową, przetarła oczy. Spiła się w trzy dupy czy co? Króliki. Nie. Nosiły. Fraków. Ani cylindrów. A ich łapki nie umożliwiały niesienia zegarka podczas kicania! Nienienienienie, nie, to musiał być omam…
- Leta – wypaliła, gdy żądanie Gąsienicy ściągnęło na nią uwagę kobiety. Dość skutecznie – A ty to kto? I od kiedy gąsienice palą fajki?
I dlaczego ten (nie)robal miał wielce znajomą twarz…?