01.05.2023, 21:16 ✶
Miał faktycznie dość ciekawą i bogatą ekspresję, której pewnie nie był świadom. Starał się trzymać chyba dystans, ale daleko było mu do osoby chłodnej, jak ona. Miał w sobie coś słonecznego, zupełnie jak Fergus. To chyba u Olivanderów było rodzinne. Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, zastanawiając się, dlaczego akurat jej towarzystwo? Z polecenia kuzyna? Słuchała go uważnie i z zainteresowaniem, była z natury była ciekawa. Nie umiała wyobrazić sobie życia bez wzroku, jak miałaby wtedy robić sekcje? Czy świat pogrążony w ciemności, bez księżyca i gwiazd na niebie, nie był trochę straszny?
- Przepraszam, jeśli zadaje niewygodne pytania. - rzuciła szybko, korzystając z przerwy w jego wypowiedzi, zdając sobie sprawę, że mogła zabrzmieć niegrzecznie. Nie musiał mieć ochoty wcale o tym mówić, a jednak kontynuował. Wyczulenie na magię było jeszcze bardziej intrygujące niż kwestia wyostrzenia innych zmysłów. Jej palce stuknęły w udo, delikatnie wbijając się w materiał ubrania i wydając cichy szum. To też usłyszał? Nieco zbił ją z tropu nagły dotyk, jednak nie cofnęła się, pozwalając mu na pozostawienie palców tam, gdzie je zostawił. - To wyjaśnia, jak poruszasz się tak sprawnie po Ministerstwie. To właściwie wiele mi tłumaczy.
Przyznała szczerze, nie wchodząc jednak w szczegóły, chociaż już doszukiwała się nowych rzeczy i powiązań z nim związanych w swojej głowie. Ludzie byli jak puzzle, niewiele układanek było trudnych i wartych poświęconego czasu — nie umiała zdecydować, jakimi był Dellian. Na pewno przez przyjaźń z Fergusem podchodziła do niego inaczej, niż do obcej osoby, czuła się nieco swobodniej, chociaż wciąż nie ściągała swojej maski.
- To tylko złudzenie, jestem strasznie nudna. - wzruszyła delikatnie ramionami po swoich słowach, widocznie nie lubiąc zwracać na siebie żadnej uwagi. Łatwiej osiągało się cele i łapało ludzi w garść, gdy było się niewidzialnym. Gdy było się nikim. Idąc jego śladem, zrobila kilka łyków kawy. - Zapamiętam, dziękuje za Twoją... Ofertę? Dobroć.
Nie miała pojęcia, jak inaczej to określić. Był strasznie otwartym człowiekiem.
Małżeństwa były okropne, ale użyteczne i taka rzekomo była ich powinność, aby zapewnić wpływu i wzmocnić ród. Pogodziła się z tym, nawet jeśli tego nie chciała. Ojciec niezbyt mógł liczyć na jej brata, została więc ona. Cynthia uznała, że najlepiej to przeciągać, bo lubiła być sama i niezależna. Patrząc na niego, zupełnie nie przypuszczałaby, że mogły kierować nim takie obawy i myśl, że mógłby ciężarem. Radził sobie przecież tak dobrze.
- Pewnie nie. - przyznała z nutą niechęci w głosie, która mogła sugerować, że już próbowała. Castiel był jednak sprawą beznadziejną. Znów zwróciła uwagę na to, w jaki sposób wymawiał jej imię, miękki i łagodny. To było niespotykane. -Dotknąć mojej twarzy?
Powtórzyła nieco ciszej, jakby zaskoczona i zbita z tropu, co nie zdarzało się przecież często, bo była pewną siebie kobietą, która po prostu wiedziała, jak przywołać rumieniec i grać nieśmiałą. Błękitne oczy wędrowały pomiędzy jego twarzą a dłońmi, podczas gdy jej wargi pozostały delikatnie rozchylone. W jakiś sposób ta propozycja wydawała się jej bardziej intymna, niż większość, którą kiedykolwiek dostała.
Chciałbym wiedzieć jak wyglądasz.
Zacisnęła usta, gdy jego słowa kolejny raz rozbrzmiały echem w jej głowie i odchyliła ją na chwilę do tyłu, patrząc w sufit. To była tak dziwna, nagła i odmienna prośba, że nawet nie miała pojęcia, jak miałaby odmówić. Przysunęła się więc bez słowa po odstawieniu kawy, wyciągając w jego stronę dłonie, które zacisnęła na jego palcach i uniosła do góry, kładąc na swoich policzkach. Miała zimne ręce, a twarz chłodną — zwykle tak było, pewnie przez pracę w kostnicy. - Śmiało.
- Przepraszam, jeśli zadaje niewygodne pytania. - rzuciła szybko, korzystając z przerwy w jego wypowiedzi, zdając sobie sprawę, że mogła zabrzmieć niegrzecznie. Nie musiał mieć ochoty wcale o tym mówić, a jednak kontynuował. Wyczulenie na magię było jeszcze bardziej intrygujące niż kwestia wyostrzenia innych zmysłów. Jej palce stuknęły w udo, delikatnie wbijając się w materiał ubrania i wydając cichy szum. To też usłyszał? Nieco zbił ją z tropu nagły dotyk, jednak nie cofnęła się, pozwalając mu na pozostawienie palców tam, gdzie je zostawił. - To wyjaśnia, jak poruszasz się tak sprawnie po Ministerstwie. To właściwie wiele mi tłumaczy.
Przyznała szczerze, nie wchodząc jednak w szczegóły, chociaż już doszukiwała się nowych rzeczy i powiązań z nim związanych w swojej głowie. Ludzie byli jak puzzle, niewiele układanek było trudnych i wartych poświęconego czasu — nie umiała zdecydować, jakimi był Dellian. Na pewno przez przyjaźń z Fergusem podchodziła do niego inaczej, niż do obcej osoby, czuła się nieco swobodniej, chociaż wciąż nie ściągała swojej maski.
- To tylko złudzenie, jestem strasznie nudna. - wzruszyła delikatnie ramionami po swoich słowach, widocznie nie lubiąc zwracać na siebie żadnej uwagi. Łatwiej osiągało się cele i łapało ludzi w garść, gdy było się niewidzialnym. Gdy było się nikim. Idąc jego śladem, zrobila kilka łyków kawy. - Zapamiętam, dziękuje za Twoją... Ofertę? Dobroć.
Nie miała pojęcia, jak inaczej to określić. Był strasznie otwartym człowiekiem.
Małżeństwa były okropne, ale użyteczne i taka rzekomo była ich powinność, aby zapewnić wpływu i wzmocnić ród. Pogodziła się z tym, nawet jeśli tego nie chciała. Ojciec niezbyt mógł liczyć na jej brata, została więc ona. Cynthia uznała, że najlepiej to przeciągać, bo lubiła być sama i niezależna. Patrząc na niego, zupełnie nie przypuszczałaby, że mogły kierować nim takie obawy i myśl, że mógłby ciężarem. Radził sobie przecież tak dobrze.
- Pewnie nie. - przyznała z nutą niechęci w głosie, która mogła sugerować, że już próbowała. Castiel był jednak sprawą beznadziejną. Znów zwróciła uwagę na to, w jaki sposób wymawiał jej imię, miękki i łagodny. To było niespotykane. -Dotknąć mojej twarzy?
Powtórzyła nieco ciszej, jakby zaskoczona i zbita z tropu, co nie zdarzało się przecież często, bo była pewną siebie kobietą, która po prostu wiedziała, jak przywołać rumieniec i grać nieśmiałą. Błękitne oczy wędrowały pomiędzy jego twarzą a dłońmi, podczas gdy jej wargi pozostały delikatnie rozchylone. W jakiś sposób ta propozycja wydawała się jej bardziej intymna, niż większość, którą kiedykolwiek dostała.
Chciałbym wiedzieć jak wyglądasz.
Zacisnęła usta, gdy jego słowa kolejny raz rozbrzmiały echem w jej głowie i odchyliła ją na chwilę do tyłu, patrząc w sufit. To była tak dziwna, nagła i odmienna prośba, że nawet nie miała pojęcia, jak miałaby odmówić. Przysunęła się więc bez słowa po odstawieniu kawy, wyciągając w jego stronę dłonie, które zacisnęła na jego palcach i uniosła do góry, kładąc na swoich policzkach. Miała zimne ręce, a twarz chłodną — zwykle tak było, pewnie przez pracę w kostnicy. - Śmiało.