01.05.2023, 23:51 ✶
Nie paliła często, nie chcąc się uzależnić, a jednak zdarzały się tak nietypowe lub warte celebrowania okazje, że papieros był bardziej odpowiedni, niż kieliszek szampana. Z początku odnalezienie grzybowego atlasu było niepokojące, jednak teraz dostrzegała w tym więcej pożytku i możliwości, niż faktycznie złego. U Borgina warto było mieć przysługę. Jej jasne oczy przyglądały się jego twarzy, gdy odpalała z płomyka papierosa, czując, jak dym wypełnia płuca.
I co właściwie powinnam z nim zrobić?
Nie czuła się na tyle komfortowo, nie ufała mu na tyle, aby pozostać sobą, a jednak fakt, jak zareagowała na znalezisko i wobec niego sprawiał, że noszenie tak uroczej i potulnej maski nie miało najmniejszego sensu. Kłopotliwa sytuacja. Jej umysł zdawał się pracować na najwyższych obrotach, trybiki próbowały dostrzec najlepsze rozwiązanie. Takie sytuacje, chociaż rzadkie i odrobinę ekscytujące, były również ryzykowne. Tkwili chwile w milczeniu, podczas gdy świeczka pochłaniała ulatniający się z używki, szary dym o intensywnym zapachu. Drobna sugestia z jej strony zdawała się zadziałać, dostrzegła to w jego twarzy, tylko czy powiązał grzybobrania bezpośrednio z nią, czy może pomyślał o Lyrcoris? Gdy mówił, nie cofnęła spojrzenia, wciąż siedząc prosto i trzymając papierosa w palcach, zwilżyła usta, przytakując. Ministerstwo było niepewnym gruntem, istotnie, ale tutaj zwykle nie szukano, zwłaszcza gdy pracownik miał dobrą reputację lub sympatię kogoś, kto był na wyższym stanowisku.
- Muszę przyznać Stanley, nikt, kto na Ciebie spojrzy, nie pomyśli o Twojej pasji do hodowania grzybów i sprawdzania ich możliwości. - skomentowała z delikatnym wzruszeniem ramion, wprawiając w ruch jasne, mieniące się srebrem pasmo włosów. Ostrożnie prowadziła rozmowę, skupiała się głównie na tym, co on mówił i sugerował, nie chcąc dać mu żadnych powodów do podejrzeń. Skąd miała wiedzieć, czy mogła mu ufać.
- W porcie są odpowiednie miejsca dla grzybów, jest wilgotno i chłodno, zwłaszcza w odpowiednich magazynach. - zauważyła jeszcze ot tak, odrobinę może sugerując jej ojca. Nie była pewna, jakie miał poglądy polityczne i jak funkcjonował w społeczeństwie magicznym, ale intuicja podpowiadała jej, że znalazłby wspólny język z jej ojcem. Ona sama miała wiedzę, jakieś materiały przywiezione z Nowego Orleanu i dostęp do ciał, ale brakowało jej doświadczenia praktycznego i pewności siebie, aby podejmować się próby wskrzeszenia. Zwłaszcza że faktycznie, im większa moc czarodzieja, tym trudniej będzie nad nim panować. Przecież nawet zaklęcie imperiusa zdolne jednostki umiały przełamać, szczególnie rzucone przez słabszego od siebie oprawcę. Cynthia wsunęła się głębiej w kanapę, wciąż zastanawiając się nad całą tą sytuacją. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że doskonale radziłaby sobie sama w próbach z grzybami, zawsze było pewniej we dwie osoby. Nie wątpiła w swoje umiejętności, nigdy nie wątpiła też w siebie, ale takie przedsięwzięcia były zwyczajnie trudne i niebezpieczne. Odkąd zaczęła pracować jako koroner, nabrała dużo szacunku i dystansu do śmierci, którą widywała każdego dnia.
Gdy powtórzył jej słowa, przytaknęła jedynie głową, wracając do niego wzrokiem, a następnie upijając trochę z kieliszka. Uśmiech sprawił, że odrobinę drgnęła jej brew, bo takowego u Borgina jeszcze nie miała okazji oglądać, jednak nie skomentowała tego, ani jego pewności siebie względem czasu, który poświęcił na przygotowania.
- Intrygujący z Ciebie człowiek.
Skwitowała jedynie z tajemniczym błyskiem w oczach i minimalnie uniesionymi kącikami ust ku górze, odstawiając złapaną wcześniej szklankę na stolik, gdzie było jej miejsce. - Namawiasz mnie do plotkowania?
W jej głosie rozbrzmiała nuta rozbawienia, pokręciła delikatnie głową. Umiała słuchać i obserwować, krojąc ludzi, było na to naprawdę wiele czasu. Po strzepnięciu z papierosa nadmiaru popiołu i chwilowej obserwacji pochłaniającego go żaru znów przysunęła go do ust, wypełniając płuca. - Im mocniej na scenie politycznej lawiruje ten Czarnoksiężnik, tym więcej amatorów zbierania wyłania się z cienia.
Zdradziła tylko jedną, maleńką ploteczkę, która mogłaby go najbardziej zainteresować i zasugerowała w ten sposób ostrożność, chociaż nie sądziła, aby pracownicy tej instytucji byli na tyle zaniepokojeni działaniem Czarnego Pana, aby podejrzewać o zdradę własne biuro.
- A czy Ty jesteś godny zaufania? - zapytała po chwili milczenia, odkładając spalonego papierosa w popielniczkę, przenosząc na nią wzrok. Oczekiwał umiejętności i lojalności, ale co on mógł oferować? Skąd mogła wiedzieć, że ujawnienie się nie byłoby dla niej ryzykiem i perspektywą Azkabanu? Przecież był Aurorem, uwierzą mu na takie oskarżenia. - Marcus ma potencjał, ale nie zostanie tutaj. Wróci do Munga, do zwykłych sekcji, jest zbyt wrażliwy. A mamy tu naprawdę.. Nietypowe przypadki.
Począwszy od ofiar morderstw, aż po rytuały, które były znacznie gorsze. Nawet ta sprawa z człowiekiem, który wycinał ludziom serca, nad którą siedziała Brenna. Miały z Lycoris mnóstwo pracy przy sekcjach i próbach ustalenia tożsamości. Ułożyła dłonie na swoich kolanach, unosząc głowę i powracając błękitem oczu na jego twarz, przyglądała mu się uważnie. - Masz duże wymagania, ale być może znajdzie się ktoś o odpowiednich kwalifikacjach. Muszę się upewnić, czy faktycznie ta osoba jest zainteresowana grzybami na poważnie.
I co właściwie powinnam z nim zrobić?
Nie czuła się na tyle komfortowo, nie ufała mu na tyle, aby pozostać sobą, a jednak fakt, jak zareagowała na znalezisko i wobec niego sprawiał, że noszenie tak uroczej i potulnej maski nie miało najmniejszego sensu. Kłopotliwa sytuacja. Jej umysł zdawał się pracować na najwyższych obrotach, trybiki próbowały dostrzec najlepsze rozwiązanie. Takie sytuacje, chociaż rzadkie i odrobinę ekscytujące, były również ryzykowne. Tkwili chwile w milczeniu, podczas gdy świeczka pochłaniała ulatniający się z używki, szary dym o intensywnym zapachu. Drobna sugestia z jej strony zdawała się zadziałać, dostrzegła to w jego twarzy, tylko czy powiązał grzybobrania bezpośrednio z nią, czy może pomyślał o Lyrcoris? Gdy mówił, nie cofnęła spojrzenia, wciąż siedząc prosto i trzymając papierosa w palcach, zwilżyła usta, przytakując. Ministerstwo było niepewnym gruntem, istotnie, ale tutaj zwykle nie szukano, zwłaszcza gdy pracownik miał dobrą reputację lub sympatię kogoś, kto był na wyższym stanowisku.
- Muszę przyznać Stanley, nikt, kto na Ciebie spojrzy, nie pomyśli o Twojej pasji do hodowania grzybów i sprawdzania ich możliwości. - skomentowała z delikatnym wzruszeniem ramion, wprawiając w ruch jasne, mieniące się srebrem pasmo włosów. Ostrożnie prowadziła rozmowę, skupiała się głównie na tym, co on mówił i sugerował, nie chcąc dać mu żadnych powodów do podejrzeń. Skąd miała wiedzieć, czy mogła mu ufać.
- W porcie są odpowiednie miejsca dla grzybów, jest wilgotno i chłodno, zwłaszcza w odpowiednich magazynach. - zauważyła jeszcze ot tak, odrobinę może sugerując jej ojca. Nie była pewna, jakie miał poglądy polityczne i jak funkcjonował w społeczeństwie magicznym, ale intuicja podpowiadała jej, że znalazłby wspólny język z jej ojcem. Ona sama miała wiedzę, jakieś materiały przywiezione z Nowego Orleanu i dostęp do ciał, ale brakowało jej doświadczenia praktycznego i pewności siebie, aby podejmować się próby wskrzeszenia. Zwłaszcza że faktycznie, im większa moc czarodzieja, tym trudniej będzie nad nim panować. Przecież nawet zaklęcie imperiusa zdolne jednostki umiały przełamać, szczególnie rzucone przez słabszego od siebie oprawcę. Cynthia wsunęła się głębiej w kanapę, wciąż zastanawiając się nad całą tą sytuacją. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że doskonale radziłaby sobie sama w próbach z grzybami, zawsze było pewniej we dwie osoby. Nie wątpiła w swoje umiejętności, nigdy nie wątpiła też w siebie, ale takie przedsięwzięcia były zwyczajnie trudne i niebezpieczne. Odkąd zaczęła pracować jako koroner, nabrała dużo szacunku i dystansu do śmierci, którą widywała każdego dnia.
Gdy powtórzył jej słowa, przytaknęła jedynie głową, wracając do niego wzrokiem, a następnie upijając trochę z kieliszka. Uśmiech sprawił, że odrobinę drgnęła jej brew, bo takowego u Borgina jeszcze nie miała okazji oglądać, jednak nie skomentowała tego, ani jego pewności siebie względem czasu, który poświęcił na przygotowania.
- Intrygujący z Ciebie człowiek.
Skwitowała jedynie z tajemniczym błyskiem w oczach i minimalnie uniesionymi kącikami ust ku górze, odstawiając złapaną wcześniej szklankę na stolik, gdzie było jej miejsce. - Namawiasz mnie do plotkowania?
W jej głosie rozbrzmiała nuta rozbawienia, pokręciła delikatnie głową. Umiała słuchać i obserwować, krojąc ludzi, było na to naprawdę wiele czasu. Po strzepnięciu z papierosa nadmiaru popiołu i chwilowej obserwacji pochłaniającego go żaru znów przysunęła go do ust, wypełniając płuca. - Im mocniej na scenie politycznej lawiruje ten Czarnoksiężnik, tym więcej amatorów zbierania wyłania się z cienia.
Zdradziła tylko jedną, maleńką ploteczkę, która mogłaby go najbardziej zainteresować i zasugerowała w ten sposób ostrożność, chociaż nie sądziła, aby pracownicy tej instytucji byli na tyle zaniepokojeni działaniem Czarnego Pana, aby podejrzewać o zdradę własne biuro.
- A czy Ty jesteś godny zaufania? - zapytała po chwili milczenia, odkładając spalonego papierosa w popielniczkę, przenosząc na nią wzrok. Oczekiwał umiejętności i lojalności, ale co on mógł oferować? Skąd mogła wiedzieć, że ujawnienie się nie byłoby dla niej ryzykiem i perspektywą Azkabanu? Przecież był Aurorem, uwierzą mu na takie oskarżenia. - Marcus ma potencjał, ale nie zostanie tutaj. Wróci do Munga, do zwykłych sekcji, jest zbyt wrażliwy. A mamy tu naprawdę.. Nietypowe przypadki.
Począwszy od ofiar morderstw, aż po rytuały, które były znacznie gorsze. Nawet ta sprawa z człowiekiem, który wycinał ludziom serca, nad którą siedziała Brenna. Miały z Lycoris mnóstwo pracy przy sekcjach i próbach ustalenia tożsamości. Ułożyła dłonie na swoich kolanach, unosząc głowę i powracając błękitem oczu na jego twarz, przyglądała mu się uważnie. - Masz duże wymagania, ale być może znajdzie się ktoś o odpowiednich kwalifikacjach. Muszę się upewnić, czy faktycznie ta osoba jest zainteresowana grzybami na poważnie.