02.05.2023, 03:00 ✶
Nie był szczególnie dobry i czytanie spomiędzy czyichś słów nigdy nie szło mu zbyt dobrze. Potrafił za to czytać z ludzkich twarzy. Jasne, nie zawsze mu to wychodziło. Tak właściwie to rzadziej niż częściej, ale na dłuższą metę — niekiedy było to przydatne. Dokładnie tak było tym razem. Jasne. Istniało prawdopodobieństwo, że mógł się mylić, ale był niemal pewien, że... dziewczyna mu nie uwierzyła. No dobra, może nie było to szczególnie dobrze obmyślone kłamstwo, ale czy Effi nie mogła mu tak po prostu uwierzyć? Bo co, była jasnowidzem czy tam innym widzem i nic nie uciekało jej uwadze? No naprawdę! Gdzie w tym zabawa?
I chociaż zdecydowanie nie miał ochoty na to, żeby go teraz pouczała — wiedział, że nie do końca ma inny wybór. Jasne. Mógłby wyjść, ale to wiązałoby się z ryzykiem natknięcia się znowu na tego pojeba, któremu ukradł pieniądze. Szczerze wątpił w to, że typ przyjąłby sakiewkę z powrotem i dał mu spokojnie odejść. Nie do końca chciał się żegnać z życiem czy zdrowiem, także wybór był raczej prosty. Wolał zostać i się przyznać. Przynajmniej częściowo. Wciąż miał nadzieję na to, że uda mu się ominąć wątek przywłaszczonego mieszka ze złotem. Miał szczere wątpliwości względem tego, czy przyjaciółka pozwoliłaby mu je zostawić.
Zostało mu czekać na wyrok, którym były słowne oskarżenia, które potwierdziły jego podejrzenia. Musiał pogadać z Dio i zgarnąć od niej kilka porad w kwestii kłamania. Radziła sobie z tym zdecydowanie lepiej od niego.
— No dobra, przyznaję się. Nie powiedziałem Ci prawdy, ALE to tylko dlatego, że nie chciałem Cię martwić. Okey? — zaczął, przy okazji powoli zbierając się z podłogi. Głównie dlatego, że nie była szczególnie wygodna, ale przy okazji chciał uniknąć tego oceniającego spojrzenia. Nie był szczególnie wielkim fanem oceniania jego działalności przez kogokolwiek innego niż siostrę, a to i tak w sprawach oceny i poprawy ich złodziejskich przygód.
Zanim ponownie otworzył usta, dziewczyna postanowiła zaprowadzić go do innego pomieszczenia, na co zresztą przystał. Nie miał ochoty rozmawiać w drzwiach. Ani tu wygodnie, ani miło, a fotele zdecydowanie były miłą odmianą.
— Skąd masz te fotele? Całkiem miłe[/b[ — zaczął — [b]Och! I całkiem wygodne — dokończył, gdy w końcu się rozsiadł.
Zaraz jednak spoważniał. Wiedział, że jeśli znowu zacznie zmieniać temat, ta najpewniej się zirytuje. Wolał, żeby nie wspominała o tej wizycie swojemu krewniakowi. Alastor Moody był dziwny, a Billy nie chciał się znaleźć na jego radarze.
— No dobra. Wyszedłem sobie dzisiaj na miasto. Nie miałem konkretnych planów, po prostu chciałem się przejść. No i jak mijałem jeden ze sklepów, wpadłem przypadkiem na jakiegoś typa. Wielki, w płaszczu. Brody to chyba z rok nie golił, bo wyglądał jak menel spod Kotła. No ale, do rzeczy. Niechcący na niego wpadłem, nie? Coś tam mu wypadło i się zbiło. Przepraszałem i chciałem nawet oddać pieniądze — chociaż nie od razu, bo no nie miałem. Wszystko ładnie i fajnie, a ten nagle wyjął różdżkę i zaczął mi grozić, więc... uciekłem. Gonił mnie przez całą Pokątną i w sumie to tak trafiłem do Ciebie. Zadowolona? — rzucił, posyłając jej przy tym krótkie spojrzenie. Jasne, niektóre dane były zmienione, ale większość zdecydowanie się wydarzyła.
Naprawdę nie chciał oddawać tego mieszka. [/b]
I chociaż zdecydowanie nie miał ochoty na to, żeby go teraz pouczała — wiedział, że nie do końca ma inny wybór. Jasne. Mógłby wyjść, ale to wiązałoby się z ryzykiem natknięcia się znowu na tego pojeba, któremu ukradł pieniądze. Szczerze wątpił w to, że typ przyjąłby sakiewkę z powrotem i dał mu spokojnie odejść. Nie do końca chciał się żegnać z życiem czy zdrowiem, także wybór był raczej prosty. Wolał zostać i się przyznać. Przynajmniej częściowo. Wciąż miał nadzieję na to, że uda mu się ominąć wątek przywłaszczonego mieszka ze złotem. Miał szczere wątpliwości względem tego, czy przyjaciółka pozwoliłaby mu je zostawić.
Zostało mu czekać na wyrok, którym były słowne oskarżenia, które potwierdziły jego podejrzenia. Musiał pogadać z Dio i zgarnąć od niej kilka porad w kwestii kłamania. Radziła sobie z tym zdecydowanie lepiej od niego.
— No dobra, przyznaję się. Nie powiedziałem Ci prawdy, ALE to tylko dlatego, że nie chciałem Cię martwić. Okey? — zaczął, przy okazji powoli zbierając się z podłogi. Głównie dlatego, że nie była szczególnie wygodna, ale przy okazji chciał uniknąć tego oceniającego spojrzenia. Nie był szczególnie wielkim fanem oceniania jego działalności przez kogokolwiek innego niż siostrę, a to i tak w sprawach oceny i poprawy ich złodziejskich przygód.
Zanim ponownie otworzył usta, dziewczyna postanowiła zaprowadzić go do innego pomieszczenia, na co zresztą przystał. Nie miał ochoty rozmawiać w drzwiach. Ani tu wygodnie, ani miło, a fotele zdecydowanie były miłą odmianą.
— Skąd masz te fotele? Całkiem miłe[/b[ — zaczął — [b]Och! I całkiem wygodne — dokończył, gdy w końcu się rozsiadł.
Zaraz jednak spoważniał. Wiedział, że jeśli znowu zacznie zmieniać temat, ta najpewniej się zirytuje. Wolał, żeby nie wspominała o tej wizycie swojemu krewniakowi. Alastor Moody był dziwny, a Billy nie chciał się znaleźć na jego radarze.
— No dobra. Wyszedłem sobie dzisiaj na miasto. Nie miałem konkretnych planów, po prostu chciałem się przejść. No i jak mijałem jeden ze sklepów, wpadłem przypadkiem na jakiegoś typa. Wielki, w płaszczu. Brody to chyba z rok nie golił, bo wyglądał jak menel spod Kotła. No ale, do rzeczy. Niechcący na niego wpadłem, nie? Coś tam mu wypadło i się zbiło. Przepraszałem i chciałem nawet oddać pieniądze — chociaż nie od razu, bo no nie miałem. Wszystko ładnie i fajnie, a ten nagle wyjął różdżkę i zaczął mi grozić, więc... uciekłem. Gonił mnie przez całą Pokątną i w sumie to tak trafiłem do Ciebie. Zadowolona? — rzucił, posyłając jej przy tym krótkie spojrzenie. Jasne, niektóre dane były zmienione, ale większość zdecydowanie się wydarzyła.
Naprawdę nie chciał oddawać tego mieszka. [/b]