03.05.2023, 23:06 ✶
Urokliwe miejsce, znacznie przyjemniejsze niż znajdujące się w centrum miasteczka lokale. Był to chyba jeden z głównych powodów, poza zainteresowaniem towarzyszącemu jej mężczyzną, że wybrał właśnie cmentarz i znajdujący się gdzieś na jego terenie grobowiec. Ona również nie lubiła nudy i marnowania czasu. Miała potrzebę odczuwania adrenaliny, która pozwalałaby jej sobie przypominać o tym, że faktycznie żyła, a nie przemieniać się w jednego ze swoich trupów, którymi zajmowała się każdego dnia. Śmierć zobojętniała na wielu płaszczyznach, co potęgowało tylko noszenie masek.
Wyglądał na zadowolonego, że tu przyszli, a jej trudno było nie zgodzić się z komentarzem, który odnosił się do kwiatów oraz zniczy, których dookoła tkwiło tak wiele. Pominąć można było doczepione do nich wstążki, które były śladem pozostawionym przez najbliższych w ramach ostatniego pożegnania. Zaprzeczyła ruchem głowy, mimowolnie stukając palcami w jego ramię, zatapiając paznokcie w materiale płaszcza delikatnie. - Nie. Cmentarz jest dla nas idealny.
Obydwoje pracowali z martwymi ludźmi i tym, co z nich lub po nich zostało, jedynie zmieniał się cel tej pracy. Nie chciała mówić głośno, że są ponad głupie i przereklamowane kawiarnie, chociaż wyraz jej oczu mógł to sugerować. Przesunęła palcami wolnej dłoni po płatkach wystającej z wazonu, długiej chryzantemy o białych płatkach. Była pewna, że żadne z nich nie zapomni randki akurat w takim miejscu i pod względem bycia nietypowymi, byli siebie warci.
Jak zwykle słuchała uważnie, gdy mówił o tej nieszczęsnej kobiecie i w pewien sposób jej ulżyło, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że wzmianką o nekromancji ją zaintrygowała. Interesowała się tą dziedziną, odkąd wiedźmy zapoznały ją z nią w Nowym Orleanie i nie słyszała o tym, aby można było stworzyć czar, który gotował komuś taki los. Cynthia z pewnością sprawdzi to później.
- W takim razie w porządku, powiedzmy. Ministerstwo bywa jednak nieudolne, ale będę dobrej wiary. - odpowiedziała, ściszając nieco głos na drugą część wypowiedzi, bo w dzisiejszych czasach wszystko miało uszy i niezbyt mądrze było mówić źle o miejscu swojej pracy, gdzie nadal chciała rozwinąć karierę, piąć się na szczyt, dopóki mogła. Na wzmiankę o pikniku, wbiła w niego wzrok z zadziornym, figlarnym błyskiem w błękitnych tęczówkach.
- Oh nie, nie mój Drogi. Wino i ewentualne przekąski poza grobowcem, nie chcemy niczego zniszczyć. - pamiętała o tym, co wywnioskowała podczas ich wcześniejszych rozmów. Zresztą, było tu tyle ławek, alejek i dachów, że mieli gdzie usiąść. Dodatkowo może w samym mauzoleum znajdzie się właściwie miejsce, aby napić się trochę wina. - No i mamy tu mnóstwo świec i kwiatów. Czyż to nie lepsze niż kawiarnia?
Robiła dziwne rzeczy w życiu, ale pikniku wśród grobów jeszcze nie miała. Wolną dłonią przeczesała jasne pasma, przyglądając się niewielkiemu budynkowi, do którego ją zaprowadził. Faktycznie znajdował się w starszej części cmentarza. Nie była zaskoczona tym, jak przygotował się do ich wieczornego zwiedzania, które łączyło się z poznawaniem tajemnic umarłych. Stanęła obok niego, przyglądając się wrotom. Szczerze mówiąc, nie dziwiła się wcale tej czarownicy — większość rodów wcale się w wewnętrznych kręgach nie lubiła, wszystko było na pokaz i dla zysku. Więzy krwi coraz częściej były tylko wielkimi słowami, które nie prowadziły do niczego.
- A więc nas klątwa nie dotknie. Wygląda na wiekowy grób, a Ty na kogoś, kto był już w środku. - zaczęła charakterystycznym dla siebie, spokojnym tonem głosu, w którym niewiele było na chwilę obecną emocji. Wciąż zastanawiała się nad pewnymi sprawami, które uparcie wybiegały na przód jej kołowrotka myśli. - Może uda nam się znaleźć jeszcze jakiś skarb lub sekret, lub trupa człowieka, który utknął w środku? Los bywa nieprzewidywalny.
Ostatnie odkrycie nie byłoby też takie złe, podobno hieny cmentarne często tak kończyły. No i zawsze mieli wino na pocieszenie. Wysunęła dłoń z jego ramienia, poprawiając najpierw cienkie ramiączka od plecaka, a potem nacisnęła na wrota, pchając je delikatnie dłonią. Były chłodne, ciężkie i widać było, że czarownica przemyślała sobie wszystko odnośnie do miejsca pochówku, razem z materiałami, z których go wykonano. Rozsądnie.
Wyglądał na zadowolonego, że tu przyszli, a jej trudno było nie zgodzić się z komentarzem, który odnosił się do kwiatów oraz zniczy, których dookoła tkwiło tak wiele. Pominąć można było doczepione do nich wstążki, które były śladem pozostawionym przez najbliższych w ramach ostatniego pożegnania. Zaprzeczyła ruchem głowy, mimowolnie stukając palcami w jego ramię, zatapiając paznokcie w materiale płaszcza delikatnie. - Nie. Cmentarz jest dla nas idealny.
Obydwoje pracowali z martwymi ludźmi i tym, co z nich lub po nich zostało, jedynie zmieniał się cel tej pracy. Nie chciała mówić głośno, że są ponad głupie i przereklamowane kawiarnie, chociaż wyraz jej oczu mógł to sugerować. Przesunęła palcami wolnej dłoni po płatkach wystającej z wazonu, długiej chryzantemy o białych płatkach. Była pewna, że żadne z nich nie zapomni randki akurat w takim miejscu i pod względem bycia nietypowymi, byli siebie warci.
Jak zwykle słuchała uważnie, gdy mówił o tej nieszczęsnej kobiecie i w pewien sposób jej ulżyło, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że wzmianką o nekromancji ją zaintrygowała. Interesowała się tą dziedziną, odkąd wiedźmy zapoznały ją z nią w Nowym Orleanie i nie słyszała o tym, aby można było stworzyć czar, który gotował komuś taki los. Cynthia z pewnością sprawdzi to później.
- W takim razie w porządku, powiedzmy. Ministerstwo bywa jednak nieudolne, ale będę dobrej wiary. - odpowiedziała, ściszając nieco głos na drugą część wypowiedzi, bo w dzisiejszych czasach wszystko miało uszy i niezbyt mądrze było mówić źle o miejscu swojej pracy, gdzie nadal chciała rozwinąć karierę, piąć się na szczyt, dopóki mogła. Na wzmiankę o pikniku, wbiła w niego wzrok z zadziornym, figlarnym błyskiem w błękitnych tęczówkach.
- Oh nie, nie mój Drogi. Wino i ewentualne przekąski poza grobowcem, nie chcemy niczego zniszczyć. - pamiętała o tym, co wywnioskowała podczas ich wcześniejszych rozmów. Zresztą, było tu tyle ławek, alejek i dachów, że mieli gdzie usiąść. Dodatkowo może w samym mauzoleum znajdzie się właściwie miejsce, aby napić się trochę wina. - No i mamy tu mnóstwo świec i kwiatów. Czyż to nie lepsze niż kawiarnia?
Robiła dziwne rzeczy w życiu, ale pikniku wśród grobów jeszcze nie miała. Wolną dłonią przeczesała jasne pasma, przyglądając się niewielkiemu budynkowi, do którego ją zaprowadził. Faktycznie znajdował się w starszej części cmentarza. Nie była zaskoczona tym, jak przygotował się do ich wieczornego zwiedzania, które łączyło się z poznawaniem tajemnic umarłych. Stanęła obok niego, przyglądając się wrotom. Szczerze mówiąc, nie dziwiła się wcale tej czarownicy — większość rodów wcale się w wewnętrznych kręgach nie lubiła, wszystko było na pokaz i dla zysku. Więzy krwi coraz częściej były tylko wielkimi słowami, które nie prowadziły do niczego.
- A więc nas klątwa nie dotknie. Wygląda na wiekowy grób, a Ty na kogoś, kto był już w środku. - zaczęła charakterystycznym dla siebie, spokojnym tonem głosu, w którym niewiele było na chwilę obecną emocji. Wciąż zastanawiała się nad pewnymi sprawami, które uparcie wybiegały na przód jej kołowrotka myśli. - Może uda nam się znaleźć jeszcze jakiś skarb lub sekret, lub trupa człowieka, który utknął w środku? Los bywa nieprzewidywalny.
Ostatnie odkrycie nie byłoby też takie złe, podobno hieny cmentarne często tak kończyły. No i zawsze mieli wino na pocieszenie. Wysunęła dłoń z jego ramienia, poprawiając najpierw cienkie ramiączka od plecaka, a potem nacisnęła na wrota, pchając je delikatnie dłonią. Były chłodne, ciężkie i widać było, że czarownica przemyślała sobie wszystko odnośnie do miejsca pochówku, razem z materiałami, z których go wykonano. Rozsądnie.