30.10.2022, 03:20 ✶
- W jakimś sensie tak. – potwierdził, podpierając się na zamkniętej w pięść dłoni. – I zgadzam się, na tym polega nasza praca. Nie chodzi mi o to, że wahałbym się przed pozbawieniem ich życia. – powiedział z czystym spokojem, skupiając uwagę już tylko na Geraldine. O ile pozbawienie życia smoka było takie proste. Rozmawiali jednak o czystej teorii. – Robiliśmy to już wiele razy w innych przypadkach. – dodał, zanurzając się ponownie w myślach o etyce swojego zawodu. Daleko mu było do tego, aby nazwać się pacyfistą. Nie wahał się przecież przed pozbawieniem życia istot, które nie mogły się bronić lub były myślące. Czy uważał się za złego człowieka? Może. Czy miał wyrzuty sumienia? Może. Ale czy wyszłoby to mu na dobre, gdyby ciągle o tym myślał? Raczej nie.
I nie wychodziło. Może po prostu z każdą kolejną wyprawą dziczał coraz bardziej. Tak jak jego ojciec, który teraz przemierzał kto wie jakie zakątki tej ziemi, on też potrzebował adrenaliny. Napędzał się nią nadając dniom jakiś kształt. Nie miał wobec siebie jasno zarysowanego planu. Nie był pierwszym synem wydumanego domu, szlacheckiego rodu, w czasach, w których tradycja powoli odchodziła do lamusa. Był miałki. Momentami bezbarwny. Bez potrzeb, jak trybik, wprawiany w życie potrzebami nawet nie swoimi a przecież nikt jeszcze nie wymyślił perpetuum mobile. Nie licząc magii, która też miała swoje ograniczenia.
- Jest parę książek na ten temat. Ale tak naprawdę… nie wiemy tego. Niektóre zwierzęta mówią przecież ludzkim głosem. – Leniwie sięgnął po dzbanek z wodą, nalał sobie pełną szklankę i zmoczył usta na kilka łyków.
- Myślę, że tak, ale to wymagałoby czasu, badania reakcji. Wydaje mi się, że najważniejsze są intencje. – powiedział, nie do końca wiedząc czy zgadza się ze wszystkim, co powiedziała. Zgrabnie lawirował więc między niedomówieniami.
- Z technicznego punktu widzenia… w kontekście smoków byłoby to dosyć trudne. – stwierdził, powracając do opierania się na łokciu. – Myślisz, że jest na to zapotrzebowanie? Nie wiem, czy Ministerstwo nie wetknęłoby w to swój nos.
I faktycznie, nie wszystko przecież było możliwe. Lub legalne.
I nie wychodziło. Może po prostu z każdą kolejną wyprawą dziczał coraz bardziej. Tak jak jego ojciec, który teraz przemierzał kto wie jakie zakątki tej ziemi, on też potrzebował adrenaliny. Napędzał się nią nadając dniom jakiś kształt. Nie miał wobec siebie jasno zarysowanego planu. Nie był pierwszym synem wydumanego domu, szlacheckiego rodu, w czasach, w których tradycja powoli odchodziła do lamusa. Był miałki. Momentami bezbarwny. Bez potrzeb, jak trybik, wprawiany w życie potrzebami nawet nie swoimi a przecież nikt jeszcze nie wymyślił perpetuum mobile. Nie licząc magii, która też miała swoje ograniczenia.
- Jest parę książek na ten temat. Ale tak naprawdę… nie wiemy tego. Niektóre zwierzęta mówią przecież ludzkim głosem. – Leniwie sięgnął po dzbanek z wodą, nalał sobie pełną szklankę i zmoczył usta na kilka łyków.
- Myślę, że tak, ale to wymagałoby czasu, badania reakcji. Wydaje mi się, że najważniejsze są intencje. – powiedział, nie do końca wiedząc czy zgadza się ze wszystkim, co powiedziała. Zgrabnie lawirował więc między niedomówieniami.
- Z technicznego punktu widzenia… w kontekście smoków byłoby to dosyć trudne. – stwierdził, powracając do opierania się na łokciu. – Myślisz, że jest na to zapotrzebowanie? Nie wiem, czy Ministerstwo nie wetknęłoby w to swój nos.
I faktycznie, nie wszystko przecież było możliwe. Lub legalne.