05.05.2023, 04:05 ✶
Pokiwała głową. Może nieco ostrożnie, trochę nie będąc pewna co za sobą może ciągnąć to wzajemne wspieranie się. Więcej rozwścieczonych kaczek? Tego definitywnie by nie chciała, bo chwilowo drobiu wszelkiej maści miała po dziurki w nosie. Ścisnęła jednak dłonie Uli, jakby w ten sposób chciała ją zapewnić, że jest z nią w tym całym pomyśle. Miała jednak zamiar potem to sobie wszystko jednak przemyśleć.
Wyjaśnienie Uli nie było tym, czego się spodziewała. Ale właściwie wcale nie mogłaby powiedzieć, czego właściwie w tym momencie oczekiwała. Może informacji, że jej rodzice postanowili poszerzać horyzonty i zamieszkać w innym kraju. Albo że sama Ula postanowiła szukać lepszych perspektyw na przyszłość i wciąż los w swoje ręce. Powód tak dramatyczny i bolesny definitywnie zbił ją z tropu i Mulciber, otworzywszy nieco szerzej oczy, kiedy jej koleżanka rzuciła na siebie zaklęcie, przez bardzo długą chwilę tylko się w nią wpatrywała.
Przyglądała się jej bliznom, które świadczyły o tak wielkiej ilości bólu, że Lyssa nie była pewna, czy gdyby jej się coś takiego przytrafiła, to byłaby tak optymistyczna jak wydawała się być jej nowa koleżanka. Lubiła swoją twarz. W ten arogancki sposób, a kiedy patrzyła w lustro z zadowoleniem stwierdzała, że jest ładna. I tę ładność właśnie uważała za dość duży fragment swojego jestestwa. Gdyby to straciła, byłaby tylko kolejną poranioną dziewczyną, której pewnie wstydziłby się własny ojciec. No właśnie. Na tę myśl serce Lyssy stało się ciężkie, kiedy tylko wyobraziła sobie, jak ten odsuwa ją od siebie lub zamyka w domu by nikt niepowołany na nią nie spojrzał. Był w końcu osobą, która spoglądała na innych z okładek czasopism. Niektórzy zwracali się do niego po rady, owszem, ale wzbudzał też w lwiej części zainteresowanych zwyczajną fascynację. Fascynację, która wiązała się nie tylko z jego umiejętnościami, ale też idealnym wizerunkiem. A gdyby ona skończyła tak... zakrzywiłaby ten obraz.
Miała ochotę cofnąć dłoń, która spoczywała tam, gdzie zostawiła ją Ula po swoim uścisku, ale powstrzymała się, jedynie zaciskając palce na materiale swojej sukienki.
- Tak mi przykro, że spotkało cię coś takiego... - powiedziała, nawet całkiem szczerze, bo faktycznie dziewczynie współczuła. Żadna istota nie powinna przeżywać czegoś takiego, ale przede wszystkim widok oparzeń wciąż narzucał Lyssie tę egoistyczną perspektywę, co by było gdyby ona tak wyglądała.
Chciała się wycofać jakoś zgrabnie, ale nie była pewna jak. Uświadomiła też sobie, że nie mogła tego zrobić. Nie wypadało. Nie kiedy to właśnie Ula jeszcze tak niedawno okazała jej serce, kiedy sama płakała, rozżalona i upodlona przez tamtego aurora. Puściła więc materiał sukienki i pokrzepiająco ścisnęła Ulę za dłoń.
- Napij się herbaty. Ona zawsze przegania wszystkie smutki - uśmiechnęła się do niej delikatnie, sięgając po jej kubek i wyciągając w jej stronę zachęcająco. I była w tym wszystkim naprawdę szczera.
Wyjaśnienie Uli nie było tym, czego się spodziewała. Ale właściwie wcale nie mogłaby powiedzieć, czego właściwie w tym momencie oczekiwała. Może informacji, że jej rodzice postanowili poszerzać horyzonty i zamieszkać w innym kraju. Albo że sama Ula postanowiła szukać lepszych perspektyw na przyszłość i wciąż los w swoje ręce. Powód tak dramatyczny i bolesny definitywnie zbił ją z tropu i Mulciber, otworzywszy nieco szerzej oczy, kiedy jej koleżanka rzuciła na siebie zaklęcie, przez bardzo długą chwilę tylko się w nią wpatrywała.
Przyglądała się jej bliznom, które świadczyły o tak wielkiej ilości bólu, że Lyssa nie była pewna, czy gdyby jej się coś takiego przytrafiła, to byłaby tak optymistyczna jak wydawała się być jej nowa koleżanka. Lubiła swoją twarz. W ten arogancki sposób, a kiedy patrzyła w lustro z zadowoleniem stwierdzała, że jest ładna. I tę ładność właśnie uważała za dość duży fragment swojego jestestwa. Gdyby to straciła, byłaby tylko kolejną poranioną dziewczyną, której pewnie wstydziłby się własny ojciec. No właśnie. Na tę myśl serce Lyssy stało się ciężkie, kiedy tylko wyobraziła sobie, jak ten odsuwa ją od siebie lub zamyka w domu by nikt niepowołany na nią nie spojrzał. Był w końcu osobą, która spoglądała na innych z okładek czasopism. Niektórzy zwracali się do niego po rady, owszem, ale wzbudzał też w lwiej części zainteresowanych zwyczajną fascynację. Fascynację, która wiązała się nie tylko z jego umiejętnościami, ale też idealnym wizerunkiem. A gdyby ona skończyła tak... zakrzywiłaby ten obraz.
Miała ochotę cofnąć dłoń, która spoczywała tam, gdzie zostawiła ją Ula po swoim uścisku, ale powstrzymała się, jedynie zaciskając palce na materiale swojej sukienki.
- Tak mi przykro, że spotkało cię coś takiego... - powiedziała, nawet całkiem szczerze, bo faktycznie dziewczynie współczuła. Żadna istota nie powinna przeżywać czegoś takiego, ale przede wszystkim widok oparzeń wciąż narzucał Lyssie tę egoistyczną perspektywę, co by było gdyby ona tak wyglądała.
Chciała się wycofać jakoś zgrabnie, ale nie była pewna jak. Uświadomiła też sobie, że nie mogła tego zrobić. Nie wypadało. Nie kiedy to właśnie Ula jeszcze tak niedawno okazała jej serce, kiedy sama płakała, rozżalona i upodlona przez tamtego aurora. Puściła więc materiał sukienki i pokrzepiająco ścisnęła Ulę za dłoń.
- Napij się herbaty. Ona zawsze przegania wszystkie smutki - uśmiechnęła się do niej delikatnie, sięgając po jej kubek i wyciągając w jej stronę zachęcająco. I była w tym wszystkim naprawdę szczera.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.