W idealnym świecie, potrafiłaby się rozdwoić. Jedna jej połowa zostałaby z Brenn i jej kolegą, którego imienia nie poznała albo zdążyła już zapomnieć, druga z kolei byłaby wsparciem dla Erika. Chociaż nie, przydałyby się trzy Danki. Wtedy trzecia zajęłaby się gaszeniem katalizatora. A może cztery? Czwarta w tym momencie mogłaby opatrywać zranionych.
Prawda była taka, że w idealnym świecie Beltane trwałoby tak, jak każdego roku, a ludzie tańczyliby i śmiali się, zamiast walczyć na śmierć i życie w imię chorej ideologii.
Posłała ostatnie spojrzenie Brennie i jej koledze. Poradzą sobie. Na pewno tak będzie.
- Może tym razem też zadziała element zaskoczenia - kiwnęła głową, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że palnęła głupotę i że powinna się nie odzywać, gdy nie ma nic rozsądnego do powiedzenia. To nie była zabawa w akuku ze śmierciożercą, w grę wchodziło przecież życie Erika, Julka i ich znajomej. Erika i Juliana. Poczuła uścisk w gardle, uniemożliwiający odpowiedź na kolejne pytanie. Pokiwała jedynie głową i ruszyła w stronę walki. Tym razem to ona pociągnęła Alastora za sobą.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final