Jedyną oznaką tego, że już nie śpi, było to brązowe ślepię wpatrzone w kanapę – ale tyle wystarczyło, bo ciemne oczy Sauriela wpatrywały się w nią chyba z tego samego, albo podobnego powodu. I pierwszą myślą Victorii było, że dzięki Matce, nic mu nie jest, a drugą: chyba już wydobrzał całkowicie.
Bo całkowicie i dokumentnie znowu był opryskliwy.
– Tak, ciebie też dobrze widzieć – wymamrotała i podniosła się do pozycji siedzącej, teraz kierując swój wzrok na koc, którym była opatulona i na poduszkę, na której jeszcze przed chwilą opierała głowę. To się nazywało wspaniałe dzień dobry, aby miło rozpocząć kolejny dzień, po równie miłym wieczorze z drinkami, tak zwana randka z samą sobą. Tylko dalsza część wieczoru, czy raczej już wczesnej nocy, była mniej miła. Bo polegała na zbieraniu z zaułka Sauriela. A potem na zamartwianiu się, czy wszystko z nim będzie dobrze, i skakaniu wokół niego i… I czemu ona się zamartwiała? Może trzeba było go tam jednak zostawić? Ale nie – ostatecznie w głębi serca wiedziała, że i tak by to wszystko powtórzyła, nawet jeśli miał do niej teraz pyskować. – To chyba ciebie pojebało jeśli myślisz, że bym cię tu zostawiła samego – rzuciła i zmarszczyła gniewnie do niego brwi. Teraz musiał to widzieć, jej cienie pod oczami, nie przykryte makijażem – bo ten też w którymś momencie nocy zmyła. Wcale nie chodziło o to, że mu nie ufała, i że na przykład mógłby jej opędzlować dom. Bo z czego? Chyba z tych prześcieradeł, bo na cholerę mu te meble? Poza tym nie było tu niczego cennego, bo mieszkanie było zupełnie nieurządzone. Chodziło, rzecz jasna, o jego samopoczucie po tym niechcianym zaćpaniu. Bo kto wie co to właściwie było i czy mu się nagle nie pogorszy? Dlatego przy nim została. Jak mogłaby nie? – Nie przeszkadza mi przespanie się na fotelu od czasu do czasu – na tej ich wycieczce też zasnęła w fotelu czuwając i czekając aż ulewa się skończy, ale tego Sauriel nie miał jak wiedzieć. – Widzę, że całkiem z ciebie zeszło. To dobrze.