O Beltane słyszałem dużo, ale jeszcze nie chciałem o tym myśleć, nie chciałem wchodzić w szczegóły, które się wtedy wydarzyły. Musiałem to przetrawić pracując. W ostatnim czasie sporo zaklętych przedmiotów wpadało w moje ręce, więc miałem się czym zająć. Byłem bardziej milczący, ponieważ wyczuwałem to, co działo się wokół – to całe napięcie, które trzęsło Ministerstwem. Nie było mnie tam, ale mimo wszystko odczuwałem skutki tamtych wydarzeń. Zostawmy to jednak z tyłu głowy.
Teraz musiałem się skupić na tym, aby nie wpadać na ludzi, którzy dopiero pojawiali się w Ministerstwie, Bell kręcił się między nogami co jakiś czas zwracając moją uwagę na konkretnych, nieuważnych czarodziejów. Lawirowałem między ludźmi trochę koślawo, ale i tak zapewne lepiej niż oni sami, gdy przepychali się jeden przez drugiego twierdząc, że się spóźnią. Udało mi się w końcu dotrzeć na odpowiednie piętro i udać do mojego miejsca pracy. Bell prychnął niezadowolony pod moimi nogami, więc zatrzymałem się w połowie kroku.
— Co jest, przyjacielu?
— Kolorowe coś się zbliża. – usłyszałem w odpowiedzi, a zaraz potem Bell z niezadowoleniem wskoczył gdzieś w okolice mojego biurka, gdzie miał swój własny leżaczek. Ja odwróciłem się i w tym momencie usłyszałem jak dziewczyna, która jakiś czas temu naskoczyła na mnie z powodu mojej ślepoty prosi mnie o pomoc. Uśmiechnąłem się najlepiej jak potrafiłem i wysłuchałem jej drżącego z niepewności głosu. Brzmiała naprawdę uroczo jak się nie złościła.
— Oh, witaj kolorowa panienko. Znowu się spotykamy – przyjemny, delikatny uśmiech nie schodził mi z twarzy. Przynajmniej miałem nadzieję, że taki był i miałem nadzieję, że dziewczyna się na mnie nie zezłości. Nawet nie wiedziałem, czy nadal była ubrana na kolorowo, ale ceniłem ludzi w różnorakich barwach, gdyż sam od dawna widzę głównie ciemności. Głowę chyliłem ku dołowi lekko nią poruszając, aby chwytać dźwięki z otoczenia. — Jak dawno zaginęły twoje rzeczy? Zaprowadzę cię do odpowiedniego miejsca. – nigdy nie byłem w miejscu, gdzie składują zaginione rzeczy, ale wiedziałem, gdzie było. Wyciągnąłem różdżkę przed siebie i ruszyłem wzdłuż ściany w przeciwnym kierunku niż wcześniej szedłem. – Ostatnio bardzo dużo osób szuka swoich rzeczy – podjąłem temat, ale nie było w tym nic dziwnego. Po Beltane ludzie sporo zgubili i dużo przedmiotów lądowało w naszym dziale.
Ostatni raz jak spotkałem tę dziewczynę nie skończył się za dobrze. Czułem się delikatnie przytłoczony i smutny, że nawiązałem negatywną relację z kimś kto nawet mnie nie znał. Nie wiem, dlaczego tak cholernie dbałem o to, aby ludzie mnie lubili. Strasznie mnie denerwowało, że dziewczyna była tak cholernie ślepa i głucha na moje słowa. Może sama była niewidoma, a ja wtedy tak źle ją potraktowałem? Nie, przecież Bell by mi o tym powiedział, prawda?