08.05.2023, 20:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.05.2023, 20:55 przez Elliott Malfoy.)
Dychotomia myśli spłynęła na wykrzywioną w grymasie złości porcelanową twarz sprawiając, że kąciki ust uniosły się drwiąco. Łoskot uderzającej o posadzkę laski, częściowo stłumiony przez perski dywan wygłuszający stawiane w holu kroki; wspomnienia dni, w których przesmykiwali się między pokojami, dzieląc sekret w ulotnych pocałunkach, które wtedy wydawały się niekończąca się słodkością z miodowej pasieki wszechświata. W pochłoniętym przez gniew spojrzeniu zawitały ogniki przekory. Ognisko dogasało i choć wciąż się tliło, teraz na pewno nie przypominało takowego, które wybuchem odepchnie nierozsądnego śmiałka. Ogień miał to do siebie, że nawet najmniejszy, jeżeli włożyło się do niego rękę, zostawiał najtrwalsze blizny, które z początku piekły, przypominając o sobie na każdym kroku, przy każdym dotyku; ściśnięcia przyjemnej miękkości skóry.
Trudno było dopatrywać się w Malfoyu jego zwyczajowego opanowania. W tych czterech ścianach, pod naporem obusiecznego miecza Erosa i Psyche, pozory które zachowywał w chłodzie świata zewnętrznego znikały; jak odpływ, który odsłania pożądany, większy kawałek plaży, ale wraz z nią ukrywane dotychczas pod morskimi falami, skondensowane przez intensywność połaci solnego pancerza, okropieństwa czające się pod powiekami świadomości, w cieniach i rogach pomieszczeń, które dostrzegamy kątem oka, gdy myśli na moment odpływają do ziemi obiecanej, fatamorgany podświadomości. W dogasającym gniewie niebieskich oczu Elliotta czaiło się coś niepokojącego, nigdy wcześniej nie kierowanego w stronę Perseusa. Pierwotność, którą trudno było ująć w słowa; złowroga w swoim połowicznym opanowaniu, przypominająca dwoistą naturą kota Schrödinger'a jednocześnie żywego i martwego, nigdy jedno albo drugie, zawsze razem. Tak samo w głębi duszy blondyna czaiło się okrucieństwo i pożądanie; nachodzące na siebie jak ying i yang, nie będące w stanie istnieć samotnie. Na daremno można było dopatrywać się w tym zachowaniu ojcowskich wzorów czy siostrzanych wpływów, sadystyczna chęć ukarania osoby, która dopuściła się okropnego czynu, pochodziła z wnętrza Elliotta Malfoya; nigdy go nie opuszczała, drzemała na skraju podświadomości, budząca się powoli - cierpliwa, metodyczna, wyrachowana.
- Oczywiście, że jestem do tego zdolny - jego głos był zachrypnięty, przyciszony przez ilość intensywnych wyzwisk, jakie z siebie wyrzucał jeszcze chwilę temu, a które osiadły w gęstej atmosferze, czekając na dopełnienie, kontynuacje - Sam fakt, że tu przyszedłeś jest błaganiem o litość, Perseus, łżesz mi w żywe oczy, znowu. - poszerzył nieprzyjemny uśmiech, jakby znęcanie się nad ofiara przychodziło mu naturalnie, jakby do tego był stworzony, a jedynie zabłądził po drodze i zmiękł na zewnątrz, cisnąc swoją prawdziwą naturę, nie pozwalając jej przejąć całkowicie kontroli.
Wypuścił różdżkę z dłoni, sprawiając, że ta dołączyła na podłodze do laski, potoczyła się w stronę ściany, zniknęła w cieniu dywanu i półmroku holu. Położył dłoń na policzku bruneta, przesuwając dłonią po mokrej ścieżce, którą wydrążyła samotna łza i umiejscawiając palce wpierw na szyi Perseusa zjechał na jego bark, chcąc wkraść się rozgrzaną od ledwo co dogasającej złości, dłonią pod materiał ubrania.
Nie zrobił tego, przysunął usta do jego ucha.
- Babranie się w wyrzutach sumienia za to, że mnie zostawiłeś bez słowa zaboli cię mocniej. - wyszeptał, jakby dzielił się z byłym kochankiem lepkim sekretem w upalny wieczór na południowofrancuskiej plaży - Dlaczego mi to zrobiłeś Percy? Nie wystarczałem ci? Sprawiłeś, że w imię ojcowskiego drogowskazu musiałem wpleść w swoje życie tą niewinną kobietę. Zachowałeś się jak tchórz, nie byłeś w stanie spojrzeć mi w oczy, a teraz przychodzisz i myślisz, że dam ci satysfakcję pełnej złości? Że dostaniesz to, o co prosisz, dokładnie w sposób, którego chcesz? - od zaśmiania się powstrzymała go tylko mamiąca bliskość znajomego zapachu, mieszającego się z wilgocią deszczu i nićmi materiału grubego płaszcza, którego szorstkość przeszkadzała delikatnym opuszkom palców.
Dał upust swojemu pożądaniu, dualizmowi przeplatającego się głodu zemsty oraz absolutnej tęsknoty za ciałem, które niegdyś tak idealnie dopełniało to jego, w pościeli za ścianą, tylko pare kroków w bok. Przywarł do jego ust nie czekając na zezwolenie, tym razem po prostu biorąc. Nie był to pocałunek pełny miłości, choć niósł ze sobą ciężar emocji, to te były inne. Sprawiające, że usta wydawały się pełne metalicznego posmaku krwi i chłodnego, zimowego powietrza.
Trudno było dopatrywać się w Malfoyu jego zwyczajowego opanowania. W tych czterech ścianach, pod naporem obusiecznego miecza Erosa i Psyche, pozory które zachowywał w chłodzie świata zewnętrznego znikały; jak odpływ, który odsłania pożądany, większy kawałek plaży, ale wraz z nią ukrywane dotychczas pod morskimi falami, skondensowane przez intensywność połaci solnego pancerza, okropieństwa czające się pod powiekami świadomości, w cieniach i rogach pomieszczeń, które dostrzegamy kątem oka, gdy myśli na moment odpływają do ziemi obiecanej, fatamorgany podświadomości. W dogasającym gniewie niebieskich oczu Elliotta czaiło się coś niepokojącego, nigdy wcześniej nie kierowanego w stronę Perseusa. Pierwotność, którą trudno było ująć w słowa; złowroga w swoim połowicznym opanowaniu, przypominająca dwoistą naturą kota Schrödinger'a jednocześnie żywego i martwego, nigdy jedno albo drugie, zawsze razem. Tak samo w głębi duszy blondyna czaiło się okrucieństwo i pożądanie; nachodzące na siebie jak ying i yang, nie będące w stanie istnieć samotnie. Na daremno można było dopatrywać się w tym zachowaniu ojcowskich wzorów czy siostrzanych wpływów, sadystyczna chęć ukarania osoby, która dopuściła się okropnego czynu, pochodziła z wnętrza Elliotta Malfoya; nigdy go nie opuszczała, drzemała na skraju podświadomości, budząca się powoli - cierpliwa, metodyczna, wyrachowana.
- Oczywiście, że jestem do tego zdolny - jego głos był zachrypnięty, przyciszony przez ilość intensywnych wyzwisk, jakie z siebie wyrzucał jeszcze chwilę temu, a które osiadły w gęstej atmosferze, czekając na dopełnienie, kontynuacje - Sam fakt, że tu przyszedłeś jest błaganiem o litość, Perseus, łżesz mi w żywe oczy, znowu. - poszerzył nieprzyjemny uśmiech, jakby znęcanie się nad ofiara przychodziło mu naturalnie, jakby do tego był stworzony, a jedynie zabłądził po drodze i zmiękł na zewnątrz, cisnąc swoją prawdziwą naturę, nie pozwalając jej przejąć całkowicie kontroli.
Wypuścił różdżkę z dłoni, sprawiając, że ta dołączyła na podłodze do laski, potoczyła się w stronę ściany, zniknęła w cieniu dywanu i półmroku holu. Położył dłoń na policzku bruneta, przesuwając dłonią po mokrej ścieżce, którą wydrążyła samotna łza i umiejscawiając palce wpierw na szyi Perseusa zjechał na jego bark, chcąc wkraść się rozgrzaną od ledwo co dogasającej złości, dłonią pod materiał ubrania.
Nie zrobił tego, przysunął usta do jego ucha.
- Babranie się w wyrzutach sumienia za to, że mnie zostawiłeś bez słowa zaboli cię mocniej. - wyszeptał, jakby dzielił się z byłym kochankiem lepkim sekretem w upalny wieczór na południowofrancuskiej plaży - Dlaczego mi to zrobiłeś Percy? Nie wystarczałem ci? Sprawiłeś, że w imię ojcowskiego drogowskazu musiałem wpleść w swoje życie tą niewinną kobietę. Zachowałeś się jak tchórz, nie byłeś w stanie spojrzeć mi w oczy, a teraz przychodzisz i myślisz, że dam ci satysfakcję pełnej złości? Że dostaniesz to, o co prosisz, dokładnie w sposób, którego chcesz? - od zaśmiania się powstrzymała go tylko mamiąca bliskość znajomego zapachu, mieszającego się z wilgocią deszczu i nićmi materiału grubego płaszcza, którego szorstkość przeszkadzała delikatnym opuszkom palców.
Dał upust swojemu pożądaniu, dualizmowi przeplatającego się głodu zemsty oraz absolutnej tęsknoty za ciałem, które niegdyś tak idealnie dopełniało to jego, w pościeli za ścianą, tylko pare kroków w bok. Przywarł do jego ust nie czekając na zezwolenie, tym razem po prostu biorąc. Nie był to pocałunek pełny miłości, choć niósł ze sobą ciężar emocji, to te były inne. Sprawiające, że usta wydawały się pełne metalicznego posmaku krwi i chłodnego, zimowego powietrza.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦