Klamka zapadła. Jednak Dagur nie byłby do końca szczery z samym sobą oraz ze swoimi bliskimi gdyby szedł w zaparte twierdząc, że nie ma wątpliwości w sprawie przeprowadzki do Wielkiej Brytanii i rozpoczęcia tam działalności. Przyświecał im wyraźny cel, który mogli osiągnąć ciężką pracą i w ten sposób zyskać pożądaną przez nich renomę, zlecenia, stałych klientów i uznanie dla islandzkiej sztuki kowalstwa. Nie mógł zignorować tego, że ten wyspiarski okaże się szczególnie niegościnny dla takich przybyszów jak oni. Wtedy jedyną opcją będzie powrót na Islandię. Nie dowiedzą się, póki nie spróbują.
Tym, co poważnie spędzało mu sen z powiek był stosunek brytyjskich czarodziejów do wilkołaków. Nie podobało mu się to, czego się dowiedział i tak samo nie odpowiadał mu obowiązek rejestracji, który jego syn będzie musiał wypełnić od razu po przybyciu do tego kraju. Natomiast go będą czekać zupełnie inne formalności. Założenie działalności gospodarczej oraz znalezienie dla nich odpowiedniego miejsca, w którym stanie ich nowy dom. Musiał być wystarczająco wysoki i duży, tak aby mógł swobodnie w nim się poruszać i by pomieściła się ich rodzina. Nie wykluczał sprowadzenia tutaj żony i córek, jeśli wszystko pójdzie po jego myśli.
Nie zamierzał umniejszać umiejętności i doświadczenia swoich pracowników. Swoich i własnego syna również nie. Za zmniejszoną ilość zamówień w ostatnim roku obwiniał tylko i wyłącznie gobliny, stanowiące konkurencję dla nich w tej branży. Stojąc przed należącą do nich kuźnią, Dagur przyglądał się tej konstrukcji z nieukrywanym sceptycyzmem. Spełniała ona podstawowe wymogi dotyczące przestrzeni, ale już widział, że będzie wymagać sporo pracy by w pełni nadawał się do użytkowania. Zajmie się tym niezwłocznie.
— Ten budynek wygląda jakby miał się zawalić od samego mojego pierdnięcia. Będziemy musieli go wzmocnić. To nasze miejsce pracy, dom jest tam — Skwitował w ich ojczystym języku, zacierając przy tym potężne dłonie. Zawsze mówił to, co myślał. Czasami bywał grubiański, jak teraz. Wskazał synowi sąsiedni budynek, w którym będą mieszkać. Standard podobny. Nie uszedł jego uwadze ten brak przekonania w głosie syna.
— Chłopcze, zdaje się że wiem co ci chodzi po głowie. Nie będziemy tutaj pasować to wrócimy na Islandię. Jeśli tutaj zostaniemy to sprowadzę tutaj twoją matkę i siostry — Dodał poważnie. Nie będzie przecież stawać na rzęsach po to, aby przypodobać się Brytyjczykom. Tak się umówił z żoną i córkami. Nie wyobrażał sobie bez nich życia.