11.05.2023, 21:38 ✶
Z torfowiska pamięci niezdarnie wygrzebało się wspomnienie; krople deszczu spływające po szybie, magipsychiatra, pod którego skrzydłami znalazł się na początku magisterium w Lecznicy Dusz, dystyngowany starszy człowiek o oczach jak niebo, patrzącymi nań wciąż trzeźwo, choć jego wychudłe ciało zapadało się w wielkim fotelu w półmroku gabinetu, który miał wkrótce po nim odziedziczyć i słowa płynące zaskakujące wartko: „Perseusie, nie można mówić o miłości do drugiej osoby, jeśli wzgardza się samym sobą”. Chłonął je wszystkie i traktował z największą powagą, niczym życiową prawdę, która objawiona została nielicznym. Im dłużej jednak rozmyślał nad słowami swego mentora, tym większy narastał w nim sprzeciw. Bo przecież kochał Elliotta z całą swoją gorliwością, zaś w uwielbieniu i oddaniu, jakimi go obdarzał, próżno było doszukiwać się nuty fałszu. Kiedy był z nim myślał też o sobie nieco inaczej, niemalże dobrze; w towarzystwie ukochanego zapominał, jak bardzo nienawidził siebie, jak rozpaczliwie pragnął być wystarczający. Wierząc w przyjaciela nie miał czasu, by wątpić w siebie. I wtedy, gdy był na dobrej drodze, by przebrnąć wreszcie przez bagno dziecięcych traum, a nawet zacząć postrzegać siebie jako wartościową istotę, pochwyciły go szpony choroby. Dolegliwości, pod którą ugięło się nie tylko ciało Perseusa, lecz także jego pokaleczone wcześniej psyche. Wstydził się jej, tej ułomności, jaka na niego spadła oraz słabości własnego charakteru. Choroby duszy natomiast mają to do siebie, że pozbawiają swej ofiary zdolności logicznego myślenia, osaczają go, napierają ze wszystkich stron, zmuszając do czynów – z punktu obserwatora – pozbawionych znamion logiki, lecz za to przynoszących chwilowe ukojenie rozedrganym emocjom.
Nie odpowiedział mu, ale też i wszelkie słowa były zbędne. Malfoy przejrzał go na wylot i Percy przeczuwał, że kolejne próby wyłgania się z tej sytuacji jedynie ośmieszą go bardziej. Zadrżał, gdy różdżka wypadła z dłoni Elliotta. Wtedy też poluzował uścisk na jego nadgarstku, a po chwili całkowicie go puścił. Wpatrywał się w niego zaskoczony tą nagłą kapitulacją, podczas gdy ciepłe palce starły mokry ślad z jego policzka. Poruszył się wówczas niespokojnie, jakby chciał zaoponować; to przecież on miał być tym, który ociera łzy.
— Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, jak… Nie masz pojęcia… Nie… — protesty Perseusa traciły swą żarliwość proporcjonalnie do wzburzenia, jakie wzrastało w nim pod wpływem dotyku Elliotta. Zapragnął odepchnąć go od siebie, odtrącić, jak robił to przez ostatnie lata, a jednocześnie paść przed nim na kolana i wyznać mu prawdę – o chorobie i o swoim wstydzie, o latach samotności i upokorzeń, a później błagać go o przebaczenie i zapewniać o swojej miłości. To jednak wymagałoby odwagi, której Blackowi brakowało.
Jak wielką zrobiłem ci krzywdę?, zdawały się pytać jego oczy, szkliste teraz od łez. Ostrożnie otoczył sylwetkę Malfoya swoimi ramionami, a następnie przyciągnął go do siebie, jakby bał się, że jeżeli wypuści go ze swych objęć, ten rozsypie się na kawałki. Że sam się posypie bez bliskości drugiej osoby.
A potem Elliott go pocałował.
Chwila niewypowiedzianie słodka, a równocześnie gorzka; wiedział bowiem, że nie ma w niej nic z dawnych uczuć. Gorące i okrutnie cielesne, obdarte z szat łagodności, jaką niesie ze sobą przywiązanie. Uległ mu, ale nie pozostał bierny; odwzajemnił pocałunek z całą pasją, jaką w sobie skrywał. Wypuścił go na chwilę, tylko po to, by jesienny płaszcz z szelestem zsunął się na podłogę, a potem ujął jego twarz w dłonie i odbił się od ściany, tylko po to, by obrócić dawnego kochanka i zamienić się z nim miejscami.
— Czy moje cierpienie przyniesie ci ulgę? — zapytał zdławionym głosem, gdy na moment udało mu się oderwać od ust kochanka — Więc skrzywdź mnie. Spraw, żeby bolało.
O tym, że bolało nieprzerwanie od pięciu lat oraz że przeklinał dzień, w którym zdecydował się na ucieczkę, nie chciał wspominać. Liczyło się tylko to, że znów trzymał go w ramionach, że czuł na skórze jego gorący oddech i wargi szukających jego własnych. Remedium dla odrętwiałego od jesiennego chłodu ciała.
Zaraz więc znów go pocałował, a prawa dłoń zajęła się rozpinaniem guzików jego koszuli.
Nie odpowiedział mu, ale też i wszelkie słowa były zbędne. Malfoy przejrzał go na wylot i Percy przeczuwał, że kolejne próby wyłgania się z tej sytuacji jedynie ośmieszą go bardziej. Zadrżał, gdy różdżka wypadła z dłoni Elliotta. Wtedy też poluzował uścisk na jego nadgarstku, a po chwili całkowicie go puścił. Wpatrywał się w niego zaskoczony tą nagłą kapitulacją, podczas gdy ciepłe palce starły mokry ślad z jego policzka. Poruszył się wówczas niespokojnie, jakby chciał zaoponować; to przecież on miał być tym, który ociera łzy.
— Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, jak… Nie masz pojęcia… Nie… — protesty Perseusa traciły swą żarliwość proporcjonalnie do wzburzenia, jakie wzrastało w nim pod wpływem dotyku Elliotta. Zapragnął odepchnąć go od siebie, odtrącić, jak robił to przez ostatnie lata, a jednocześnie paść przed nim na kolana i wyznać mu prawdę – o chorobie i o swoim wstydzie, o latach samotności i upokorzeń, a później błagać go o przebaczenie i zapewniać o swojej miłości. To jednak wymagałoby odwagi, której Blackowi brakowało.
Jak wielką zrobiłem ci krzywdę?, zdawały się pytać jego oczy, szkliste teraz od łez. Ostrożnie otoczył sylwetkę Malfoya swoimi ramionami, a następnie przyciągnął go do siebie, jakby bał się, że jeżeli wypuści go ze swych objęć, ten rozsypie się na kawałki. Że sam się posypie bez bliskości drugiej osoby.
A potem Elliott go pocałował.
Chwila niewypowiedzianie słodka, a równocześnie gorzka; wiedział bowiem, że nie ma w niej nic z dawnych uczuć. Gorące i okrutnie cielesne, obdarte z szat łagodności, jaką niesie ze sobą przywiązanie. Uległ mu, ale nie pozostał bierny; odwzajemnił pocałunek z całą pasją, jaką w sobie skrywał. Wypuścił go na chwilę, tylko po to, by jesienny płaszcz z szelestem zsunął się na podłogę, a potem ujął jego twarz w dłonie i odbił się od ściany, tylko po to, by obrócić dawnego kochanka i zamienić się z nim miejscami.
— Czy moje cierpienie przyniesie ci ulgę? — zapytał zdławionym głosem, gdy na moment udało mu się oderwać od ust kochanka — Więc skrzywdź mnie. Spraw, żeby bolało.
O tym, że bolało nieprzerwanie od pięciu lat oraz że przeklinał dzień, w którym zdecydował się na ucieczkę, nie chciał wspominać. Liczyło się tylko to, że znów trzymał go w ramionach, że czuł na skórze jego gorący oddech i wargi szukających jego własnych. Remedium dla odrętwiałego od jesiennego chłodu ciała.
Zaraz więc znów go pocałował, a prawa dłoń zajęła się rozpinaniem guzików jego koszuli.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory