13.05.2023, 17:04 ✶
Nie przypuszczała, że jej drobna podpowiedź może faktycznie być rozwiązaniem dla dziesięciu lat bezowocnego posyłania sobie spojrzeń, czy krótkich gestów świadczących o uczuciu. Pomijając namowy Ivara na zasugerowanie Niedźwiadkowi szukania kwiatu paproci oraz mordercze spojrzenie Njáli, nie miała z nimi żadnej interakcji lub dłuższej styczności, a jednak wiadomość o ich ślubie była dla niej jedną z tych, które wywoływały najszczerszy uśmiech. Zwyczajnie uwielbiała widok szczęśliwych ludzi, który w końcu znajdowali w sobie siłę, aby przyciągnąć to, co chcieli, nie pozwalając już temu uciec. Niespodzianką był też dla niej list od Islandczyka, bo nawet jeśli dobrze się razem bawili i pomimo różnić dogadywali, nie sądziła, że będzie chciał akurat ją zaprosić na tak ważne dla siebie wydarzenie, jak ślub przyjaciela. Czy nie mówił, że przez jej towarzystwo oszaleje, nie wspominając, że jej bezpośredniość oraz upór mogły przyciągać spojrzenia, czego w sumie nie lubił? Obiecała więc sobie, że się postara — zaczynając od stroju, kończąc na pilnowaniu gestów czy słów. Skoro mieli tam być jego bliscy, nie chciała, aby czuł się przez nią źle lub musiał się wstydzić. Odpisując mu na list z uśmiechem, założyła więc, że będzie nienaganna.
Wyjątkowo zdecydowała się na wynajęcie pokoju, zamiast przytargać ze sobą namiot. I chociaż Mara nie pozwoliła jej lecieć samej, bo polubiła Islandzkie wrzosowiska, tym razem dostały się na wyspę za pomocą tradycyjnych, mniej przyjemnych metod. Nie mogła sobie odmówić przybycia na miejsce dzień przed ceremonią, chcąc dopiąć kilka rzeczy na ostatni guzik i być może znaleźć odrobinę inspiracji. Niezbyt jej pomógł z doborem stroju, pomijając fakt, że sukienka miała być niebieska — jak ocean, bo taki kolor lubił. Okazało się, że wybór miejsca okazał się darem od losu, a dokładniej pracująca tam dziewczyna — chyba w wieku Pandory, o rozkosznie różowych policzkach i jasnobrązowych warkoczach — nim była.
Jeśli była umówiona na konkretną datę oraz godzinę, pomimo chaosu, który sobą reprezentowała, nigdy się nie spóźniała. Wstała więc wcześniej, urządziła sobie rano spacer, a potem wysypała zawartość walizki na łóżko, przebierając w sukienkach — chyba nigdy w życiu nie miała tylu niebieskich sukienek. Zwykle przecież wybierała spodnie, były praktyczniejsze. A potem zjawiła się ona z zamówioną przez Pandorę herbatą. Ingrid z początku była dość oszczędna w słowach, ale Prewettówna umiała jednać sobie ludzi i sprawiać, że zaczynali się odzywać — no, prawie wszyscy, niektórzy potrzebowali odrobiny gorzałki. Pomijając zasypanie dziewczyny komplementami i zachwytem nad jej warkoczami, zwyczajnie zapytała ją o radę. Bo chyba wszyscy z okolicy na ten ślub szli. I okazało się, że znała nawet Niedźwiadka, do czego przeszły od słowa do słowa. Była na tyle miła, że poza kwestią stroju, zajęła się także jej ciemnymi włosami, uprzednio dając jej do kąpieli mieszankę z wrzosem i kilkoma innymi ziołami. Nawet pożyczyła jej jeden ze swoich płaszczy z dziwnym futerkiem, za co Pandora była jej wdzięczna. Ingrid była dobra z transmutacji, dzięki czemu nieco go zmniejsza oraz dopasowała pod sylwetkę Turczynki, a ta była drobniejsza, niż tutejszych kobiet.
Nie przypuszczała, że tak wiele osób pojawi się na tej ceremonii, więcej niż na przyjęciach ogrodowych jej matki. Z zaciekawieniem rozglądała się dookoła, pozwalając sobie jedynie na delikatny uśmiech i stojąc grzecznie w towarzystwie Ingrid, bo zwyczajnie nie było możliwości dostać się do będącego na przedzie Nordgersima, którego wypatrzenie chwile jej zajęło. Dziewczyna była z grupką swoich znajomych i członków rodziny, rozmawiając żywo w ich rodzinnym języku, czasem coś Pandorze tłumacząc. A prawda była taka, że ta nie mogła od rudej oderwać wzroku, wyglądała tak pięknie. Wszystkie te kwiaty, unoszący się w powietrzu zapach, mnóstwo detali i bodźców sprawiały, że nie mogła się zdecydować, na co patrzeć. I miała równie dużo pytań, z których kilka otrzymała jej nowa koleżanka.
Nigdy nie miała problemu z ludźmi, umiała odnajdywać się w nowym towarzystwie, jednak była Ingrid wdzięczna za czytanie w myślach i to, że nie musiała sama w tej chacie się przeciskać, aby do niego dotrzeć. Dodatkowo dziewczyna opowiadała jej trochę o tym miejscu, wskazując rękoma na różne elementy budynku, jak i czasem szepcząc coś o kilku gościach.
- Hæ. Við höfum verið að leita að þér. Gleymdirðu ekki einhverjum?- przywitała się z nim dziewczyna wesoło, wysuwając dłoń spod ramienia brunetki, a potem odwróciła się do niej, raz jeszcze przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Znajdź mnie później, to napijemy się miodu razem. Baw się dobrze!
- Znajdę. Dziękuje Ingrid. - odprowadziła ją wzrokiem, zanim ta zniknęła wśród zbierających się ludzi. Gdy wyprostowała głowę i spojrzała na Hjalmara, uśmiechnęła się znacznie mocniej, z trudem powstrzymując chęć przytulenia go na przywitanie. Zamiast tego położyła mu dłoń na ramieniu i musnęła wargami jego policzek na przywitanie, a potem usiadła obok, uważając przy tym na sukienkę i całą resztę. Wyprostowała plecy, pozwalając, aby finezyjny warkocz opadający jej na jedno z ramion ułożył się wygodnie, przyozdobiony małymi kwiatkami. Nie było ich dużo, tworzyły subtelną ścieżkę do nieco większego, który Ingrid jej zaplotła nad uchem, przy jednym z upięć. Przypominał może trochę bardziej kłos niż warkocz, ale nie zamierzała się kłócić z autorką. Darowała sobie też przesadny makijaż, podkreślając jedynie oczy i nakładając pomadkę w naturalnym kolorze. - Było tam tak dużo ludzi, że nie miałyśmy jak się do Ciebie przecisnąć, wybacz mi spóźnienie. - wytłumaczyła mu jeszcze pogodnie, biorąc się za odpinanie płaszcza, bo w podłużnej izbie było przyjemnie ciepło. Nim odwróciła twarz w jego stronę, omiotła dyskretnie spojrzeniem znajdujących się najbliżej gości. Nienagannie Pandora. - Przepiękna ceremonia, nie mogłam oderwać od niej oczu. Ivar ma naprawdę szczęście. - dodała jeszcze nieco ciszej, nachylając się odrobinę w jego stronę, aby nie brzmieć zbyt entuzjastycznie i nie robić niepotrzebnego zamieszania. Nie mogła się jednak powstrzymać i podniosła spojrzenie na jego błękitne oczy, bezgłośnie mówiąc mu kilka angielskich słów, a potem jak gdyby nigdy nic, zaczęła zsuwać z ramion wierzchnie odkrycie.
Wyjątkowo zdecydowała się na wynajęcie pokoju, zamiast przytargać ze sobą namiot. I chociaż Mara nie pozwoliła jej lecieć samej, bo polubiła Islandzkie wrzosowiska, tym razem dostały się na wyspę za pomocą tradycyjnych, mniej przyjemnych metod. Nie mogła sobie odmówić przybycia na miejsce dzień przed ceremonią, chcąc dopiąć kilka rzeczy na ostatni guzik i być może znaleźć odrobinę inspiracji. Niezbyt jej pomógł z doborem stroju, pomijając fakt, że sukienka miała być niebieska — jak ocean, bo taki kolor lubił. Okazało się, że wybór miejsca okazał się darem od losu, a dokładniej pracująca tam dziewczyna — chyba w wieku Pandory, o rozkosznie różowych policzkach i jasnobrązowych warkoczach — nim była.
Jeśli była umówiona na konkretną datę oraz godzinę, pomimo chaosu, który sobą reprezentowała, nigdy się nie spóźniała. Wstała więc wcześniej, urządziła sobie rano spacer, a potem wysypała zawartość walizki na łóżko, przebierając w sukienkach — chyba nigdy w życiu nie miała tylu niebieskich sukienek. Zwykle przecież wybierała spodnie, były praktyczniejsze. A potem zjawiła się ona z zamówioną przez Pandorę herbatą. Ingrid z początku była dość oszczędna w słowach, ale Prewettówna umiała jednać sobie ludzi i sprawiać, że zaczynali się odzywać — no, prawie wszyscy, niektórzy potrzebowali odrobiny gorzałki. Pomijając zasypanie dziewczyny komplementami i zachwytem nad jej warkoczami, zwyczajnie zapytała ją o radę. Bo chyba wszyscy z okolicy na ten ślub szli. I okazało się, że znała nawet Niedźwiadka, do czego przeszły od słowa do słowa. Była na tyle miła, że poza kwestią stroju, zajęła się także jej ciemnymi włosami, uprzednio dając jej do kąpieli mieszankę z wrzosem i kilkoma innymi ziołami. Nawet pożyczyła jej jeden ze swoich płaszczy z dziwnym futerkiem, za co Pandora była jej wdzięczna. Ingrid była dobra z transmutacji, dzięki czemu nieco go zmniejsza oraz dopasowała pod sylwetkę Turczynki, a ta była drobniejsza, niż tutejszych kobiet.
Nie przypuszczała, że tak wiele osób pojawi się na tej ceremonii, więcej niż na przyjęciach ogrodowych jej matki. Z zaciekawieniem rozglądała się dookoła, pozwalając sobie jedynie na delikatny uśmiech i stojąc grzecznie w towarzystwie Ingrid, bo zwyczajnie nie było możliwości dostać się do będącego na przedzie Nordgersima, którego wypatrzenie chwile jej zajęło. Dziewczyna była z grupką swoich znajomych i członków rodziny, rozmawiając żywo w ich rodzinnym języku, czasem coś Pandorze tłumacząc. A prawda była taka, że ta nie mogła od rudej oderwać wzroku, wyglądała tak pięknie. Wszystkie te kwiaty, unoszący się w powietrzu zapach, mnóstwo detali i bodźców sprawiały, że nie mogła się zdecydować, na co patrzeć. I miała równie dużo pytań, z których kilka otrzymała jej nowa koleżanka.
Nigdy nie miała problemu z ludźmi, umiała odnajdywać się w nowym towarzystwie, jednak była Ingrid wdzięczna za czytanie w myślach i to, że nie musiała sama w tej chacie się przeciskać, aby do niego dotrzeć. Dodatkowo dziewczyna opowiadała jej trochę o tym miejscu, wskazując rękoma na różne elementy budynku, jak i czasem szepcząc coś o kilku gościach.
- Hæ. Við höfum verið að leita að þér. Gleymdirðu ekki einhverjum?- przywitała się z nim dziewczyna wesoło, wysuwając dłoń spod ramienia brunetki, a potem odwróciła się do niej, raz jeszcze przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Znajdź mnie później, to napijemy się miodu razem. Baw się dobrze!
- Znajdę. Dziękuje Ingrid. - odprowadziła ją wzrokiem, zanim ta zniknęła wśród zbierających się ludzi. Gdy wyprostowała głowę i spojrzała na Hjalmara, uśmiechnęła się znacznie mocniej, z trudem powstrzymując chęć przytulenia go na przywitanie. Zamiast tego położyła mu dłoń na ramieniu i musnęła wargami jego policzek na przywitanie, a potem usiadła obok, uważając przy tym na sukienkę i całą resztę. Wyprostowała plecy, pozwalając, aby finezyjny warkocz opadający jej na jedno z ramion ułożył się wygodnie, przyozdobiony małymi kwiatkami. Nie było ich dużo, tworzyły subtelną ścieżkę do nieco większego, który Ingrid jej zaplotła nad uchem, przy jednym z upięć. Przypominał może trochę bardziej kłos niż warkocz, ale nie zamierzała się kłócić z autorką. Darowała sobie też przesadny makijaż, podkreślając jedynie oczy i nakładając pomadkę w naturalnym kolorze. - Było tam tak dużo ludzi, że nie miałyśmy jak się do Ciebie przecisnąć, wybacz mi spóźnienie. - wytłumaczyła mu jeszcze pogodnie, biorąc się za odpinanie płaszcza, bo w podłużnej izbie było przyjemnie ciepło. Nim odwróciła twarz w jego stronę, omiotła dyskretnie spojrzeniem znajdujących się najbliżej gości. Nienagannie Pandora. - Przepiękna ceremonia, nie mogłam oderwać od niej oczu. Ivar ma naprawdę szczęście. - dodała jeszcze nieco ciszej, nachylając się odrobinę w jego stronę, aby nie brzmieć zbyt entuzjastycznie i nie robić niepotrzebnego zamieszania. Nie mogła się jednak powstrzymać i podniosła spojrzenie na jego błękitne oczy, bezgłośnie mówiąc mu kilka angielskich słów, a potem jak gdyby nigdy nic, zaczęła zsuwać z ramion wierzchnie odkrycie.