15.05.2023, 10:45 ✶
Śmietanka towarzyska magicznego Londynu była przesadnie nadmuchana, pogrążona we własnym przepychu, ślepo dążąca do bogactwa oraz władzy i Cynthia nawet po chwili namysłu, nie byłaby w stanie wskazać jednej z kobiet, która przejawiałaby tak pozbawione rozsądku i elegancji zachowania, jak ona. Nie licząc Brenny, ale ta akurat była wyjątkową, promienistą jednostką i nie należała do żadnej znanej blondynce kategorii. Cathal musiał być niesamowicie interesujący, przystojny lub charyzmatyczny, że zdołał nie dość, że wyciągnąć ją do lasu w koktajlowej sukience, co jeszcze zabrać na randkę na cmentarz. To były chyba jedne z najbardziej szalonych rzeczy, jakie ostatnimi czasy robiła w swoim życiu.
- Nie ujęłabym tego lepiej. Szkoda tylko, że tak mało osób zdaje sobie z tego sprawę, trwoniąc dni na lenistwie oraz tkwieniu w miejscu, w którym wcale nie chcą być. - odpowiedziała, wykonując delikatny ruch barkami. Prawda była taka, że nic gorszego, poza żałowaniem czegokolwiek nie przychodziło jej do głowy. Minionego czasu się nie odzyska, każdy stracony dzień, który nie wniósł niczego do chwili obecnej, był zmarnowanym. Jego zaangażowanie, chłopięcy błysk w oczach na wzmiankę tylko o rzeczach powiązanych z archeologią był odświeżający i miły. Inny od tego, co spotykała w swojej codzienności. Na jego słowa nie mogła powstrzymać krótkiego, aczkolwiek wyjątkowo szczerego śmiechu, kręcąc delikatnie głową. Teraz to on ją porównywał do dziecka wśród zabawek, gdy ona jeszcze chwilę temu kontemplowała nad tym samym w związku z jego osobą? - Masz mnie, to zdecydowanie jedne z moich ulubionych cukierków. Pierwotnie chciałam ratować życia, a skończyłam na pracy wśród śmierci.
Nie nazwałaby akurat swojej kostnicy nudną, zwłaszcza w ostatnich przypadkach — chociaż wypełnianie przesadnie szczegółowych raportów było czasem nużące. Flintowie mieli skrzata, ale nie korzystała z pomocy Migotki, bo jej pedantyzm nie powołał na zostawienie na stoliku filiżanki po kawie lub niezasłanie łóżka.
- A może jej największy skarb nie został jeszcze odnaleziony? - nie mogła powstrzymać się przed drobnym podpuszczeniem z odpowiednio dobranym głosem oraz krótkim spojrzeniem posłanym w jego kierunku. Jak wielka była ciekawość? Wystarczyła maleńka iskra do jej rozpalenia, czy raczej umiał się powstrzymać? Ruchem głowy zgarnęła jasne pasma do tyłu. - Nie raczej szlifowanie? Każde przyzwanie sprawia, że jest lepszy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy jednak z takim człowiekiem nie miałam styczności.
Wyznała mu przy okazji, bo zajmowała się czysto kwestia cielesną, a nie duchową. Trudno było wyobrazić sobie taki seans komuś z jej umysłem i podejściem do życia. Czy martwym nie przeszkadzało zakłócanie ich spokoju, czy może raczej chętnie dzieliły się historiami z wywoływaczem? Milczała chwilę, przyglądając się zamyśleniu widniejącemu na jego twarzy i była przekonana, że zastanawia się nad byłą Ślizgonką, której kości tkwiły gdzieś dalej. Cokolwiek tu nie tkwiło, postarała się o dobrą ochronę swojego grobu.
- Znasz się również na gadach? - zapytała z odrobiną zaskoczenia, nie mając absolutnie pretensji o poprawienie jej i uzupełnienie wiedzy, która kiedyś mogłaby okazać się przydatną. Nie podejrzewała go o konszachty z wężami, jakkolwiek to nie brzmiało. I patrząc na jego twarz, widząc jasne i przecież dobre oczy, w które tyle razy już miała okazję spojrzeć, nie przychodził na myśl wcale Salazar Slytherin. Każdy miał jednak swoje sekrety.
Przytaknęła jedynie na jego słowa, kierując się za nim do przejścia do następnej komnaty, mając rozpalony kraniec różdżki za pomocą zaklęcia Lumos, jak zasugerował. Rozejrzała się dookoła po pomieszczeniu, zatrzymując na chwilę wzrok na kołyszących się leniwie, zielonych pędach. - Zakładasz, czy miałeś okazję się przekonać? Zdradliwa roślina, skuteczna.
Miała pojęcie o zielarstwie, bo zajmowała się eliksirami. Nie umiała oczywiście hodować roślin, miała do tego dwie lewe ręce, ale rozróżnianie oraz zastosowanie, nie było problemem. I faktycznie, jak rozejrzała się raz jeszcze po izbie, nie dostrzegła potencjalnego przejścia dalej. Śledziła magicznego motyla wzrokiem, gdy ten tylko zareagował na poczynania Cathala.
- Motyl przypomina podobno człowieka, a raczej jest tym, czym chcielibyśmy być i jak chcielibyśmy być zapamiętani. Jest kruchy oraz delikatny, żyje krótko, jest w stanie wytrzymać wiele silnych wiatrów i rodzi się z brzydkiej gąsienicy. Niewiele z nich dostaje skrzydeł. A przynajmniej tak sugerowała jedna z ksiąg. - powiedziała, podchodząc do ściany i przyglądając się wzorom, uśmiechnęła się pod nosem. Nawet jeśli treść tomiska była bzdurą, wydawała się jej ładna i pasująca do przesłania. - Lubisz motyle, czy może jednak preferujesz węże? - zapytała, wyciągając palce w stronę wyrytego kształtu, jednak nie dotknęła płyty, odwracając twarz w jego kierunku i posyłając mu najpierw pytające spojrzenie. Nie chciała uruchomić jakieś pułapki i sprawić, że nie mogliby stąd wyjść.
- Nie ujęłabym tego lepiej. Szkoda tylko, że tak mało osób zdaje sobie z tego sprawę, trwoniąc dni na lenistwie oraz tkwieniu w miejscu, w którym wcale nie chcą być. - odpowiedziała, wykonując delikatny ruch barkami. Prawda była taka, że nic gorszego, poza żałowaniem czegokolwiek nie przychodziło jej do głowy. Minionego czasu się nie odzyska, każdy stracony dzień, który nie wniósł niczego do chwili obecnej, był zmarnowanym. Jego zaangażowanie, chłopięcy błysk w oczach na wzmiankę tylko o rzeczach powiązanych z archeologią był odświeżający i miły. Inny od tego, co spotykała w swojej codzienności. Na jego słowa nie mogła powstrzymać krótkiego, aczkolwiek wyjątkowo szczerego śmiechu, kręcąc delikatnie głową. Teraz to on ją porównywał do dziecka wśród zabawek, gdy ona jeszcze chwilę temu kontemplowała nad tym samym w związku z jego osobą? - Masz mnie, to zdecydowanie jedne z moich ulubionych cukierków. Pierwotnie chciałam ratować życia, a skończyłam na pracy wśród śmierci.
Nie nazwałaby akurat swojej kostnicy nudną, zwłaszcza w ostatnich przypadkach — chociaż wypełnianie przesadnie szczegółowych raportów było czasem nużące. Flintowie mieli skrzata, ale nie korzystała z pomocy Migotki, bo jej pedantyzm nie powołał na zostawienie na stoliku filiżanki po kawie lub niezasłanie łóżka.
- A może jej największy skarb nie został jeszcze odnaleziony? - nie mogła powstrzymać się przed drobnym podpuszczeniem z odpowiednio dobranym głosem oraz krótkim spojrzeniem posłanym w jego kierunku. Jak wielka była ciekawość? Wystarczyła maleńka iskra do jej rozpalenia, czy raczej umiał się powstrzymać? Ruchem głowy zgarnęła jasne pasma do tyłu. - Nie raczej szlifowanie? Każde przyzwanie sprawia, że jest lepszy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy jednak z takim człowiekiem nie miałam styczności.
Wyznała mu przy okazji, bo zajmowała się czysto kwestia cielesną, a nie duchową. Trudno było wyobrazić sobie taki seans komuś z jej umysłem i podejściem do życia. Czy martwym nie przeszkadzało zakłócanie ich spokoju, czy może raczej chętnie dzieliły się historiami z wywoływaczem? Milczała chwilę, przyglądając się zamyśleniu widniejącemu na jego twarzy i była przekonana, że zastanawia się nad byłą Ślizgonką, której kości tkwiły gdzieś dalej. Cokolwiek tu nie tkwiło, postarała się o dobrą ochronę swojego grobu.
- Znasz się również na gadach? - zapytała z odrobiną zaskoczenia, nie mając absolutnie pretensji o poprawienie jej i uzupełnienie wiedzy, która kiedyś mogłaby okazać się przydatną. Nie podejrzewała go o konszachty z wężami, jakkolwiek to nie brzmiało. I patrząc na jego twarz, widząc jasne i przecież dobre oczy, w które tyle razy już miała okazję spojrzeć, nie przychodził na myśl wcale Salazar Slytherin. Każdy miał jednak swoje sekrety.
Przytaknęła jedynie na jego słowa, kierując się za nim do przejścia do następnej komnaty, mając rozpalony kraniec różdżki za pomocą zaklęcia Lumos, jak zasugerował. Rozejrzała się dookoła po pomieszczeniu, zatrzymując na chwilę wzrok na kołyszących się leniwie, zielonych pędach. - Zakładasz, czy miałeś okazję się przekonać? Zdradliwa roślina, skuteczna.
Miała pojęcie o zielarstwie, bo zajmowała się eliksirami. Nie umiała oczywiście hodować roślin, miała do tego dwie lewe ręce, ale rozróżnianie oraz zastosowanie, nie było problemem. I faktycznie, jak rozejrzała się raz jeszcze po izbie, nie dostrzegła potencjalnego przejścia dalej. Śledziła magicznego motyla wzrokiem, gdy ten tylko zareagował na poczynania Cathala.
- Motyl przypomina podobno człowieka, a raczej jest tym, czym chcielibyśmy być i jak chcielibyśmy być zapamiętani. Jest kruchy oraz delikatny, żyje krótko, jest w stanie wytrzymać wiele silnych wiatrów i rodzi się z brzydkiej gąsienicy. Niewiele z nich dostaje skrzydeł. A przynajmniej tak sugerowała jedna z ksiąg. - powiedziała, podchodząc do ściany i przyglądając się wzorom, uśmiechnęła się pod nosem. Nawet jeśli treść tomiska była bzdurą, wydawała się jej ładna i pasująca do przesłania. - Lubisz motyle, czy może jednak preferujesz węże? - zapytała, wyciągając palce w stronę wyrytego kształtu, jednak nie dotknęła płyty, odwracając twarz w jego kierunku i posyłając mu najpierw pytające spojrzenie. Nie chciała uruchomić jakieś pułapki i sprawić, że nie mogliby stąd wyjść.