15.05.2023, 11:07 ✶
Nie było jej sprawą, jak się zachowywał i jak żył. Mógł być pierwiastkiem czystego chaosu, ziarnem nieporządku i usposobieniem narwania, ale była to jego decyzja i jego sposób. Nikt nie miał prawa przecież tego kwestionować. Przez myśl jej przeszło, że ludzie będący usposobieniem tego wszystkiego, tworzącego w kwintesencji spontaniczność oraz wolność, byli podobno tymi najbardziej szczęśliwymi.
Podejrzewała, że nie była wiarygodna w swoich zapewnieniach, ale starała się na bałaganie po prostu nie skupiać. Przyszła tu w konkretnym celu, musiała sprawdzić, czy faktycznie miał coś, co mogłoby się jej przydać do któregoś z projektów, a nie oceniać brudną podłogę lub walające się dookoła używki. Teoretycznie sklep nie powinien przypominać meliny, ale w praktyce było to przecież tylko wolą jego właściciela.
Pracowała w Ministerstwie, musiała być schludna i ułożona. W jej prezencji na próżno było jednak szukać przepychu lub nadmiaru, była bardzo skromna i powściągliwa, wierząc, że piękno tkwi w prostocie. Nie nosiła zbędnej biżuterii, tak samo, jak nie wykonywała zbędnych ruchów, wszystko było istotnie — dopasowane. Nie znaczyło to jednak, że każdy nie mógłby być, jak taka Panna Flint, nie wymagało to wcale dużo wysiłku, a bardziej stanowczości i systematyczności w działaniach. Chęci.
Jego uśmiech bardzo przypominał ten, którym obdarzał ją Delian i skojarzenie to sprawiło, że i jej kąciki drgnęły ku górze, gdy błękitne tęczówki przesunęły po twarzy mężczyzny, odszukując jego spojrzenia. - Uśmiechacie się z bratem w bardzo podobny sposób, nawet Fergus tak robi. To chyba rodzinny talent Olivanderów. - powiedziała zgodnie z prawdą, bo i przyjaciel pojawił się przed jej oczami, bo usta układały im się w ten sam sposób. Miał szczęście, że nie używał zwrotu "Księżniczka" głośno i że Cynthia nie umiała czytać w myślach swoich rozmówców, bo uznałaby, że zdecydowanie przesadza i wyolbrzymia. Daleko jej było do takowej, prędzej królowej lodu, jak mawiał otwarcie Sauriel. Użycie epitetu "urocza" byłoby dla niej równie zaskakujące.
Obserwowała, jak wyjmował fiolki oraz słoiczki, jak na ladzie piętrzyły się maści i eliksiry. Mimowolnie poświęciła każdemu z nich więcej uwagi, próbując zgadnąć lub domyślić się tego, z czym miała do czynienia. Jej kroki znów rozniosły się echem, gdy podeszła bliżej, nachylając się odrobinę i rozluźniając dłonie. Dostrzegła błysk niepewności w radosnych wcześniej ślepiach, jednak nie zareagowała, nie chcąc go bardziej płoszyć. Była doskonałym obserwatorem, znała się na ludziach chyba lepiej, niż na zaklęciach, a już na pewno transmutacyjnych.
- Sama nie wiem. Czego szukam? - odparła mu pytaniem na pytanie, prostując się i obdarzając go pociągłym spojrzeniem, znów pozwoliła sobie na wzruszenie ramion, subtelnie wprawiające w ruch jasne pasma włosów. - Eksperymentuje, szukam możliwości i poszerzam horyzonty. Hmm?
Odprowadziła go wzrokiem, nieco zbita z tropu, ale przytaknęła i skierowała się do kanapy, siadając i poprawiając materiał sukienki, gdy ten rozlazł się po jej nogach. Ułożyła dłonie na kolanach, prostując palce. Siedziała prosto, raz jeszcze przesunęła wzrokiem po sklepie, mając zupełnie inne pole widzenia. Kanapa była dość wygodna.
- Obydwoje pracujemy w Ministerstwie, czasem odwiedza mnie w prosektorium. No i jest jeszcze Fergus, z którym przyjaźnię się od czasów Hogwartu. - wyjaśniła mu dość pogodnym głosem, obserwując jego poczynania z odrobiną zaskoczenia, bo o kawie lub herbacie z kociołka chyba jeszcze nie słyszała. Flint umiała się jednak dostosować, znaleźć równowagę w każdej sytuacji. Wystarczyło zachowywać kontrolę, nosić właściwą maskę. - Twój brat naprawdę dobrze sobie radzi, jest obowiązkowy i można na nim polegać.
Podejrzewała, że nie była wiarygodna w swoich zapewnieniach, ale starała się na bałaganie po prostu nie skupiać. Przyszła tu w konkretnym celu, musiała sprawdzić, czy faktycznie miał coś, co mogłoby się jej przydać do któregoś z projektów, a nie oceniać brudną podłogę lub walające się dookoła używki. Teoretycznie sklep nie powinien przypominać meliny, ale w praktyce było to przecież tylko wolą jego właściciela.
Pracowała w Ministerstwie, musiała być schludna i ułożona. W jej prezencji na próżno było jednak szukać przepychu lub nadmiaru, była bardzo skromna i powściągliwa, wierząc, że piękno tkwi w prostocie. Nie nosiła zbędnej biżuterii, tak samo, jak nie wykonywała zbędnych ruchów, wszystko było istotnie — dopasowane. Nie znaczyło to jednak, że każdy nie mógłby być, jak taka Panna Flint, nie wymagało to wcale dużo wysiłku, a bardziej stanowczości i systematyczności w działaniach. Chęci.
Jego uśmiech bardzo przypominał ten, którym obdarzał ją Delian i skojarzenie to sprawiło, że i jej kąciki drgnęły ku górze, gdy błękitne tęczówki przesunęły po twarzy mężczyzny, odszukując jego spojrzenia. - Uśmiechacie się z bratem w bardzo podobny sposób, nawet Fergus tak robi. To chyba rodzinny talent Olivanderów. - powiedziała zgodnie z prawdą, bo i przyjaciel pojawił się przed jej oczami, bo usta układały im się w ten sam sposób. Miał szczęście, że nie używał zwrotu "Księżniczka" głośno i że Cynthia nie umiała czytać w myślach swoich rozmówców, bo uznałaby, że zdecydowanie przesadza i wyolbrzymia. Daleko jej było do takowej, prędzej królowej lodu, jak mawiał otwarcie Sauriel. Użycie epitetu "urocza" byłoby dla niej równie zaskakujące.
Obserwowała, jak wyjmował fiolki oraz słoiczki, jak na ladzie piętrzyły się maści i eliksiry. Mimowolnie poświęciła każdemu z nich więcej uwagi, próbując zgadnąć lub domyślić się tego, z czym miała do czynienia. Jej kroki znów rozniosły się echem, gdy podeszła bliżej, nachylając się odrobinę i rozluźniając dłonie. Dostrzegła błysk niepewności w radosnych wcześniej ślepiach, jednak nie zareagowała, nie chcąc go bardziej płoszyć. Była doskonałym obserwatorem, znała się na ludziach chyba lepiej, niż na zaklęciach, a już na pewno transmutacyjnych.
- Sama nie wiem. Czego szukam? - odparła mu pytaniem na pytanie, prostując się i obdarzając go pociągłym spojrzeniem, znów pozwoliła sobie na wzruszenie ramion, subtelnie wprawiające w ruch jasne pasma włosów. - Eksperymentuje, szukam możliwości i poszerzam horyzonty. Hmm?
Odprowadziła go wzrokiem, nieco zbita z tropu, ale przytaknęła i skierowała się do kanapy, siadając i poprawiając materiał sukienki, gdy ten rozlazł się po jej nogach. Ułożyła dłonie na kolanach, prostując palce. Siedziała prosto, raz jeszcze przesunęła wzrokiem po sklepie, mając zupełnie inne pole widzenia. Kanapa była dość wygodna.
- Obydwoje pracujemy w Ministerstwie, czasem odwiedza mnie w prosektorium. No i jest jeszcze Fergus, z którym przyjaźnię się od czasów Hogwartu. - wyjaśniła mu dość pogodnym głosem, obserwując jego poczynania z odrobiną zaskoczenia, bo o kawie lub herbacie z kociołka chyba jeszcze nie słyszała. Flint umiała się jednak dostosować, znaleźć równowagę w każdej sytuacji. Wystarczyło zachowywać kontrolę, nosić właściwą maskę. - Twój brat naprawdę dobrze sobie radzi, jest obowiązkowy i można na nim polegać.