16.05.2023, 22:36 ✶
Chociaż sam chciał tu przyjść, czuła się w pewien sposób źle, że musi tkwić w tej sali i brać udział w tej szopce. Pandora bardzo nie lubiła udawać, dostosowywać się do reguł inne, niż własne. Miała też problemy z utrzymaniem języka za zębami, bo cisnęły się jej same nazbyt szczere komentarze względem rozmówców, których podstawiała im jej matka. Nie była pewna, czy pamiętała jej imiona. Obietnica sprawiała jednak, że nawet się nie skrzywiła, czasem przesadnie drażniąc palcami rękaw jego koszuli, żeby się uspokoić. Już nawet wymieniała zwierzęta alfabetycznie i liczyła chmurkowe owce. Zgodziłaby się z nim, że ognisko i butelka gdzieś na polanie, byłoby o niebo lepszą zabawą, niż to, co serwowano w Turcji. Kraj ten jednak chyba zawsze robił wszystko na pokaz, wystarczyło wrócić do Osmanów. W całym tym przepychu, goście jednak zdawali się dobrze bawić, zajęci wzajemnym obserwowaniem się i grą pozorów, niż czymkolwiek innym.
Czytał z niej dużo lepiej niż ona z niego. To było takie nienaturalne, gdy zachowywała się w tak uległy i milczący sposób, że trudno było nie być zdenerwowanym. Jej matka zdawała sobie sprawę, jak daleko Pandorze było do idealnego dziecka, ale nie znaczyło to, że tutejsze towarzystwo lub nawet salony Londyńskie musiały o tym wiedzieć. Zawsze przedstawiała ją w superlatywach, stawiała poprzeczkę bardzo wysoko i czasem brunetce było trudno nadążyć, więc po prostu dawała jej mówić, przytakując. Córki przecież słuchały swoich matek, a największym komplementem było podobieństwo do nich.
Lepiej, żeby nie wiedziała, co Pandora robiła, gdy była poza zasięgiem rodziców. Zaczynając od namiotu, poprzez jej niedbałe stroje i brak makijażu, przez jej wchodzenie po drzewach, gubienie się w lesie i picie z butelki, jak chłop — mogłaby dostać ataku serca. A matki nie chciałaby mieć na sumieniu. Wystarczyło przecież, że on wiedział, jaka była i sugerował to uśmieszek, który dostrzegła kątem oka, przez co chrząknęła, powstrzymując w ten sposób roześmianie się, bo nie wypadało.
- Jestem oazą spokoju. - odpowiedziała cicho, stając naprzeciw niego i łapiąc głęboki oddech, przesunęła wzrokiem po jego twarzy. Dla niej takie wydanie Niedźwiadka też była nowością i trudno było udawać, że mu to nie pasowało. Koszule zawsze wyglądały dobrze, zwłaszcza gdy miało się taką sylwetkę, ale starała się aż tak na tym nie skupiać i aż tak bezczelnie nie gapić. -Dla mnie wyglądasz tutaj najlepiej. - przytaknęła zgodnie z prawdą, zastygając chwilę w bezruchu z dłońmi na kołnierzyku, zanim pojawiła się jej kuzynka. W idealnym momencie jak zawsze. I znów na ratunek przychodził szampan.
- Przecież powiedziałam, że się nie podzielę. - oznajmiła na jego minę, wzruszając ramionami i mocniej zaciskając palce na jego ramieniu, przytuliła się delikatnie, spoglądając na prychającą na nią kuzynkę. Wyglądała jak mały i słodki kotek. - To moja dzisiejsza randka.
Dodała, puszczając jej oczko, zanim odwróciła twarz w stronę Hjalmara, mając nadzieję, że dzięki temu uda się oszczędzić mu trochę kłopotu. Gdy wspomniał o byciu ochroniarzem, patrząc się przy tym w jej oczy, poczuła przyjemną falę ciepła na ciele i uśmiechnęła się znacznie łagodniej i spokojniej, widocznie nie mając nic przeciwko. - Nie byłabym taka pewna z tym pożarciem, ale mimo wszystko, powinieneś się po prostu skupić na dobrej zabawie. Masz tu dużo.. Możliwości.
Ciężko było znaleźć kąt tej sali, w którym nie znajdowała się jakaś samotna lub nawet zamężna kobieta, która nie spoglądała w jego kierunku, a Pandora przecież nie zawsze będzie mogła go uratować z damskich rąk. Z drugiej jednak strony, czy mężczyźni nie lubili takiej atencji, bo łechtała ich ego? - Na szukanie Su narzeczonego. - odparła cicho, nie mogąc wybrać tego jedynego, o którym jej powiedziała na ucho. Może go już poznała, tylko nie miała pojęcia, że to on? Dodatkowo nigdzie nie widziała swojej najspokojniejszej kuzynki.
Przesunęła palcami po szyi, zwilżając usta, gdy faktycznie było mu bardzo miło Nise poznać, powstrzymując się jednak od komentarza. Bo przecież nie miała powodu, żeby się tak irytować. Całe to przyjęcie było irytujące, ona była po prostu truskawką na szczycie tortu.
Korciło ją, żeby złapać za kolejny kieliszek z szampanem, ale powstrzymała się, poprawiając jedynie ramiączko od sukienki z westchnięciem, zanim podsunęła mu swoją kuzynkę, mniejsze zło i przesunęła spojrzeniem po jego twarzy z odrobiną zmartwienia wymalowaną na własnej.
Z przyklejonym uśmiechem podeszła do mamy, witając się z gośćmi i odpowiadając na jakieś pytania, które wpuszczała jednym uchem, a wypuszczała drugim. Spojrzenie czekoladowych oczu cały czas wędrowało w stronę Nordgersima i Deniz. Przecież nawet nie lubił tańczyć.
- Pandora kochanie, gapisz się. - usłyszała głos mamy, która zgarniała jej brązowe pasmo za ucho, na co ta prawie podskoczyła, powracając spojrzeniem i uśmiechając się w stronę rodzicielki.
- Wcale nie. - szepnęła, chrząkając i wracając do rozmowy, odpowiadając wybiórczo na zasłyszane akurat słowa. I znów zerknęła, tym razem jednak zdając sobie z tego sprawę i ściągając brwi, pokręciła zaskoczona głową.- Masz rację, gapię się.
- Jak było w Londynie? - zapytała ją kobieta, wybijając z zamyślenia. Pandora złapała za kieliszek, posyłając jej jeden ze słodkich uśmiechów i opowiedziała trochę o wydarzeniach z Anglii, które również były sztuczne i nadmuchane.
- Wybaczą Państwo, zrobiło się duszno. Pójdę się przewietrzyć. - skłoniła się, wachlując się jedną dłonią ostentacyjnie, po czym minęła ludzi i skierowała kroki w stronę tarasu, czekając tylko na podmuch wieczornego powietrza, którzy otrzeźwiłby jej twarz.
Stuknęła paznokciami w szkło, odchylając głowę do tyłu, patrząc w niebo, jakby tam były wszystkie odpowiedzi. - Nie dobrze, nie dobrze. - szepnęła sama do siebie, słysząc stukot swoich obcasów na kamiennym tarasie, przechadzając się od prawej do lewej. Nie powinna była tak się gapić, tym bardziej nie powinna być taka egoistyczna, zazdrosna. Dlaczego była zazdrosna? Upiła szampana, przeczesując dłonią ciemne fale.
- Wyglądasz na damę w potrzebie. W porządku?- nieco starszy od niej jegomość ze szklanką w ręku stanął gdzieś za jej plecami, wywołując kolejną falę irytacji. Odwróciła się, obdarzając go krótkim uśmiechem, co widocznie zachęciło go do kontynuowania. - Mogę jakoś pomóc? Potrzebujesz się rozerwać?
- Dziękuje bardzo za zwrócenie uwagi, ale poradzę sobie. - odpowiedziała, próbując sobie przypomnieć, z kim w ogóle rozmawia. Dopiła kilka łyków szampana, ignorując spojrzenie przesuwające się po jej sylwetce, bo mężczyźni po alkoholu i w takich miejscach po prostu tak robili. - Powinien Pan wrócić do gości.
- Miałaś mnie odwiedzić, Panno Prewett z mamą, na herbatę. - kontynuował, jak gdyby nigdy nic, ujmując jej dłoń i całując wierzch, na co mimowolnie pokręciła głową z niedowierzaniem, uśmiechając się raz jeszcze i cofając pół kroku.
- Nie powinien Pan tego robić. Powinien Pan wrócić na przyjęcie, jestem przekonana, że znajdzie Pan tam odpowiednią partnerkę, bo jak Pan słusznie — mam nadzieję — wywnioskował, nie jestem specjalnie zainteresowana Pańskim towarzystwem.
Starała się oczywiście brzmieć uprzejmie, uśmiechać i nie robić żadnej sceny, gdy cofnęła dłoń z jego uścisku. Miała inne problemy na głowie niż nachalny idiota. Jej spojrzenie powędrowało w stronę okien prowadzących do sali, ale przez cholerne witraże, nie mogła nic podejrzeć. Zacisnęła wargi, kręcąc na samą siebie głową. Absolutnie nie powinna tak robić, a jednak kierował nią impuls, który ciężko było powstrzymać. To przez to, że się zgodził dziś z nią pójść i dlatego się tak martwiła. Wcale nie była zazdrosna. Dlaczego miałaby być zazdrosna?
- To bardzo nieuprzejme z Panienki strony. Słyszałem, że szuka Pani męża.
- Obawiam się, że źle Pan słyszał. - ściągnęła brwi nieco zaskoczona i przede wszystkim wyrwana z zamyślenia, lustrując go wzrokiem, zanim wywróciła oczami i zwyczajnie go minęła, chcąc wrócić do sali. Musiała sprawdzić godzinę, może mogli sobie już stąd pójść?
- Proszę chwilkę zaczekać, porozmawiajmy.
Naprawdę? Westchnęła ciężko, odkładając w połowie pełen kieliszek na jedną z donic i obróciła się w jego stronę, krzyżując ręce pod biustem. Dlatego właśnie nie bywała w domu, nie bywała na takich przyjęciach, bo jak niby miała już pozbyć się problemu w sposób miły i kulturalny, żeby matka się nie wstydziła?
- Pan się chyba trochę zapomina.
- Ja mam same dobre intencje! Powinna Panienka obejrzeć mój ogród. Nalegam. - powtórzył z uśmiechem, dopijając zawartość swojej szklanki i łapiąc ją za nadgarstek, przyciągnął do siebie. Skrzywiła się mimowolnie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Może nie była silna i miała drobne dłonie, ale zwykle umiała radzić sobie z takimi delikwentami sama.
- Radziłabym, żeby Pan mnie puścił, zanim narobię Panu problemów.
Wyprostowała głowę, tym razem bez cienia swojego uroczego uśmiechu, wymownie wyszarpując dłoń. Najchętniej złamałaby mu nos, ale matka wtedy by ją zabiła.
Czytał z niej dużo lepiej niż ona z niego. To było takie nienaturalne, gdy zachowywała się w tak uległy i milczący sposób, że trudno było nie być zdenerwowanym. Jej matka zdawała sobie sprawę, jak daleko Pandorze było do idealnego dziecka, ale nie znaczyło to, że tutejsze towarzystwo lub nawet salony Londyńskie musiały o tym wiedzieć. Zawsze przedstawiała ją w superlatywach, stawiała poprzeczkę bardzo wysoko i czasem brunetce było trudno nadążyć, więc po prostu dawała jej mówić, przytakując. Córki przecież słuchały swoich matek, a największym komplementem było podobieństwo do nich.
Lepiej, żeby nie wiedziała, co Pandora robiła, gdy była poza zasięgiem rodziców. Zaczynając od namiotu, poprzez jej niedbałe stroje i brak makijażu, przez jej wchodzenie po drzewach, gubienie się w lesie i picie z butelki, jak chłop — mogłaby dostać ataku serca. A matki nie chciałaby mieć na sumieniu. Wystarczyło przecież, że on wiedział, jaka była i sugerował to uśmieszek, który dostrzegła kątem oka, przez co chrząknęła, powstrzymując w ten sposób roześmianie się, bo nie wypadało.
- Jestem oazą spokoju. - odpowiedziała cicho, stając naprzeciw niego i łapiąc głęboki oddech, przesunęła wzrokiem po jego twarzy. Dla niej takie wydanie Niedźwiadka też była nowością i trudno było udawać, że mu to nie pasowało. Koszule zawsze wyglądały dobrze, zwłaszcza gdy miało się taką sylwetkę, ale starała się aż tak na tym nie skupiać i aż tak bezczelnie nie gapić. -Dla mnie wyglądasz tutaj najlepiej. - przytaknęła zgodnie z prawdą, zastygając chwilę w bezruchu z dłońmi na kołnierzyku, zanim pojawiła się jej kuzynka. W idealnym momencie jak zawsze. I znów na ratunek przychodził szampan.
- Przecież powiedziałam, że się nie podzielę. - oznajmiła na jego minę, wzruszając ramionami i mocniej zaciskając palce na jego ramieniu, przytuliła się delikatnie, spoglądając na prychającą na nią kuzynkę. Wyglądała jak mały i słodki kotek. - To moja dzisiejsza randka.
Dodała, puszczając jej oczko, zanim odwróciła twarz w stronę Hjalmara, mając nadzieję, że dzięki temu uda się oszczędzić mu trochę kłopotu. Gdy wspomniał o byciu ochroniarzem, patrząc się przy tym w jej oczy, poczuła przyjemną falę ciepła na ciele i uśmiechnęła się znacznie łagodniej i spokojniej, widocznie nie mając nic przeciwko. - Nie byłabym taka pewna z tym pożarciem, ale mimo wszystko, powinieneś się po prostu skupić na dobrej zabawie. Masz tu dużo.. Możliwości.
Ciężko było znaleźć kąt tej sali, w którym nie znajdowała się jakaś samotna lub nawet zamężna kobieta, która nie spoglądała w jego kierunku, a Pandora przecież nie zawsze będzie mogła go uratować z damskich rąk. Z drugiej jednak strony, czy mężczyźni nie lubili takiej atencji, bo łechtała ich ego? - Na szukanie Su narzeczonego. - odparła cicho, nie mogąc wybrać tego jedynego, o którym jej powiedziała na ucho. Może go już poznała, tylko nie miała pojęcia, że to on? Dodatkowo nigdzie nie widziała swojej najspokojniejszej kuzynki.
Przesunęła palcami po szyi, zwilżając usta, gdy faktycznie było mu bardzo miło Nise poznać, powstrzymując się jednak od komentarza. Bo przecież nie miała powodu, żeby się tak irytować. Całe to przyjęcie było irytujące, ona była po prostu truskawką na szczycie tortu.
Korciło ją, żeby złapać za kolejny kieliszek z szampanem, ale powstrzymała się, poprawiając jedynie ramiączko od sukienki z westchnięciem, zanim podsunęła mu swoją kuzynkę, mniejsze zło i przesunęła spojrzeniem po jego twarzy z odrobiną zmartwienia wymalowaną na własnej.
Z przyklejonym uśmiechem podeszła do mamy, witając się z gośćmi i odpowiadając na jakieś pytania, które wpuszczała jednym uchem, a wypuszczała drugim. Spojrzenie czekoladowych oczu cały czas wędrowało w stronę Nordgersima i Deniz. Przecież nawet nie lubił tańczyć.
- Pandora kochanie, gapisz się. - usłyszała głos mamy, która zgarniała jej brązowe pasmo za ucho, na co ta prawie podskoczyła, powracając spojrzeniem i uśmiechając się w stronę rodzicielki.
- Wcale nie. - szepnęła, chrząkając i wracając do rozmowy, odpowiadając wybiórczo na zasłyszane akurat słowa. I znów zerknęła, tym razem jednak zdając sobie z tego sprawę i ściągając brwi, pokręciła zaskoczona głową.- Masz rację, gapię się.
- Jak było w Londynie? - zapytała ją kobieta, wybijając z zamyślenia. Pandora złapała za kieliszek, posyłając jej jeden ze słodkich uśmiechów i opowiedziała trochę o wydarzeniach z Anglii, które również były sztuczne i nadmuchane.
- Wybaczą Państwo, zrobiło się duszno. Pójdę się przewietrzyć. - skłoniła się, wachlując się jedną dłonią ostentacyjnie, po czym minęła ludzi i skierowała kroki w stronę tarasu, czekając tylko na podmuch wieczornego powietrza, którzy otrzeźwiłby jej twarz.
Stuknęła paznokciami w szkło, odchylając głowę do tyłu, patrząc w niebo, jakby tam były wszystkie odpowiedzi. - Nie dobrze, nie dobrze. - szepnęła sama do siebie, słysząc stukot swoich obcasów na kamiennym tarasie, przechadzając się od prawej do lewej. Nie powinna była tak się gapić, tym bardziej nie powinna być taka egoistyczna, zazdrosna. Dlaczego była zazdrosna? Upiła szampana, przeczesując dłonią ciemne fale.
- Wyglądasz na damę w potrzebie. W porządku?- nieco starszy od niej jegomość ze szklanką w ręku stanął gdzieś za jej plecami, wywołując kolejną falę irytacji. Odwróciła się, obdarzając go krótkim uśmiechem, co widocznie zachęciło go do kontynuowania. - Mogę jakoś pomóc? Potrzebujesz się rozerwać?
- Dziękuje bardzo za zwrócenie uwagi, ale poradzę sobie. - odpowiedziała, próbując sobie przypomnieć, z kim w ogóle rozmawia. Dopiła kilka łyków szampana, ignorując spojrzenie przesuwające się po jej sylwetce, bo mężczyźni po alkoholu i w takich miejscach po prostu tak robili. - Powinien Pan wrócić do gości.
- Miałaś mnie odwiedzić, Panno Prewett z mamą, na herbatę. - kontynuował, jak gdyby nigdy nic, ujmując jej dłoń i całując wierzch, na co mimowolnie pokręciła głową z niedowierzaniem, uśmiechając się raz jeszcze i cofając pół kroku.
- Nie powinien Pan tego robić. Powinien Pan wrócić na przyjęcie, jestem przekonana, że znajdzie Pan tam odpowiednią partnerkę, bo jak Pan słusznie — mam nadzieję — wywnioskował, nie jestem specjalnie zainteresowana Pańskim towarzystwem.
Starała się oczywiście brzmieć uprzejmie, uśmiechać i nie robić żadnej sceny, gdy cofnęła dłoń z jego uścisku. Miała inne problemy na głowie niż nachalny idiota. Jej spojrzenie powędrowało w stronę okien prowadzących do sali, ale przez cholerne witraże, nie mogła nic podejrzeć. Zacisnęła wargi, kręcąc na samą siebie głową. Absolutnie nie powinna tak robić, a jednak kierował nią impuls, który ciężko było powstrzymać. To przez to, że się zgodził dziś z nią pójść i dlatego się tak martwiła. Wcale nie była zazdrosna. Dlaczego miałaby być zazdrosna?
- To bardzo nieuprzejme z Panienki strony. Słyszałem, że szuka Pani męża.
- Obawiam się, że źle Pan słyszał. - ściągnęła brwi nieco zaskoczona i przede wszystkim wyrwana z zamyślenia, lustrując go wzrokiem, zanim wywróciła oczami i zwyczajnie go minęła, chcąc wrócić do sali. Musiała sprawdzić godzinę, może mogli sobie już stąd pójść?
- Proszę chwilkę zaczekać, porozmawiajmy.
Naprawdę? Westchnęła ciężko, odkładając w połowie pełen kieliszek na jedną z donic i obróciła się w jego stronę, krzyżując ręce pod biustem. Dlatego właśnie nie bywała w domu, nie bywała na takich przyjęciach, bo jak niby miała już pozbyć się problemu w sposób miły i kulturalny, żeby matka się nie wstydziła?
- Pan się chyba trochę zapomina.
- Ja mam same dobre intencje! Powinna Panienka obejrzeć mój ogród. Nalegam. - powtórzył z uśmiechem, dopijając zawartość swojej szklanki i łapiąc ją za nadgarstek, przyciągnął do siebie. Skrzywiła się mimowolnie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Może nie była silna i miała drobne dłonie, ale zwykle umiała radzić sobie z takimi delikwentami sama.
- Radziłabym, żeby Pan mnie puścił, zanim narobię Panu problemów.
Wyprostowała głowę, tym razem bez cienia swojego uroczego uśmiechu, wymownie wyszarpując dłoń. Najchętniej złamałaby mu nos, ale matka wtedy by ją zabiła.