Jakoś tak wyszło, że Ururu został u nich w domu dłużej niż podejrzewała, że zostanie od samego początku. Nie było to specjalnie problematyczne, wszak mieszkanie było ogromne, ona nie miała rodzeństwa, pieniędzy mieli w brud - jedna gęba więcej do wykarmienia nie robiła większej różnicy. W sumie to nawet zabawnie wyszło, bo trochę czuła, że dorobiła się kogoś na wzór brata, którego nigdy nie miała. Zupełnie nie przeszkadzała jej jego obecność - wręcz przeciwnie, lubiła spędzać z nim czas. Wydawał się jej być niesamowicie interesującym człowiekiem. Obdarzyła go ogromną sympatią. Uważała, że podjęła wtedy bardzo dobrą decyzję, że przyprowadziła go do domu. Gdyby trafił na kogoś innego, mogłoby się to skończyć różnie. Na szczęście padło na Rudą - lepiej być nie mogło.
Heather wróciła do domu w wyśmienitym humorze. Zbliżało się Beltane - trochę ją smuciło, że nie spędzi go jak zawsze, tylko będzie pracowała, jednak przyjemny nastrój towarzyszył jej mimo wszystko. Czuła, że nie przeszkodzi jej to w świętowaniu. Szczególnie, że Charlie znaczy się Julien i Cameron na pewno pojawią się na miejscu. Przynajmniej będzie mogła na nich popatrzeć, to zawsze był jakiś plus.
Do tego wszystkiego miała świetne wieści dla Uru, dowiedziała się bowiem o pewniej sprawie. Adres wydawał się jej być znajomy, przejrzała więc akta. Ponoć znaleźli trupa w tej piwnicy, w której był przetrzymywany. Na nazwisko miał Evans, tyle udało jej się ustalić. Może dzięki temu będą mogli dowiedzieć się czegoś więcej. Zamierzała zresztą zabrać chłopaka do tej piwnicy - przecież nikt mu już tam nie mógł zrobić krzywdy.
- URURU- Zaczęła krzyczeć, kiedy tylko otworzyła drzwi wejściowe, oparła miotłę o framugę i wbiegła do środka. Nie dało się nie zauważyć entuzjazmu, którym emanowała. - URURUUUUU!- Krzyknęła raz jeszcze licząc na to, że to go pospieszy, sama zaś ruszyła korytarzem w stronę jego pokoju.