19.05.2023, 23:28 ✶
Trudno byłoby ignorować taki widok gościom, czasem coś szepnąć, jednak faktycznie — prezencja z domieszką czerwieni na śnieżnej bieli koszuli i bladej skórze sprawiały, że nikt ich nie zaczepiał i nie zagradzał im drogi. Miał spokój, schodzili mu z drogi. Ayday musiała wraz z Keremem oraz kilkoma osobami szepnąć już jakieś magiczne zaklęcie, bo owszem, dało się wyczuć w spojrzeniach ludzi odrobinę strachu, ale bardziej formę jakiegoś podziwu i szacunku. Tutaj faktycznie było wszystko pokrętne, ludzie bali się wychodzić poza normy społeczeństwa, przejawiać jakąkolwiek formę silnej woli lub pięści, bojąc się wykluczenia. Turcją wciąż zdawały się rządzić te same zasady towarzyskie, jakie były setki lat temu. Kto chciałby wszczynać burdę w domu tak wpływowych ludzi? Poza Pandorą chyba tylko Hjalmar.
Przyglądała mu się w milczeniu, gdy wzrok jej wrócił do normy. Wyglądał poważnie, na twarzy wciąż malowała się odrobina surowości, podkreślana przez rzucane na korytarzu cienie i blade światło wpadające przez wysokie okna. Ślady krwi sprawiły, że poczuła falę wyrzutów sumienia i jakieś złości na samą siebie, że w ogóle go to wplątała. Może nie powinna była się tak przyzwyczajać? Westchnęła bezgłośnie, zanim zaczęła mówić i złapała się jego szyi rękoma, subtelnie zaciskając palce. - Podejrzewasz mnie o takie brzydkie zagrania? No wiesz. - udała oburzoną, ściszając odrobinę głos, aby nie niósł się echem po długim pomieszczeniu. Prychnęła rozbawiona, kręcąc głową i przykładając policzek do jego ramienia, przymknęła na chwilę oczy, oszczędzając mu wlepianie w niego wzroku. - Zawsze warto próbować, może znajdzie się sposób! Zresztą, ustaliliśmy wcześniej, Ty mnie nosisz, a ja Cię karmię. To uczciwa wymiana.
Nie była pewna, czy aby na pewno, ale pozostało jej wierzyć we własne słowa i uparcie się ich trzymać. Cieszyła się, że nerwy oraz złość mu minęły, odzyskał humor, skoro nawet był w stanie zażartować. W głowie wciąż odtwarzała sobie cały ten wieczór, włącznie ze swoją kuzynką i tym całym "złotkiem" i ślubem, na co skrzywiła się nieco pod nosem, mając jednak nadzieję, że przynajmniej potrzebował trochę czasu na zastanowienie się nad tą propozycją matrymonialną, a nie, że za chwilę dowie się, że będą rodziną faktycznie, zresztą i tak już ją traktował, jak sprawiającą kłopoty, młodszą siostrę. Myśl ta sprawiła, że uniosła powieki z odrobiną zaskoczenia, zatrzymując brązowe tęczówki na jednym z guzików jego koszuli, tym najwyższym. A potem przypomniała sobie o dłoniach, odszukując ich wzrokiem i jedną ze swoich. - Mnie obchodzi. - rzuciła dość stanowczo, pozwalając sobie na posłanie mu krótkiego spojrzenia z odrobiną zbulwersowania, że zupełnie o siebie nie dbał. Powinien, przecież jakby połamał sobie palce lub coś uszkodził, nie mógłby pracować w kuźni i polować, robić tego, co przecież lubił najbardziej na świecie. Włącznie ze wspinaczką po drzewach! Niby ten Niedźwiadek taki odpowiedzialny, a czasem przejawiał olbrzymie pokłady głupoty.
Zrobiła sobie podpórkę z wyciągniętych rąk, przynajmniej dopóki nie poczuła się pewniej na wysokich butów i chciała wykorzystać okazję, żeby mu podziękować. Nie mogła pozbyć się świergoczącej z tyłu głowy myśli, że poza chaosem, faktycznie niewiele dobrego wnosiła mu do codzienności, odkąd wpadł na nią w tym lesie. A teraz jeszcze robiła się zazdrosna, na co pokręciła głową w momencie, gdy mówił, więc ciężko było stwierdzić, do czego właściwie ten gest należał. Może do obydwu. - Wiem, bo zawsze dotrzymujesz słowa. Dobry z Ciebie człowiek, więc musisz robić właściwie rzeczy — rzadkość w tych czasach. Dlatego, gdy mówisz o upewnianiu się o tym, aby ktoś nie oddychał o własnych siłach.. Nie brzmisz, jak Ty. Owszem, dałbyś nauczkę, ale nie chciałbyś przecież nikogo zabić lub sprawić, że byłby kaleką. A przynajmniej nie bez dobrego powodu. - odpowiedziała w końcu, odchylając głowę i patrząc na jego twarz z łagodnym wyrazem oczu, uśmiechnęła się, pozwalając sobie na delikatny ruch barków, jakby mówiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Trudno było w dzisiejszych czasach być życzliwym i pełnym empatii. Uniosła dłoń, spoglądając na swój nadgarstek, gdzie wciąż tkwił drobny ślad nazbyt silnego uścisku. - Nie muszę, ale chcę. To różnica. Mało razy już mnie wyciągałeś z opresji? W życiu Ci się za to nie odwdzięczę. Przepraszam, że przerwałam Ci zabawę z Deniz.
Oczywiście nie mogła się powstrzymać, przed wspomnieniem o swojej kuzynce, która ochoczo zajmowała mu wieczór. Może byliby dobrą parą, a przebywając w Turcji, polubiłby z czasem konie? Zaśmiała się pod nosem, znów kręcąc na siebie głową i puściła jego ręce, splątując własne pod biustem i zaciskając palce na ramionach, cofnęła się pół kroku. - Tak, wybacz za to. Czasem mi się zdarza, to nic takiego. - wytłumaczyła mu krótko, bo nie było o czym rozmawiać. Każdy miał jakieś mankamenty. Odprowadziła go wzrokiem, wzdychając ciężko. I trzeba przyznać, że kolejne słowa, które przerwały panującą w pokoju ciszę, sprawiły, że zaskoczenie przebiegło jej po twarzy. A jednak się martwił, nawet jeśli chciał chwilę wcześniej go zabić? Wbiła wzrok w jego plecy, nie ruszając się z miejsca, jakby biła się z myślami nad tym, co powinna, a nad tym, co właściwie chciała zrobić. Zacisnęła mocniej palce na swoich odkrytych ramionach i przekręciła głowę na bok, pozwalając sobie zerknąć na własne odbicie w lustrze znajdującym się pogrążonej w chaosie toaletce. Trzeba było robić rzeczy, które się powinno, a nie, które się chciało - przynajmniej czasem.
- Jestem pewna, że tak. - powiedziała w końcu, rozluźniając dłonie. - Nie martw się o to. Mama, nawet jeśli się go pozbyła z posiadłości, nie pozwoli mu skonać przed bramą. Wyśle do niego swoją uzdrowicielkę. - akurat tego była pewna, bo byłyby z tego same problemy. Pandora zrobiła kilka kroków w jego stronę, stając obok i spojrzała za okno, przesuwając spojrzeniem po ciemnym niebie. Dobrze, było mniej chmur, niż za dnia. - Mam jednak nadzieję, że go czegoś nauczyłeś. Ja pyskuje, ale wiele kobiet tego nie robi, bo nie wypada. - przerwała na chwilę, odwracając w jego stronę twarz, po czym spojrzała na pokryte krwią dłonie. - Siadaj na łóżko, zajmę się tym. A potem obiecałam Ci morze i plaże. Nie ma sensu gdybać. - pchnęła go delikatnie dłonią do tyłu, sugerując tym samym, żeby nawet z nią nie dyskutował. Sama przeszła do drugiej części pomieszczenia, zgarniając z biurka zasypaną pod pergaminami skrzyneczkę i siedzisko od swojej toaletki, a wszystko w akompaniamencie uderzających o drewnianą podłogę szpilek, których stukot roznosił się dookoła, odrobinę ją uspokajając swoją systematyczną częstotliwością i równym brzmieniem. Gdy usiadł, przysunęła siedzisko naprzeciw, a z jednej z szuflad szafki nocnej wyciągnęła butelkę, wyciągając w jego stronę. - Będzie Ci lepiej. - rzuciła tylko, zanim usiadła, kładąc pojemnik na kolanach i unosząc wieczko, przyjrzała się zawartości. Raniła sobie często ręce, miała cały zapas maści, plasterków, bandaży i środka do czyszczenia ran. Wzięła jego lewą dłoń i przyjrzała się jej, biorąc czysty i uprzednio namoczony wacik, zaczęła przecierać ze skóry krew, okazjonalnie dmuchając w stronę odsłoniętych uszkodzeń, aby tak go nie piekło. - Zastanawiałeś się już, czy chcesz skorzystać z Mary i Piołuna, czy może wolisz świstoklik? - zapytała swobodnie, skupiając się jednak na swoim zajęciu i nawet nie podniosła na niego wzroku, decydując, że gdy potrzebne będą plasterki, wybierze te kolorowe. A miała żółte, niebieskie i pomarańczowe. - Przynajmniej ich nie wybiłeś i nie złamałeś. - zauważyła optymistycznie, wsuwając pomiędzy usta jeden z plasterków, odrzucając brudny wacik niedbale na podłogę, pozwalając chwilę temu przeschnąć, zanim weźmie się za naklejanie. Chwilę zajęło jej ogarnięcie rąk Niedźwiadka, bo robiła to najlepiej i delikatniej, jak umiała. Na widok kolorów uśmiechnęła się pod nosem, podnosząc na niego wzrok i opierając się o własne kolana, ruchem głowy wskazała na jego koszulę. - Layla zabrała Twój plecak do sypialni. - wiedział, gdzie znajdowało się pomieszczenie, bo uprzednio czekał tam na niego elegancki strój na przyjęcie. No i Pandora specjalnie poprosiła, aby znajdowało się blisko jej własnej, na wypadek, gdyby trzeba było nagle uciekać lub wpadłaby na jakąś atrakcję w środku nocy, mogła przejść oknem lub balkonem. Wstała, wygładzając sukienkę i już chciała iść do szafy, aby wyjąć cos mugolskiego, mniej eleganckiego i bardziej praktycznego, ale uświadomiła sobie mały problem. Wywróciła oczami, odwracając głowę przez ramię i lustrując go wzrokiem. - Mógłbyś mi z tym pomóc? Ona jest naprawdę, naprawdę dopasowana. - wyjaśniła, mając oczywiście na myśli swoją sukienkę, którą zapinała jej Layla, bo sama nie była w stanie. Dłonią zgarnęła włosy na przód, odsłaniając suwak ciągnący się po plecach. Gdyby ubrała tą nieszczęsną, różową bezę byłoby łatwiej, bo miała zamek na boku.
Przyglądała mu się w milczeniu, gdy wzrok jej wrócił do normy. Wyglądał poważnie, na twarzy wciąż malowała się odrobina surowości, podkreślana przez rzucane na korytarzu cienie i blade światło wpadające przez wysokie okna. Ślady krwi sprawiły, że poczuła falę wyrzutów sumienia i jakieś złości na samą siebie, że w ogóle go to wplątała. Może nie powinna była się tak przyzwyczajać? Westchnęła bezgłośnie, zanim zaczęła mówić i złapała się jego szyi rękoma, subtelnie zaciskając palce. - Podejrzewasz mnie o takie brzydkie zagrania? No wiesz. - udała oburzoną, ściszając odrobinę głos, aby nie niósł się echem po długim pomieszczeniu. Prychnęła rozbawiona, kręcąc głową i przykładając policzek do jego ramienia, przymknęła na chwilę oczy, oszczędzając mu wlepianie w niego wzroku. - Zawsze warto próbować, może znajdzie się sposób! Zresztą, ustaliliśmy wcześniej, Ty mnie nosisz, a ja Cię karmię. To uczciwa wymiana.
Nie była pewna, czy aby na pewno, ale pozostało jej wierzyć we własne słowa i uparcie się ich trzymać. Cieszyła się, że nerwy oraz złość mu minęły, odzyskał humor, skoro nawet był w stanie zażartować. W głowie wciąż odtwarzała sobie cały ten wieczór, włącznie ze swoją kuzynką i tym całym "złotkiem" i ślubem, na co skrzywiła się nieco pod nosem, mając jednak nadzieję, że przynajmniej potrzebował trochę czasu na zastanowienie się nad tą propozycją matrymonialną, a nie, że za chwilę dowie się, że będą rodziną faktycznie, zresztą i tak już ją traktował, jak sprawiającą kłopoty, młodszą siostrę. Myśl ta sprawiła, że uniosła powieki z odrobiną zaskoczenia, zatrzymując brązowe tęczówki na jednym z guzików jego koszuli, tym najwyższym. A potem przypomniała sobie o dłoniach, odszukując ich wzrokiem i jedną ze swoich. - Mnie obchodzi. - rzuciła dość stanowczo, pozwalając sobie na posłanie mu krótkiego spojrzenia z odrobiną zbulwersowania, że zupełnie o siebie nie dbał. Powinien, przecież jakby połamał sobie palce lub coś uszkodził, nie mógłby pracować w kuźni i polować, robić tego, co przecież lubił najbardziej na świecie. Włącznie ze wspinaczką po drzewach! Niby ten Niedźwiadek taki odpowiedzialny, a czasem przejawiał olbrzymie pokłady głupoty.
Zrobiła sobie podpórkę z wyciągniętych rąk, przynajmniej dopóki nie poczuła się pewniej na wysokich butów i chciała wykorzystać okazję, żeby mu podziękować. Nie mogła pozbyć się świergoczącej z tyłu głowy myśli, że poza chaosem, faktycznie niewiele dobrego wnosiła mu do codzienności, odkąd wpadł na nią w tym lesie. A teraz jeszcze robiła się zazdrosna, na co pokręciła głową w momencie, gdy mówił, więc ciężko było stwierdzić, do czego właściwie ten gest należał. Może do obydwu. - Wiem, bo zawsze dotrzymujesz słowa. Dobry z Ciebie człowiek, więc musisz robić właściwie rzeczy — rzadkość w tych czasach. Dlatego, gdy mówisz o upewnianiu się o tym, aby ktoś nie oddychał o własnych siłach.. Nie brzmisz, jak Ty. Owszem, dałbyś nauczkę, ale nie chciałbyś przecież nikogo zabić lub sprawić, że byłby kaleką. A przynajmniej nie bez dobrego powodu. - odpowiedziała w końcu, odchylając głowę i patrząc na jego twarz z łagodnym wyrazem oczu, uśmiechnęła się, pozwalając sobie na delikatny ruch barków, jakby mówiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Trudno było w dzisiejszych czasach być życzliwym i pełnym empatii. Uniosła dłoń, spoglądając na swój nadgarstek, gdzie wciąż tkwił drobny ślad nazbyt silnego uścisku. - Nie muszę, ale chcę. To różnica. Mało razy już mnie wyciągałeś z opresji? W życiu Ci się za to nie odwdzięczę. Przepraszam, że przerwałam Ci zabawę z Deniz.
Oczywiście nie mogła się powstrzymać, przed wspomnieniem o swojej kuzynce, która ochoczo zajmowała mu wieczór. Może byliby dobrą parą, a przebywając w Turcji, polubiłby z czasem konie? Zaśmiała się pod nosem, znów kręcąc na siebie głową i puściła jego ręce, splątując własne pod biustem i zaciskając palce na ramionach, cofnęła się pół kroku. - Tak, wybacz za to. Czasem mi się zdarza, to nic takiego. - wytłumaczyła mu krótko, bo nie było o czym rozmawiać. Każdy miał jakieś mankamenty. Odprowadziła go wzrokiem, wzdychając ciężko. I trzeba przyznać, że kolejne słowa, które przerwały panującą w pokoju ciszę, sprawiły, że zaskoczenie przebiegło jej po twarzy. A jednak się martwił, nawet jeśli chciał chwilę wcześniej go zabić? Wbiła wzrok w jego plecy, nie ruszając się z miejsca, jakby biła się z myślami nad tym, co powinna, a nad tym, co właściwie chciała zrobić. Zacisnęła mocniej palce na swoich odkrytych ramionach i przekręciła głowę na bok, pozwalając sobie zerknąć na własne odbicie w lustrze znajdującym się pogrążonej w chaosie toaletce. Trzeba było robić rzeczy, które się powinno, a nie, które się chciało - przynajmniej czasem.
- Jestem pewna, że tak. - powiedziała w końcu, rozluźniając dłonie. - Nie martw się o to. Mama, nawet jeśli się go pozbyła z posiadłości, nie pozwoli mu skonać przed bramą. Wyśle do niego swoją uzdrowicielkę. - akurat tego była pewna, bo byłyby z tego same problemy. Pandora zrobiła kilka kroków w jego stronę, stając obok i spojrzała za okno, przesuwając spojrzeniem po ciemnym niebie. Dobrze, było mniej chmur, niż za dnia. - Mam jednak nadzieję, że go czegoś nauczyłeś. Ja pyskuje, ale wiele kobiet tego nie robi, bo nie wypada. - przerwała na chwilę, odwracając w jego stronę twarz, po czym spojrzała na pokryte krwią dłonie. - Siadaj na łóżko, zajmę się tym. A potem obiecałam Ci morze i plaże. Nie ma sensu gdybać. - pchnęła go delikatnie dłonią do tyłu, sugerując tym samym, żeby nawet z nią nie dyskutował. Sama przeszła do drugiej części pomieszczenia, zgarniając z biurka zasypaną pod pergaminami skrzyneczkę i siedzisko od swojej toaletki, a wszystko w akompaniamencie uderzających o drewnianą podłogę szpilek, których stukot roznosił się dookoła, odrobinę ją uspokajając swoją systematyczną częstotliwością i równym brzmieniem. Gdy usiadł, przysunęła siedzisko naprzeciw, a z jednej z szuflad szafki nocnej wyciągnęła butelkę, wyciągając w jego stronę. - Będzie Ci lepiej. - rzuciła tylko, zanim usiadła, kładąc pojemnik na kolanach i unosząc wieczko, przyjrzała się zawartości. Raniła sobie często ręce, miała cały zapas maści, plasterków, bandaży i środka do czyszczenia ran. Wzięła jego lewą dłoń i przyjrzała się jej, biorąc czysty i uprzednio namoczony wacik, zaczęła przecierać ze skóry krew, okazjonalnie dmuchając w stronę odsłoniętych uszkodzeń, aby tak go nie piekło. - Zastanawiałeś się już, czy chcesz skorzystać z Mary i Piołuna, czy może wolisz świstoklik? - zapytała swobodnie, skupiając się jednak na swoim zajęciu i nawet nie podniosła na niego wzroku, decydując, że gdy potrzebne będą plasterki, wybierze te kolorowe. A miała żółte, niebieskie i pomarańczowe. - Przynajmniej ich nie wybiłeś i nie złamałeś. - zauważyła optymistycznie, wsuwając pomiędzy usta jeden z plasterków, odrzucając brudny wacik niedbale na podłogę, pozwalając chwilę temu przeschnąć, zanim weźmie się za naklejanie. Chwilę zajęło jej ogarnięcie rąk Niedźwiadka, bo robiła to najlepiej i delikatniej, jak umiała. Na widok kolorów uśmiechnęła się pod nosem, podnosząc na niego wzrok i opierając się o własne kolana, ruchem głowy wskazała na jego koszulę. - Layla zabrała Twój plecak do sypialni. - wiedział, gdzie znajdowało się pomieszczenie, bo uprzednio czekał tam na niego elegancki strój na przyjęcie. No i Pandora specjalnie poprosiła, aby znajdowało się blisko jej własnej, na wypadek, gdyby trzeba było nagle uciekać lub wpadłaby na jakąś atrakcję w środku nocy, mogła przejść oknem lub balkonem. Wstała, wygładzając sukienkę i już chciała iść do szafy, aby wyjąć cos mugolskiego, mniej eleganckiego i bardziej praktycznego, ale uświadomiła sobie mały problem. Wywróciła oczami, odwracając głowę przez ramię i lustrując go wzrokiem. - Mógłbyś mi z tym pomóc? Ona jest naprawdę, naprawdę dopasowana. - wyjaśniła, mając oczywiście na myśli swoją sukienkę, którą zapinała jej Layla, bo sama nie była w stanie. Dłonią zgarnęła włosy na przód, odsłaniając suwak ciągnący się po plecach. Gdyby ubrała tą nieszczęsną, różową bezę byłoby łatwiej, bo miała zamek na boku.